Wyniki rozdania!!!

Witajcie Kochane!!!
Dzisiaj tak jak obiecywałam ogłaszam wyniki rozdania ale na początku pare słów wstępu.
Przede wszystkim chce serdecznie podziękować Wszystkim dziewczynom za zgłoszenia. Niestety mogę obdarować tylko 3 z Was masełkami z TBS.
Cieszę się tym bardziej, że nie spodziewałam się że tyle z Was się zgłosi. Jest to dla mnie ogromna radość i motywacja na przyszłość aby więcej organizować takich rozdań.
Losowanie odbyło się starą i już mało popularną formą losowania:)


Z kielicha wylosowałam trzy karteczki z Waszymi nickami pod jakimi mnie obserwujecie.
Więc...
Przedstawiam Wam 3 zwyciężynie rozdania, które wygrały po jednym masełku losowo wybranym:


Motylica


Meraja


Gosia


Kochane Gratulacje!!!
Już teraz zaczynam pisać do Was maile z informacją o wygranej. Na Wasze adresy czekam 5 dni. Jeżeli od momentu otrzymania maila nie dostane adresu zwrotnego masełko powedruje do osoby, którą wylosuje w losowaniu dodatkowym.
Po otrzymaniu przesyłki bardzo proszę każdą z Was o napisanie do mnie maila z informacją, że masełko doszło.
Jeszcze raz gartuluje wygranym dziewczynom.
Cieszę się bardzo, że rozdanie zyskało tak wielki rozgłos i w najbliższym czasie napewno rozdań na moim blogu będzie coraz więcej.
ps. Widzę, że już za niedługo czeka mnie organizacja nastepnego rozdania.

niedziela, 29 kwietnia 2012

Czytaj dalej » 17

L'oreal Elvive Damage Care- kolejne rozczarowanie.

Przyszedł czas na kolejną odżywkę do włosów z firmy L'oreal Evive Damage Care. Wiem, że wiele
dziewczyn narzeka na ich produkty a dokładniej na odżywki i ja dzisiaj nie będę wyjątkiem jeżeli  
chodzi konkretnie o tą.




Osobiście lubię ich szampony i odżywki i nie przeszkadza mi ich skład. Wiem, że nie należą do najbardziej naturalnych składników i napakowane są silikonami ale moim włosom to nie przeszkadza. Mam rozdwojone i suche końcówki ale jakby popatrzeć na długość moich włosów (sięgają już za tyłek, nie były podcinane na wiosne) to całkiem "normalne". Staram się je regularnie raz na rok podcinać, dzięki czemu zyskują więcej sprężystości i blasku. Olejowanie robi swoje i choć moje włosy mają tendencje do przetluszania się olejowanie wychodzi im na dobre.

Ale do rzeczy, bo odeszłam od tematu. Co jakiś czas zmieniam odżywke tak aby włosy za bardzo się nie przyzwyczaiły. Tą odżywkę tak naprawdę kupiłam na wypróbowanie w promocji. Nigdy jej wcześniej nie miałam więc postanowiłam spróbować.


Wziełam opakowanie 400ml. Wielka butla której nie mogę jak narazie wymęczyć. Opakowanie klasyczne jak dla ich produktów. Jednak przez konsystencję odżywki strasznie się brudzi. Na zdjęciu udało mi się ująć wodę która przedostała się pomiędzy zakrętkę a butelkę. Nie powiem- higieniczne to nie jest.



Odżywka sama w sobie jest bardzo rzadka. Niestety jej aplikacja nie należy do najłatwiejszych. Spływa z dłoni i czasami nawet nie zdążę jej zaaplikować na włosy. Za to wielki minus. Ze wszystkich odżywek jakie do tej pory miałam z L'oreala ta jest najrzadsza. Zapach hmm...ja bym go określiła jako zapach dzikiej róży. Tak on mi się kojarzy. Nie zostaje na włosach zbyt długo.


Ze względy na jej rzadką konsystencję zaryzykowałam i nałożyłam ją od samej głowy aż po końce. Zostawiłam na czas kąpieli a potem spłukałam. Bałam się, że przetłuści mi włosy jeszcze bardziej ale nic takiego nie miało miejsca. Włosy po jej zastosowaniu też nie były jakoś bardziej "żywe". Jako za plus mogę przyznać, że rozczesanie włosów po jej zastosowaniu było bardzo proste. Choć ma na drugim miejscu w składzie alkohol nie przesuszyła mi włosów.



