L'oreal Super Liner Superstar

Witajcie Kochani!!!

Która z nas nie chciałaby mieć pięknie podkreślonego oka? Która z nas nie chciała by mieć idealnie namalowanej kreski? Odpowiedź jest prosta. Każda z nas dąży zapewne do perfekcjonizmu. Do tej pory wierna byłam żelowym kredkom SuperShock z Avonu, które tak nawiasem mówiąc nadal bardzo lubię i chętnie po nie sięgam. Natomiast jeżeli chodzi o idealny żelowy eyeliner moim zdaniem ten z Maybelline w słoiczku jest na prawdę świetny.


Chciałam jednak sprawdzić jak będzie mi wychodziło rysowanie kresek za pomocą standardowego pisaka z precyzyjną końcówką. Wybór padł na Super Liner Super Star od L'oreal.


Marka L'oreal swego czasu wypuściła nową linię SuperStar w której w skład wchodzi m.in ten eyeliner oraz tusz (o nim kiedy indziej).

Eyeliner ma formę bardzo precyzyjnego pisaka z dość długim i twardym aplikatorem. Kolor jest intensywnie czarny i nie blaknie nam na powiekach w ciągu dnia. 



Jest bezzapachowy. Termin przydatności od otwarcia to 6 miesięcy. Niestety na opakowaniu nigdzie nie znalazłam informacji jaka jest jego gramatura. Cena to około 35-45 zł w zależności gdzie go kupimy. Jest ogólnodostępny. Szukajmy go w szafach L'oreal.


Przyznam szczerze, że to chyba pierwszy tego typu produkt, w takiej formie, jaki miałam okazję używać do malowania precyzyjnej kreski. Dzięki swemu na prawdę precyzyjnemu aplikatorowi nawet początkujące osoby myślę że będą mieć ułatwione zadanie. Bardzo dobrze się rozprowadza na powiecie i szybko zasycha. W ciągu dnia nie ściera się i jest bardzo trwały. Ciężko jest też go zmyć więc do tej czynności polecałabym płyny dwufazowe lub olejki. Jego intensywny czarny kolor nie blaknie w ciągu dnia.

Wydawać by się więc mogło że to produkt wręcz idealny i gdyby nie jeden mały, dyskfalifikujący szczegół dostał by ode mnie takie miano. Co z nim nie tak?
Niesamowicie podrażnia moje oczy które po kilkunastu minutach (do 20 min po aplikacji) zaczynają niesamowicie łzawić. Na początku myślałam, że to wiatr, że zimno na dworze i starałam się "usprawiedliwić" ten eyeliner. Jednak po kilku testach wyszło niestety że to jednak on powoduje na moich oczach taką reakcję i zmuszona byłam go odstawić. Co śmieszne nawet gdy oczy łzawiły jego trwałość była nie naruszona.


Tak więc niestety nie mogę go polecić a już w szczególności osobom które mają bardzo wrażliwe oczy. Oczywiście każda z nas jest inna i u Was ten eyeliner może spisywać się ok. Ja jednak niestety już do niego nie wrócę.

A czym Wy lubicie malować kreski?

Ściskam
Kokos

poniedziałek, 29 lutego 2016

Czytaj dalej » 7

Kolorowe jajeczka EOS

Witajcie Kochani!!!

Okres jesienno zimowy (i nie tylko) sprzyja temu, że nasze usta stają się spierzchnięte, pękają i są trudne w pielęgnacji. Trzeba więc zatem szczególnie o nie dbać. W tym roku, jak i poprzednim, dzięki swojej młodszej siostrze, zostałam szczęśliwa posiadaczką niemałej rodzinki jajeczek EOS. Przywędrowały one do mnie za "wielkiej wody" i goszczą w mojej kosmetyczce. Z tego też miejsca pragnę jeszcze raz ci Kasiu podziękować (o ile będziesz czytać tego posta) za wszystkie jajeczka:*



Design jajek jak same widzicie jest niesamowicie ciekawy. Plastik z jakiego są wykonane jest twardy, mocny a i zakrętka nie przepuszcza się, więc mamy pewność że Eosik nie otworzy nam się w torebce i jej nie pobrudzi. W przypadku Balmi niestety tej pewności już mieć nie możemy gdyż opakowanie nie należy do najlepszych i często lubi się psuć.



