Projekt denko- MAJ!!!

Witajcie Kochane!!!

Koniec miesiąca to czas pokazania co w danym miesiącu
się zużyło.
Ja się mogę pochwalić:D
Maj jest moim ukochanym miesiącem i również denko wyszło mi całkiem pokaźne.
Wszystkich ciekawych co udało mi się zużyć serdecznie zapraszam.


1. Alterra- szampon do włosów morela i jakieś zboże (nie jestem pewna jakie;)). Fajnie oczyszczał i ogólnie byłam z niego bardzo zadowolona. Niestety był mało wydajny.
2 i 3. Alverde duet z amarantusem. Poświęciłam im oddzielny post KLIK. Wspaniały duet do którego na pewno wrócę jak tylko będę miała okazję go dorwać:)
4. Simple- naturalny szampon oczyszczający. Zużyłam go przede wszystkim do pędzli i do kąpieli mojej psinki. Nic specjalnego i nie wrócę do niego.
5. Aussie 3 minutowa maseczka nabłyszczająca tym razem. Bardzo lubię te odżywki. Moje włosy są po nich gładkie i miękkie. Jednak od czasu do czasu bomba silikonowa jest wskazana. Ta wersja pachniała dużo lepiej niż słynny rekonstruktor ale i tak nie jest to zapach wymarzony przeze mnie. Mimo wszystko jak tylko spotkam ją na promocji na pewno ponownie zakupię.
6. Alterra szampon migdał i jojoba o ile się nie mylę. Przypadł mi o wiele bardziej do gustu niż nr.1. Dobrze oczyszczał, fajnie się pienił i ładnie pachniał. Wszystko to czego oczekuję od szamponu. 

W kwestii wytłumaczenia. Nie zużyłam tych wszystkich szamponów przez 1 miesiąc. Wykańczałam resztki a w zużywaniu pomagał mi mój chłopak:)


7. Radox- płyn do kąpieli. Tak bardzo lubię ten zapach, że kupiłam ten płyn i przelałam go sobie do buteleczki z pompką. Służył mi jako mydełko. Widziałam już ten zapach w PL więc wszystkie Was zachęcam do wypróbowania. Sam żel szału nie robi ale ten zapach...uwiódł mój nos. W zapasie już kilka kolejnych buteleczek:D
8. AA żel pod prysznic papaja i mango. Na szczęście przeważał zapach papai (zapachu mango nie znoszę). Żel jak żel. Nic szczególnego a na dodatek zapach ulatniał się zaraz po wydobyciu z opakowania. 
9. Balea żel pod prysznic guava. Kolejny hit firmy balea. Już mam na oku parę nowych zapachów, które mam nadzieję uda mi się zdobyć.


10. Clarins delikatny krem- peelingujący. Hmm...Nie kupie go ponownie. Tak na prawdę nie robił nic oprócz delikatnego złuszczania. Znam o wiele lepsze kosmetyki w tej cenie.
11. Bielenda aloes. Więcej o tym produkcie przeczytacie tutaj KLIK. Fajny produkt, choć z tego co słyszałam trzeba się troszkę nałazić aby go kupić:) Mimo wszystko jest godny polecenia.
12. Bielenda płyn dwufazowy do demakijażu czarna oliwka. Mam jeszcze 2 jego wersje. U mnie się średnio sprawdzają te płyny. Rozmazują wszystko po całej twarzy i średnio sobie radzą nawet z nie wodoodpornym tuszem. Zużyje je bo szkoda wyrzucać ale na pewno do nic nie wrócę.
13. Estee Lauder DayWear. Krem do twarzy, którego pełno recenzję znajdziecie tutaj KLIK. Młodym skórom nie polecam. Może wrócę do niego za kilka lat choć za taką cenę znam kremy o wiele lepsze niż ten.
14. Lush BBSeaweed maseczka do każdego tak na prawdę rodzaju twarzy. Więcej o niej tutaj KLIK. Pudełeczko jednak zostawiam aby wymienić je na kolejną maseczkę:)


15. Dove antyperspirant. Mój ulubieniec i faworyt od lat. Teraz daję sobie od niego przerwę i zaczynam testowanie sure (czyli naszej reksonki).
16. Sure czyli właśnie rekosonka w wersji niby bardziej skompresowanej? Hmm...Kosztuje więcej za takie malutkie opakowanie a chroni tak samo, jest o wiele mniej wydajna;/ Ehh... Nie polecam. Wersje standardowe są moim zdaniem takie same.
17. Nivea kolejny antyperspirant. Jak się kończy to się kończy wszystko:) 
W ty przypadku to akurat bardzo dobrze. Ogłaszam zatem wszem i wobec nigdy więcej antyperspirantów z nivea. Ten zapach/zapachy, to działanie...NIE NIE i jeszcze raz NIE.