Powiem szczerze, że ze wszystkich ich odżywek ta jest najbardziej nieudana. Tak naprawdę z włosami nie robi nic. Kupić jej napewno więcej nie kupie i wróce do swojej ulubionej. Za pojemność 400 ml zapłaciłam w promocji około 2 f.
W skali 1do 6 oceniam ja na 3 z wielkim minusem.

wtorek, 24 kwietnia 2012

Czytaj dalej » 19

Och Bella...

Szminkowy zawrót głowy trwa.Dzisiaj przychodze do Was z recenzją pomadki z firmy 17 o jakże dostojnej nazwie Bella;) Nie jest to moja pierwsza pomadka od nich lecz pierwsza z nowej linii Supreme Shine Lipstick.


Moja opinia na jej temat będzie bardzo pochlebna. Tradycyjnie zaczne od opakowania. Pomadka "ubrana" jest w srebrne pudełeczko, które jest solidnie wykonane. Przyznam, że ich inne pomadki z serii Mirror Shine (o których też będzie mowa w najbliższym czasie, bo zasługują na oddzielną recenzję) mają już nieco gorsze opakowanie. Przy zamykaniu pomadki da się słyszeć charakterystyczny "klik" dzięki któremu jesteśmy pewne, że szminka jest zamknięta i nie otworzy nam się w torebce. Za to przyznaję duży plus. Samo opakowanie miłe dla kobiecego oka;)



Bella to jak dla mnie typowy nudziak. Wpada lekko w brązik. Kolor można stopniować w zależności od ilość nałożenia. Jest bardzo neutralna. Moim zdaniem będzie odpowiednia dla wielu dziewczyn. Dla subtelniejszego efektu możemy nałożyć tylko jedną warstwę a dla wzmocnienia kilka. Prezentuję się poprostu świetnie. Bardzo dobrze nawilża moje usta oraz nie podkreśla suchych skórek. Na ustach tworzy delikatne "lustrzane odbicie".





Przyznam szczerze, że z uchwyceniem jej prawdziwego odcienia miałam nie lada kłopot. Biegałam z aparatem po całym domu, żeby uchwycić jak najlepiej jej kolorek ale niestety moja amatorszczyzna i brak dobrego sprzętu zrobiły swoje. Za jakość przepraszam.

Za minusy pomadki niestety posłużyć może brak daty ważności, pojemność a raczej waga pomadki oraz barak składu. Jednak dla ciekawskich znalezienie tych szczegółów nie powinno stanowić większego problemu.



W nowej serii mamy do wyboru aż 13 odcienii z czego przyznam, że ciężko niektóre dostać ponieważ rozchodzą się jak ciepłe bułeczki (w moim Bootsie jest już tylko 5 dostępnych odcieni na dzień dzisiejszy). Cena jednej pomadki to 4.99 f ale warto polować na promocje 3 za 2, które zdarzają się w miarę często. Na dole podam link (dla ciekawskich;)). Znajdziecie tam pozostałe odcienie choć przyznam, że niestety kolorki są nieco przekłamane.
http://www.boots.com/en/17-Supreme-Shine-Lipstick_1238325/

Pomadki w sklepach nie są zabezpieczone dodatkową folijką a kobiety często mylą testery z zwykła pomadką. Tak więc przed zakupem polecam poprostu ja otworzyc i sprawdzić czy nie była ona już testowana. Sama tego nie zrobiłam i w domu miałam niemiła niespodziankę;/

Jedną taka pomadkę zostawiłam swojej siostrze, którą również urzekł jej kolor i właściwości. Ona również jest z niej bardzo zadowolona i bardzo ją sobie chwali.



Podsumowując. Na dzień dzisiejszy jest to moja ulubiona pomadka, którą najczęściej mam na ustach. Poza brakami technicznymi nie mam do niej żadnych zastrzeżeń i polecam każdemu, który ma do nich dostęp. Mnie kuszą inne jej odcienie ale na razie muszę się wstrzymać i dać sobie szlaban na jakiekolwiek zakupy (chyba sama w to nie wierze).