Zapachów, smaków mamy do wyboru do koloru. Ja mam to szczęście, że Kasia wybrała dla mnie smaki z edycji limitowanych, które w Stanach występują dość często. Niestety nie jestem w stanie Wam powiedzieć czy takie zapachy jak m.in różowy grejfrut, pomarańcza czy arbuz występują w stałej kolekcji. Podejrzewam że nie. Niemniej jednak na pewno każdy znajdzie coś dla siebie bo wybór jest na prawdę duży.


Jajeczka wykonane są w 99% z naturalnych składników. Poniżej zamieszczam skład jednego z nich (wanilia i mięta).



Producent zapewnia nas, że dzięki stosowaniu jajeczek nasze usta będą gładkie, nawilżone, nawodnione. Jajeczka zawierają m.in naturalne olejki, masła shea oraz antyoksydacyjne witaminy C i E. Nie zawierają natomiast parabenów, glutenu i składnika petrolatum (dziewczyny bardziej obeznane z tematem składów na pewno będą wiedziały co to za składnik).

Jak się natomiast sprawa ma jeżeli chodzi o zapewnienia producenta?
Kiepsko. Moim zdaniem jajeczka nawilżają na poziomie podstawowym. Nie jest to ani mocne ani nijakie nawilżenie. Sam sztyft w formie kuleczki jest bardzo praktyczny bo bez otwierania ust możemy pomalować je za jednym pociągnięciem. Jest dość twardy więc się nie topi, choć niekiedy trzymając je w kieszeni pod wpływem naszego ciała robią się mniej tępe i wtedy aplikacja jest jeszcze bardziej ułatwiona. Są natomiast świetne pod wszelkiego rodzaju pomadki, i te zwykłe i te wysuszające. Również do poprawek w ciągu dnia jak i do nawilżenia naszych ust kiedy tego akurat potrzebują. Niestety z większymi problemami sobie nie poradzą.



Jajeczka EOS są urocze i przykuwają każde oko (nawet męskie) jednak nawilżenie nie jest spektakularne więc osoby które borykają się z nadmiernym przesuszeniem nie będą z nich zadowolone.

Mimo braku porządnej dawki nawilżenia ja i tak bardzo je lubię i całą moją kolekcję na pewno zużyję choć póki co oszczędzam je jak mogę gdyż tutaj w UK są one niestety drogie, a moja kolekcja pomału się kurczy. Cena 6.50 Ł to moim zdaniem lekka przesada więc będę polowała na jakieś promocje. Niestety wybór smaków w UK też jest mocno obkrojony więc o moim ukochanym smaku różowego grejfruta niestety mogę jedynie pomarzyć.


Czy mogę je polecić? Myślę, że tak ale tylko osobom które nie mają większych problemów z ustami.

A czy Wy lubicie jajeczka EOS czy używacie może innych pomadek?

Ściskam
Justyna

środa, 10 lutego 2016

Czytaj dalej » 52

Wielkie zakupy ostatnich miesięcy : Pielęgnacja i kolorówka

Witajcie Kochani!!!

W dwóch poprzednich postach mogliście zobaczyć moje gigantyczne denka zarówno kolorówkowe jak i pielęgnacyjne. A że w przyrodzie równowaga być musi dlatego też dziś zaprezentuje Wam moje nowości które poczyniłam na przestrzeni około 3 miesięcy. 
Były święta, był Boxing Day, był Black Friday...(a i w między czasie odwiedziłam też Carboot Sale) i to wszystko spowodowało, że wszędzie ale to wszędzie wszyscy i wszystko kusiło promocjami, zniżkami, kuponami...Ja wzbogaciłam się o kilka perełek o których więcej możecie się dowiedzieć poniżej.
Zapraszam:

Zacznę może od kosmetyków pielęgnacyjnych.