18. Maseczki z ziajki i tołpy czyli jednym słowem mój must have na każdy miesiąc. POLECAM.
19. Cleanic chusteczki do higieny intymnej. Bardzo fajne chusteczki. Oczyszczały, delikatnie nawilżały i co najważniejsze nie podrażniały.
20. SPAtopia mydełko z błotem z morza martwego. Było koloru czarnego;) i spisywało się całkiem dobrze. Zapach neutralny, lekko mydlany. Nie kupię go jednak ponownie ze względu na dostępność.
21. L'occitane mydełko z verbeną, które w całości zużył mój chłopak (tak mu się spodobało). Jedne z lepszych mydełek jakie miałam okazję testować. Polecam wszystkim.
22. Płatki kosmetyczne z lidla, które miały zgrzewane brzegi. Tutaj dużo rozwodzić się nie będę. Płatki świetne, kolejne opakowanie już w łazience.
23. Blend-a-med pasta wybielająca do zębów. Wykończonych past nigdy nie pokazywałam bo uznałam, że to raczej rzecz oczywista. Tym razem pusta tubka wpadła do denkowego koszyka. Tej pasty nie polecam. O wybieleniu (nawet delikatnym nie może być tu mowy), jej smak również nie był super miętowy. Już wróciłam do swojego ukochanego colgate.


24. Dior duo pomadka i błyszczyk niestety przeterminowane. Odgrzebałam je po kilku latach. Leżały grzecznie i czekały na swoje...przeterminowanie. Skleroza nie boli jak to mówią;/ Szkoda bo oba produkty były bardzo fajne.
25. Floslek żele pod oczy których również nie zdąrzyłam wykorzystać. Na szczęście w obu tych przypadkach produktu zostało niewiele więc większej straty nie poniosłam. Do żeli na pewno powrócę bo są na prawdę fajne.

Uff...dobrnęłam do końca. Projekt wyszedł mi na prawdę wielki z czego jestem bardzo dumna i mam nadzieję, że kolejne będą równie pokaźne.

Pędzę czytać jak poszły Wam wasze denka.

Ściskam 
Kokos

czwartek, 30 maja 2013

Czytaj dalej » 41

Kosmetyczne podsumowanie miesiąca maja.

Witajcie Kochani!!!

Już w niedługim czasie mam zamiar odwiedzić Polskę. Oprócz 
tego, że odpocznę i spotkam się z rodziną zaplanowałam również i zakupy.
Lista ciągle się wydłuża a czytanie Waszych blogów i Wasze zdobycze powodują, że
moja lista ciągle się wydłuża. Staram się 
wszystko skrupulatnie przemyśleć zanim cokolwiek kupię ale okazje... wiadomo.
Ciężko przejść obojętnie.
Silna wola jednak u mnie jest a oszczędzone pieniążki wydam na zakupy w PL.
Jednak żyjąc tutaj też trzeba o siebie dbać a i okazji nadarza się mnóstwo.
Dlatego też i w maju wpadło parę kosmetyków do kolekcji.
Oto one:



Mydełka w żelu z avonu. Kupiłam ich aż 5 bo były na dużej promocji.
Osobiście lubię je a pojemność i cena dodatkowo zachęcają do ich kupna.
Zapas zrobiłam na cały rok:)


Trzy kolejne żele.
Wiem wiem... Na ich punkcie mam niezłego świra i kolejne 3...ach...
Ale co gorsza.
Na mojej liście już są kolejne m.in kozie mleko z ziaji (niestety u mnie są one niesamowicie trudne do dostania), yves rocher kawowy, alverde bergamotka z miętą i balea jagodowy!!!
Czy to nie szaleństwo!?


Płatki kosmetyczne. Podstawa w każdej kosmetyczce więc o nich nie będę się zbytnio rozpisywała.
Żel do golenia, który dziewczyny dostawały w ramach współpracy. Podobno bardzo fajny.
U mnie czeka na swoją kolej.
Sure czyli nasza reksonka. To jest jakaś nowa wersja i wzięłam ją z ciekawości.
Zobaczymy jak się spisze.


I na koniec sól do kąpieli. Ja za kąpielami nie przepadam (zdecydowanie wole szybkie orzeźwiające prysznice). Sól kupiłam do kąpieli ale stóp.
Moja ukochana z apartu właśnie się kończy więc musiałam ją czymś zastąpić.

To na tyle albo aż na tyle:)
Teraz mam całkowity zakaz kupowania czegokolwiek (choć wiadomo jak to w praktyce bywa):D

Ściskam Was mocno
Kokos

środa, 29 maja 2013

Czytaj dalej » 12

Miłe zaskoczenie...