                       Jak się Wam podoba? Miałyście może już jakieś pomadki z tej firmy?
 

niedziela, 22 kwietnia 2012

Czytaj dalej » 17

Jest już Was 50:D

Zakładając bloga zawsze podziwiałam dziewczyny które mają po 500 lub więcej obserwatorów publicznych. Swoja pracą i ciekawymi recenzjami zasłużyły sobie na to w 100%.
Ja natomiast obiecałam sobie, że gdy moja liczba obserwatorów osiągnie magiczną 50 zrobie małe rozdanie w ramach podziękowania, że ze mną jesteście i czytacie moje wypociny.
Zdaję sobie sprawę, że mój blog nie należy do najatrakcyjniejszych ale mimo wszystko dalej będę go prowadziła i starała się aby każdy znalazł coś dla siebie;)
Każdy komentarz, każda nowa osoba motywuje mnie jeszcze bardziej.
Więc do rzeczy.
Zastanawiałam się co mogłabym Wam "rozdać". Padło na masełka z TBS. Wiem, że ich ceny (bez promocji za pełnowymiarowe opakowania) w Polsce są bardzo wysokie. Dlatego też w tym rozdaniu wygrać mogą aż trzy osoby. Każda wygra jedno masełko. Jakie to masełko będzie wybierze "szczęśliwy traf":)
Do wygrania są trzy:
- Shea Body Butter 50 ml (very dry skin- bardzo sucha skóra)
- Mango Body Butter 50 ml (very dry skin- bardzo sucha skóra)
- Coconut Body Butter 50 ml (normal/dry skin- skóra normalna i sucha)


Zasady:
1. Musisz być moim publicznym obserwatorem.
2. Zostaw komentarz pod tą notką, w którym zamieścisz nastepujące dane np.
Obserwuje jako:
Mail:
3. Będę bardzo wdzięczna tym osobom, które zamieszczą informację o rozdaniu na swoim blogu, jednak do niczego Was nie zmuszam i jeżeli tego nie zrobicie i tak będziecie brać udział w rozdaniu.


Rozdanie będzie trwać od dzisiaj do 29.04.2012 do godziny 22:00.
Każda dziewczyna zostanie poinformowana o wygranej poprzez mail. W mailu zwrotnym będe prosiła o Twój adres. Jeżeli przez tydzień nie otrzymam adresu na który mam wysłać masełko wygrana przechodzi na inną osobę.
Wszystkich serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w rozdaniu.
Życzę powodzenia i trzymam za każdą z Was mocno kciuki:)


ps. Jest to moje pierwsze rozdanie więc proszę (w razie jakiś niedociągnięć) o wyrozumiałość.

wtorek, 17 kwietnia 2012

Czytaj dalej » 67

Estee Lauder- Pure Color Gloss.

W to zimne niedzielne popołudnie chcę Wam przedstawić swój nowy nabytek. Mowa o błyszczyku Estee Lauder Pure Color Gloss w numerku 118 Honey Flower.
Ostatnimi czasami moje serce podbiły pomadki a błyszczyki odstawiłam w ciemniejszą część szufladki;) Jednak za cenę 5 funtów nie mogłam się oprzeć, żeby go nie kupić tym bardziej, że kolor to poprostu moje ostatnie marzenie. Długo się więc nie zastanawiałam tylko go kupiłam.


Opakowanie charakterystyczne dla tej firmy. Klasyczne, eleganckie.


Powiem szczrze, że jest to mój pierwszy błyszcyk z EL. Przechodząc obok ich stanowiska zawsze zapuszczam żurawia bo oprócz paru innych firm tę darzę szczególnym sentymentem. Za cenę regularną (ok. 16 f) nigdy bym pewnie go nie kupiła. Ale jak zdarza się okazja to trzeba ją brać;)


Jak już wyżej wspomniałam mam go w kolorku Honey Flower. Mi ten kolor kojarzy się z herbacianą różą. Jest poprostu genialny i długo takiego kolorku szukałam. Posiada on również złote drobinki, które są bardzo drobno zmielone przez co na ustach dają naprawdę ciekawy efekt. Kolorek na moich ustach nie jest zbyt widoczny, ale osobiście nie przeszkadza mi to wogóle. Bardzo lubię błyszczyki/ pomadki w delikatnych kolorach, które są tylko delikatnie widoczne.