Rodzinka z Soap& Glory: micelarny płyn do demakijażu  Total Drama Clean Make Up Remover(jak widzicie jestem już w połowie opakowania i sam płyn zły nie jest ale pachnie ogórkowo;/), balsam do ciała z wygodną pompką Smooth Ultra Rich Body Lotion, który jest na prawdę nie zły mimo parafiny w składzie oraz krem do demakijażu The Ultimelt, który dopiero zaczęłam testować i niestety nic Wam jeszcze nie mogę powiedzieć na jego temat.




Zaczynam zapoznawać się pomału z Marką Kiehl's i dlatego stałam się posiadaczką kremu pod oczy z awokado (pierwszy raz spotykam się z taką konsystencją kremu pod oczy i...z takim działaniem;)) oraz kremu Ultra Facial Cream. Jego jeszcze nie zaczęłam używać ponieważ chcę najpierw skończyć swój krem z Dermedic (denko musi trwać). 
Na stoisku marki Kiehl's trafiłam na bardzo sympatyczną panią, która znała się na swojej pracy i poprosiłam ją o próbki dwóch słynnych olejków na noc i dzień. Oprócz tego do moich zakupów pani dorzuciła jeszcze próbkę kremu pod oczy i balsamu do ciała. Z przyjemnością je przetestuje a w szczególności olejki. Mam na nie chrapkę już od dłuższego czasu ale najpierw wolę przetestować próbkę gdyż cena za sztukę to aż 36 Ł.


Po wstępnych zapoznaniach z marką ECOLAB postanowiłam że przetestuję ich produkty kąpielowe. I tak na zdjęciu możecie zobaczyć dwa żele pod prysznic (jeden pachnie jak zielona herbata, drugi winogronowo) oraz olejek pod prysznic. Wszystkie trzy kosmetyki intensywnie testuję i w najbliższym czasie podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami. 
Na zdjęciu jest jeszcze tonik, tym razem w wersji nawilżającej, który spisuje się równie dobrze co jego brat w wersji odmładzającej (którą również kupiłam ponownie).


Mydełko do mycia buzi z marki Clinique 200 ml kupiłam za jedyne 3 Ł na wyprzedaży samochodowej. To już moje "n-te" opakowanie. Raz na jakiś czas bardzo chętnie wracam do tego produktu bo uważam że jest dobrym czyścicielem;)


Zapas moich ukochanych peelingów z Soap& Glory które "kupiłam" za punkty które miałam na karcie z Boots. Jeden z nich będzie brał udział w rozdaniu które mam zamiar w najbliższych miesiącach zrobić;)



Na wyprzedaży samochodowej mój narzeczony upolował dla mnie zestaw z L'occitane w którego skład wchodzą: żel pod prysznic o zapachu werbeny 500 ml z pompką (miałam już kiedyś ten żel i na okres wiosenno letni będzie idealny), mydełko do rąk o zapachu lawendy (dla mnie nowość) oraz mydełko w kostce (które niestety nie załapało się do zdjęć bo już go po prostu zużyliśmy).


Suche szampony Batiste kupione w promocji 3 za 2 stale goszczą w mojej łazience. 


W promocji 3 za 2 skusiłam się również na żele do golenia Gillette.


W polskim sklepie skusiłam się na żel do higieny intymnej Biały Jeleń kora dębu oraz na peeling myjący średnioziarnisty Sopot Spa od Ziaji, który bardzo lubię za zapach.


Krem nawilżający od Babuszki dostałam w gratisie do mojego zamówienia z m.in kosmetykami Ecolab.
Płyn micelarny z Nivea od dawna chciałam przetestować ale póki co wykańczam ten z Soap& Glory.

I przechodzimy do kolorówki:


Dwa komplety gąbeczek z Real Techniques (drugi komplet czeka na swoją kolej) również kupione na jakiejś promocji. Osobiście bardzo te gąbeczki lubię i dobrze się u mnie sprawdzają. Nie są tak wytrzymałe jak BB ale jak za swoją cenę są ok.