Górna cześć błyszczyka jest wydłużona i tak naprawdę nie wiedziałam po co. Teraz już wiem. Przez to przedłużenie mamy czyste opakowanie, a nie jak w większości błyszczyków upaćkane dookoła. Wielki plus za to. Sam błyszczyk na ustach nie zostaje bardzo długo. Jest to typowy "klejuch" więc nie wszystkim przypadnie do gustu. Ja tam klejuchy uwielbiam bo bądź co bądź ale napewno zostają na ustach dłużej niż te które mają lżejszą formułę. Na moich ustach utrzymuję się 3-4 godziny, bez oczywiście jedzenia i picia. Takie próby napewno by nie przeszedł. Dodam jeszcze, że ma bardzo wygodny aplikator- gąbeczkę oraz że jest bardzo wydajny.


Udało mi się uchwycić jego rzeczywisty kolorek.
Szczegóły techniczne. Błyszczyk ma 6 ml pojemności. Ile jest ważny tego nie wiem bo takiej informacji nie ma na opakowaniu.
Za cenę 5 f jest jak najbardziej ok. Więcej za niego bym nie dała. W chwili obecnej jest to mój ulubiony błyszczyk. Robi co ma robić i jestem z niego bardzo zadowolona. No i ten kolor. Strzał w 10;)


                                                 

niedziela, 15 kwietnia 2012

Czytaj dalej » 4

TAG: 50 pytań do...Kokoska;D

Piątek 13 stał się dla mnie dniem taga.
Otagowała mnie wspaniała osóbka hoshi777- Kochana serdecznie Ci dziekuję;*
Zdaję sobie sprawę, że nie mam nawet tyle obserwatorów na 50 pytań ale chętnie odpowiem na wszystkie zadane przez Was. Będzie to dla mnie wielka zabawa.
A teraz przejdzmy do formalności.


Zasady:
1. Napisz od kogo otrzymałaś tag i zamieść link do bloga osoby, która Cię wyróżniła.
2. Wklej logo tagu wpisując wcześniej swój nick.
3. Odpowiedz szczerze na 50 pytań zadanych w komentarzach pod notką.
4. Nominuj dowolną ilość blogerek, o których chcesz się czegoś dowiedzieć :)

I teraz mam nie lada problem bo tyle dziewczyn brało już udział w tym TAG-u, że nie wiem kogo by tutaj jeszcze otagować. Nie przeciągając zapraszam Was Kochane wszystkie, które mają ochotę się pobawić;)

piątek, 13 kwietnia 2012

Czytaj dalej » 14

Perfecta oczyszczanie...???

Podczas mojego 2-tygodniowego pobytu w Polsce nie brałam ze sobą żadnego żelu do buzi. Postanowiłam przetestować jakiś Polski produkt. Przechodząc przez sklepowe pólki wybrałam Perfecta oczyszczanie- żel do mycia twarzy z mikrogranulkami-wygładzający. Padło na niego ponieważ z tej firmy miałam płyn micelarny, który bardzo mi podpasował, tym bardziej byłam ciekawa innych kosmetyków tej firmy.


Informacje zaczerpnięte ze strony www.wizaż.pl

Oczyszczający żel do mycia twarzy z mikrogranulkami polecany dla osób w każdym wieku, do pielęgnacji cery normalnej, tłustej i mieszanej. Dokładnie usuwa ze skóry makijaż, zanieczyszczenia i nadmiar tłuszczu. Mikrogranulki ścierając martwe komórki naskórka, skutecznie wygładzają powierzchnię skóry oraz odblokowują pory. Preparat zawiera minerały morskie, odżywczy koktajl z witamin B6 - A - H, a także wyciąg z lilii wodnej, który koi podrażnienia oraz nadaje cerze świeży i promienny wygląd. Ma orzeźwiający, morski zapach i żelową konsystencję z małymi granulkami.


Tubeczka wygodna w użyciu. Łatwo wydobyć z niej produkt.

A co ja moge powiedzieć o tym produkcie. Hmm... Nie byłam z niego zadowolona do końca. Jego mikro granulki fajnie tą buzię oczyszczały jednak nie był to efekt "wow". Mnie osobiście jednak to aż tak bardzo nie przeszkadzało. Ładnie oczyszczał buzię i ją odświeżał. Nie zauważyłam jednak, żeby po jego użyciu buzia promieniała. Nie wiem też jakby poradził sobie z makijażem bo nie używałam go do tego celu. Żelowa konsystencja przypadła mi do gustu;)


Największym minusem tego żelu był jednak zapach, którego ja nie mogłam wytrzymać. Męczyłam się z nim przez okres dwóch tygodni bycia w Polsce i już teraz wiem, że ze wzgledu na właśnie ten zapach napewno nie kupiłabym go już nigdy więcej.