Moje dwa pierwsze produkty z The Balm, które odkupiłam od koleżanki za małe pieniążki. Ona ich nie używała więc postanowiła mi je sprzedać.
Sexy mama czyli puder matujący czeka na swój debiut natomiast róż Hot mama, który może być używany również jako cień do powiek już testowałam na swoich policzkach i niestety jak na pierwszy raz efekt na moich policzkach nie był zachwycający. Róż ma złote drobinki/poświatę która mi osobiście się nie podoba. Po testuję go jeszcze kilka razy ale mam odnośnie niego mieszane uczucia.



Moje Maczkowe perełki: 
-Puder Studio Fix NC 25 to nowość i chętnie sprawdzę na swojej skórze czy jest tak fantastyczny jak o nim mówią
-Bronzer w odcieniu Matte Bronze, jak sama nazwa wskazuje jest matowy i bardzo ciemny więc osoby bardzo blade mogą się z nim nie polubić. Na mojej buzi prezentuje się po prostu super i utrzymuje się cały boży dzień.
- duo czyli puder do konturowania i rozświetlacz Accentuate Sculpt to produkt z całej 4 chyba najwięcej przeze mnie testowany. Rozświetlacz jest niesamowity a puder konturujący robi świetną robotę o ile umiemy się takim produktem posługiwać. Przyznaję ja na początku używałam go jako bronzera i raz usłyszałam "czy przypadkiem ktoś cię nie pobił"? o_O Teraz radzę sobie z nim nieco lepiej;)
-ostatni ale nie najgorszy puder utrwalający Mac Prep+Prime w formie sypkiej, transparentny. Jestem bardzo ciekawa czy okaże się lepszy od Vichy Dermablend.


Kolejne tusze do testowania i jeden ulubieniec minionego roku czyli So Couture z L'oreal. Pozostałe będę intensywnie testować i na pewno dam Wam znać jak się sprawują.


Moja naustna obsesja trwa w najlepsze. W ciemno zamówiłam dwa błyszczyki z L'oreal: u góry błyszczyk o kremowej konsystencji 109 Fight for It, i poniżej wykończenie matowe 401 Amen oraz kredkę do ust Revlon Just Bitten Kissable w odcieniu 010 Darling Cherie (lekko fioletowym). Pierwsze testy przede mną. Kolor Amen testowałam jedynie na dłoni i myślę że ten kolorek powędruje chyba do kogoś z mojej rodziny. To odcień chyba nie dla mnie;/
Błyszczyk powiększający usta Dior Lip Maximizer póki co spisuje się u mnie świetnie i jestem z niego bardzo zadowolona.


Od czego by zacząć;)
Korektor rozświetlający z The Body Shop dostałam od koleżanki. Jestem bardzo ciekawa tego rozświetlenia ponieważ pod oczy używam zwykłego korektora, bez tego efektu.
Puder matujący transparentny kupiłam na eBay w chwili kiedy na stanie nie miałam już nic matującego (teraz mam aż nadto).
Dwa róże z Essence. Różaną dziewczyną nie jestem ale coś tak mnie naszło i sięgnęłam aż po dwa. Ten w gwiazdki pochodzi o ile się nie mylę z kolekcji świątecznej 01 Winter Kissed Cheeks. Nawet go nie swatchowałam bo najpierw chciałam zrobić mu zdjęcie;)
Natomiast drugi róż  w odcieniu 10 Adorable, wykończenie satynowe jest fantastyczny. Nie dość że kolor jest cudowny to na dodatek róż utrzymuje się na moich policzkach calutki dzień. Kosztował 1 funcika więc kto go jeszcze nie ma musi koniecznie go mieć:D lub chociaż zobaczyć na żywo. Gorąco go polecam.
Skuszona pozytywnymi recenzjami na temat podkładu Rimmel Lasting Finish sama postanowiłam się przekonać o co tyle szumu. Mam nadzieję, że tym razem będę zadowolona z podkładu tej marki.


Kto nie lubi dostawać prezentów bez okazji niech podniesie rękę?!
Ja oczywiście lubię i takim oto sposobem stałam się posiadaczką słynnej pomadki Angel. Wychodzi na to że mój narzeczony jednak czasami słucha tego co do niego mówię;)


Hoola od Benefit kupiona na świątecznej promocji na http://www.feelunique.com/. Kto jeszcze nie zna tej strony koniecznie musi poznać. Firma wysyła na cały świat zamówienia powyżej 10 Ł. Dodatkowo na maila (po wcześniejszym zarejestrowaniu/wpisaniu się w newsletter) wysyła bardzo często kody promocyjne. Każdy znajdzie coś dla siebie tym bardziej że firma ma wiele światowych marek w swojej ofercie.
Po dużej odsypce Meteorytów którą dostałam od Justyśki, wiedziałam że kiedyś sobie je kupię. Jednak cena 40 Ł stale mnie odstraszała. Na moje wielkie szczęście od firmy w której pracuje na święta otrzymaliśmy bon o wartości 25 Ł na zakupy do wybranych sklepów. Ku mojej radości wśród tych sklepów znalazł się Debenhams a w nim stanowisko Guerlain i moje wymarzone Meteoryty. Odcień 02 Clair. Mam je i ja i bardzo się ciesze tym bardziej że cena za jaką mogłam je kupić była wspaniała;)



Na edycje limitowane w Mac raczej się nie kuszę. Po pierwsze szybko zostają wykupione i za nim się zorientuję już nigdzie ich nie można dostać, po drugie są zazwyczaj droższe od kosmetyków w stałej ofercie a po trzecie przeważnie występują takie odcienie np. pomadek na jakie nigdy bym ust nie pomalowała. Tym razem jest jednak inaczej. 
Ellie Goulding dla Mac wypuściła tak fantastyczną kolekcję, że nie mogłam się po prostu oprzeć. Odcienie MOJE. Na żywo wyglądają jeszcze lepiej.
Od lewej: błyszczyk Explosion Plushglass, pomadka w wykończeniu Creamsheen Only You i pomadka również w tym samym wykończeniu Without Your Love. Na ustach prezentują się rewelacyjnie. Nie żałuję ani jednego funta jakie musiałam na nie wydać. 
Zastanawiałam się jeszcze nad tym duo I'll hold My Breath (bronzer i róż) ale tak jakoś wyszło i go nie kupiłam i...teraz bardzo żałuję:(
Takiej udanej kolekcji Mac nie miał już od dawna i choć sama za Ellie jakoś specjalnie nie szaleję tak kolekcję ma fantastyczną.

I to wydawać by się mogło było by na tyle ale nic bardziej mylnego. "Idą" do mnie jeszcze odlewki kilku podkładów (na wypróbowanie), krem pod oczy z Resibo (jestem niesamowicie jego ciekawa), kilka nowości z Ecolab, oraz dwa kolejne błyszczyki. Je jednak pokaże już ewentualnie na Instagramie.

Nazbierało się tego co niemiara ale większych zakupów na razie nie planuje (nie wliczam w to czerwcowego urlopu w PL).

Dajcie koniecznie znać czy miałyście/macie któreś z pokazanych przeze mnie kosmetyków i jak Wam się sprawdzają?
Jakie nowości zagościły ostatnio u Was?

Ściskam

Justyna

sobota, 6 lutego 2016

Czytaj dalej » 55

Denko kolorówkowe ostatnich miesięcy

Witajcie Kochani!!!

Parę dni temu mogłyście poczytać o moim gigantycznym denku pielęgnacyjnym. W dziedzinie kolorówka też poszło mi całkiem nieźle o czym możecie poczytać poniżej.
Zapraszam:


Vichy Dermablend puder utrwalający sypki, transparentny. To już moje drugie opakowanie i na pewno nie ostatnie. Jest mega wydajny (28g) i starcza na wieki. Niewielka ilość pozwala idealnie zagruntować podkład. Stosowany z umiarem nie bieli buzi ale też nie daje efektu płaskiego matu. Ja uwielbiam tego typu produkty. W połączeniu z podkładem Estee Lauder Double Wear podczas ślubu mojego kuzyna wytrzymał całą uroczystość/noc a przyznam że temperatura w tym dniu 33 stopnie C nie ułatwiała tego zadania. Polecam osobom które mają cerę zbliżoną do mojej (mieszana/tłusta). Teraz będę testować inny tego typu produkt z MAC. Jestem ciekawa jak wypadnie przy moim ulubieńcu.