Podsumowujac. Żel oceniam na 4 z minusem. Za cene około 11zł nie był aż taki zły. Gdyby nie ten drażniący mnie zapach napewno kupiłabym sobie kolejną tubeczke na zapas. Na dzien dzisiejszy zostane przy swoim obecnym żelu ale znjąc mnie i życie napewno będę testować inne.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Czytaj dalej » 11

Nivea kontra Ziaja.

Z racji zbliżającego się lata staram się zastąpić podkłady czymś lżejszym tym bardziej, że w gorące dni (które mam nadzieję wkońcu nadejdą) moja tłusta cera nie chce mieć na sobie nic "ciężkiego". Niestety, angielskie firmy mają bardzo mały wybór jeżeli chodzi o kremy tonujące a jak już cokolwiek wypuszczają na rynek to są to przeważnie albo same buble albo typowe wysokopółkowe kosmetyki na które nie każdy może sobie pozwolić.

Mi udało się zdobyć i przetestować 2 produkty, które bez problemu dostaniecie w polsce. Mowa o Ziaji Nuno- Antytrądzikowym Kremie Tonującym i Nivea Young Tinted Moistruriser.


Tradycyjnie zaczne od opakowanań. Oba produkty to wygodne tubeczki. Nivea dodatkowo miała kartonowe pudełeczko, które niestety już wyrzuciłam (zdjecia na szczęście się zachowały). Plastik z którego wykonane są opakowanie jest miękki przez co nie mamy problemu z wydobyciem produktu. Zamykanie jest proste i (w moich tubkach) solidne.

Na pierwszy rzut pójdzie ziajka.

Informacje od producenta: Tonuje niedoskonałości skóry, nadaje równomierny odcień i poprawia koloryt, zmniejsza wydzielanie sebum, ogranicza rozwój bakterii, nawilża skórę, nie zatyka porów (www.wizaż.pl).

Posiadam odcień 01, najjaśniejszy. Co mogę o niej powiedzieć. Krycie jest średnie ale wkońcu to krem tonujący więc nie oczekiwałam po niej wielkiego krycia. Ma piękny zapach. Bardzo on mi się podoba. Nie wiem czy nawilża ale napewno nie wysusza skóry. Daje naturalny wygląd, jednak jej aplikacja pozostawia wiele do życzenia. Nie wiem czy to tylko w moim przypadku tak się dzieję. Krem nakładam solo tzn. nie nakładam dodatkowego kremu nawilżającego pod niego. Aplikacja jest koszmarna. Nie rozprowadza się dokładnie. W jednym miejscu ładnie pokrywa buzię a w drugi miejscu zachowuję się tak jakbym nakładała go na mydło. Takie skojarzenie najbardziej mi przychodzi na myśl jak o tym myślę. Więc za to wielki minus. Nie mogę sobie z tym poradzić. Próbowałam już na różne sposoby ale efekt pozostaje ciągle taki sam. Poza tym małym defektem krem sprawia, że buzia wygląda na zdrową i opaloną. Większych pryszczy nie posiadam. Najbardziej zależy mi na tym aby krem zakrył moje przebarwienia, których niestety pozbyć się nie mogę na dzień dzisiejszy ale walcze z tym jak tylko mogę.



Czas na krem z nivea. Producent obiecuje nam mniej więcej to samo co przy ziajce. Dodatkowo krem ma nam buzię dobrze nawilżyć. Mój odcień-natural, również najjaśniejszy. Tego kremu używałam zdecydowanie mniej niż ziajki. Dlaczego? Ma on w sobie różowy pigment, który na skórze wygląda poprostu okropnie. Ma o wiele słabszą pigmentację niż ziaja przez co trzeba go więcej nałożyć, a im więcej się nakłada tym bardziej wygląda się jak po jakimś nieudanym opalaniu natryskowym. I tym samym koło się zamyka. Zapach jest naprawde przyjemny. Taki świerzy. Aplikacja też jest o wiele lepsza niż w przypadku ziajki. Nie mogę jednak znieść wyglądu mojej cery po nim. Koszmar.




Na poniższych zdjęciach możecie zauważyć żółtawy pigment ziaji (pierwsza od lewej) oraz różowy nivei. Po roztarciu jest to bardziej widoczne.



Podsumowując. Każdy z wyżej wyienionych kremów ma jakieś minusy. Gdybym jednak miała
wybierać zdecydowanie postawiłabym na ziajke za jej bardziej naturalny wygląd na skórze. Zapomniałam tylko o pojemnościach:

-ziaja 60 ml koszt 7.80 zł (nawet mam jeszcze cenę)

-nivea 75 ml koszt około 3 funtów

Mimo wszystko nadal będę szukała jakiegoś dobrego kremu tonującego na lato. Słyszałam wiele dobrego o kremie Under 20 i Pharmaceris. Będę znowu zmuszona prosić o pomoc siostrę;)

              A czy Wy macie jakieś swoje ulubione kremy tonujące godne polecenia?
                            Za wszystkie sugestie będę bardzo wdzięczna.

środa, 11 kwietnia 2012

Czytaj dalej » 13

Golden Rose Lipstick 115.

O tej firmie słyszałam wiele dobrego jednak nigdy jej znaleść nie mogłam. Ubolewałam bardzo aż tu nagle stał się "cud" i mam.
Podczas wymianki z Dusiołkiem wybrałam sobie szmineczke z Catrice (niestety już nie pamiętam jak się ona nazywała, wiem tylko, że była to edycja limitowana). Kochana Basia niestety już jej nie mogła dostać i zaproponowała, że wybierze dla mnie podobny odcień tylko z innej firmy.
Zdałam się więc na specjalistke i takim oto sposobem stałam się szczęśliwą posiadaczką pierwszej pomadki Golden Rose w odcieniu 115.
Basiu dziekuję Ci jeszcze raz z całego serca. Trafiłaś w 10 z tą pomadką;*



Opakowanie szmineczki bardzo mi się spodobało. Mix tych kolorów wygląda bardzo elegancko. Na opakowaniu mamy informację dotyczącą numeru pomadki i jej skład.
Wg. producenta szminka ma właściwości pielęgnacyjne, nie wysusza skóry ust, jest wydajna i twała.


Opakowanie szmineczki wykonane jest z plastiku. Czarne- eleganckie ze złotymi napisami. Obawiam się jednak, że przy upuszczeniu skówka może się otwierać ponieważ nie posiada mocnego zamknięcia.



A teraz słów kilka o samej pomadce. Basia wybrała dla mnie numerek 115. Na stronie internetowej jak zaglądałam jest ich mnóstwo. Każdy znjdzie coś dla siebie.

Producent zapewnia nas, że pomadka ma właściwości pielęgnacyjne. Jest wydajna i długo się utrzymuje na usta. Po kolei. Pomadka w swym składzie posiada wosk pszczeli i faktycznie dobrze moje usta nawilża. Nie mam jej pod tym względem nic do zarzucenia. Nie wiem czy jest wydajna bo używam jej od niedawna. Z trwałością jednak jest różnie. Jak mniej gadam (a bardzo żadko to się zdarza) szmineczka pozostaje na ustach tak do max. 4 godzin. rekompensuje to jednak jej piękny kolorek i jego pigmentacja. Kolorek idealny będzie na lato. Będzie pięknie podkreślał opaloną buzię. Jak dla mnie dodatkowym plusem jest jej zapach. Mi on nie przeszkadza a wrecz bardzo go lubię;)




Na poniższych zdjęciach wstawiłam Wam dla porównania inne pomadki z mojej kolekcji.

Golden Rose jest o ton lub 2 jaśniejsza od Airy Fairy z Rimmla ale na ustach bardziej przypomina mi pomadke z Mac Viva Glam Gaga.

(od lewej Airy Fairy, Viva Glam Gaga, 115)



Podsumowując. Pomadka ma swoje plusy i minusy. U mnie jest jak najbardziej więcej plusów. Ze strony internetowej Golden Rose dowiedziałam się, że pojedyncza pomadka kosztuje ok. 8 zł. Nie wiem jak to jest w sklepach bo ja w swojej miejscowości nigdzie jej znaleść nie mogłam;/ Bardzo bym chciała wypróbować ich inne pomadki to wiem napewno. Będzie troszkę ciężko z ich dostaniem ale jakoś damy rade;)
Za taka cenę i wybór kolorystyczny polecam każdemu spróbować. Pomadki są naprawdę warte swojej ceny.

                     A czy Wy macie jakieś ulubione kolorki z Golden Rose?

 

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Czytaj dalej » 14