To małe kółeczko które widzicie to nic innego jak cień z Lancome. Wygrzebany do dna:D Niestety nie jestem w stanie powiedzieć Wam nawet nazwy ponieważ już dawno się starła. Cień był koloru matowej bieli i świetnie się sprawdzał pod łuk brwiowy nie tworząc przerysowanego efektu tylko naturalny makijaż.
Jak same wiecie cienie zużywa się chyba najwolniej dlatego też cieszę się że w końcu jakiś u mnie dobił dna;)

Podkład z Lancome Teint Idole Ultra 24H wywołał mieszane uczucia. Jego pełną recenzję możecie znaleźć tutaj KLIK i tam Was też odsyłam. 
ps. czy Wy też trzymacie kartonowe opakowania kosmetyków?:D


Zapewne się zdziwicie jakim cudem udało mi się zużyć tyle tuszy "na raz". Otóż na raz ich oczywiście nie zużyłam tylko w przeciągu kilku miesięcy a opakowania trzymałam do zdjęć i oddzielnego posta na temat całej Millionowej rodzinki na który zapraszam tutaj KLIK.

Woskowa kredka do brwi marki Avon w kolorze Blonde była przeciętnym produktem. Nie dało jej się temperować przez co końcówka była bardzo gruba i ciężko było precyzyjnie dorysować brakujące włoski. Poza tym była woskowa i delikatnie utrzymywała włoski w ryzach. Kolor niestety dla mnie był odrobinę za jasny ale dało się z nim pracować;) Do niej niestety nie wrócę i póki co pozostanę przy swojej z Catrice.


Jajeczko EOS w wersji pomarańczowej smakowało genialnie. O samych jajeczkach jeszcze w tym miesiącu pojawi się oddzielny post. Póki co mogę jedynie powiedzieć że dla mnie jajeczka są fajnym gadżetem rzucającym się w oczy ale niestety nie nawilżają bardzo mocno. Dla mnie to standardowe nawilżenie ale ciekawa forma opakowania:)

Baza pod cienie z Urban Decay Eyeshadow Primer Potion to baza która całkowicie zmieniła mój makijaż. Uwielbiam ją od kilku lat i nawet nie szukam nic innego. Dla mnie to numer jeden. Tu na zdjęciu widzicie wersję anti-age ale jak dla mnie wszystkie one działają tak samo-świetnie. Gorąco polecam.

Korektor z Collection Lasting Perfection w odcieniu 2 Cool Medium, to moim zdaniem jeden z lepszych korektorów jakie znajdziemy w drogerii. Nie wiem jedynie co stało się z tym odcieniem ponieważ po kilku minutach po aplikacji bardzo ciemnieje. Dlatego też następnym razem wybiorę odcień o ton jaśniejszy 1. Mimo wszystko korektor jest godny uwagi i mogę go Wam polecić.

I na sam koniec dwa sztyfty ochronne. Wrzuciłam je do kolorówki ponieważ pomadkę ochronną z Nivea Vitamin Shake można śmiało stosować jako pomadkę. Delikatnie barwiła usta na różowo przy czym je nawilżała. Fajnie się sprawdzała solo jak i do mocnych makijaży oczu.
Natomiast Tisane nakładałam pod pomadki kiedy moje usta nie były w najlepszej formie. Uwielbiam tą pomadkę ochronną i na pewno jeszcze nie raz do niej wrócę.

Kolorówkowe denko ogłaszam za zamknięte.

Miałyście może któryś z wymienionych kosmetyków? Jak się u Was sprawdziły?

Ściskam

Justyna

poniedziałek, 1 lutego 2016

Czytaj dalej » 35