Witajcie Kochane!!!

Będąc ostatnio na zakupach typowo spożywczych w typowo angielskim sklepie nie byłabym sobą gdybym nie zerknęła na dział kosmetyczny.
Jakież było moje zdziwienie kiedy znalazłam tam krem z firmy Kamil
który nawiasem mówiąc wiele osób zachwalało. 
Nie zastanawiając się ani chwilę wrzuciłam go do koszyka.
W domu już musiały odbyć się pierwsze testy.
Obiecałam sobie, że na razie muszę wykończyć swoje pootwierane kremy ale natura testera
się odezwała.


Po kilku pierwszych użyciach jestem z niego zadowolona
jednak na dokładniejszą recenzję jest jeszcze za wcześnie.
Możecie się jej spodziewać wkrótce.

Ściskam 
Kokos

wtorek, 28 maja 2013

Czytaj dalej » 7

Bielenda Aloes. Cera wrażliwa i alergiczna. Delikatny żel do mycia twarzy.

Witajcie Kochane!!!

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją żelu do mycia twarzy, którego dostałam w paczce niespodziance od kochanej Justynki KLIK. Kochana serdecznie ci dziękuję.
Jest to już drugi kosmetyki z jej paczuszki, który przypadł mi do gustu (a na marginesie powiem, że nie ostatni:D).


Nie przedłużając zapraszam do lekturki.



Opakowanie:
Miękka, tradycyjna tubka z której można bez problemu wydobyć produkt. 
Zatrzask działa bez zarzutu. Dzięki temu, że tubka jest pół przezroczysta widzimy dokładnie ile produktu pozostało nam do końca.


Konsystencja:
Rzadka, lejąca z zatopionymi małymi kuleczkami, które podczas masowania twarzy rozpuszczają się.



Zapach:
Podczas pierwszego "niuchnięcia" wyczuć można nieco chemiczny (trudny do określenia) zapach. Kiedy jednak rozprowadzamy żel na buzi i ją masujemy czujemy bardzo delikatny i miły zapach. Czy pachnie on jak aloes? Ciężko mi to stwierdzić. Sam zapach jednak bardzo mi się podoba i umila mi czynności pielęgnacyjne.


Moja opinia:
Żel otrzymałam pod koniec kwietnia i od razu zabrałam się do testów.
Używam go dwa razy dziennie rano i wieczorem. Żel bardzo dobrze spisuję się przy oczyszczaniu cery.
Radzi sobie całkiem nieźle z domywaniem resztek po makijażu. Niestety z całym makijażem sobie tak do końca nie poradził ale w końcu nie jest to kosmetyk strikte do demakijażu.
Nie pieni się prawie wogóle co mi osobiście nie przeszkadza.
Podczas stosowania 2 razy dziennie nie podrażnił mnie. Nic mi po nim nie wyskoczyło, nie zatykał mi również porów za to dobrze je oczyszczał. Jest niezwykle delikatny a zarazem skuteczny.
Po umyciu twarz nie była ściągnięta, jedynie delikatnie nawilżona. Żel nie przesuszył mi twarzy.
Jedynym jego minusem jaki widzę jest wydajność. Zazwyczaj takie żele używane 2 razy dziennie starczają mi na minimum 2 miesiące a tutaj w niecały miesiąc zużyłam go co do kropelki. 


Dodatkowe dane o produkcie:
Pojemność: 150 g
Termin przydatności: 12 miesięcy od otwarcia
Dostępność: Rossman, Natura, sklepy on- line
Cena: około 10-15 zł (nie znam niestety jego dokładnej ceny)

Podsumowując:
Mimo swej wydajności jestem z niego bardzo zadowolona. Spisywał się całkiem nieźle i mogę go polecić z czystym sumieniem.

A czy Wy miałyście okazję go używać?

Ściskam
Kokos

poniedziałek, 27 maja 2013

Czytaj dalej » 14

Catrice Date With Ash- ton. Moja miłość od pierwszego użycia.

Witajcie Kochane!!!

Niecały miesiąc temu dostałam paczkę- niespodziankę o której mogłyście przeczytać tutaj KLIK. Za ten wspaniały prezent jeszcze raz pragnę serdecznie podziękować hoshi777  KLIK :*
Jedną z rzeczy, które otrzymałam była kredka do podkreślania brwi. Przyznam szczerze, że do tej pory makijaż brwi regularnie omijałam w swoim codziennym upiększaniu się a to z dwóch powodów.
Po pierwsze.
Moja oprawa oczu (a szczególnie brwi) jest bardzo ciemna i nie widziałam potrzeby aby ją jeszcze dodatkowo przyciemniać.
Po drugie.
Kiedy już chciałam wypełnić lub podkreślić czymś brwi kolory cieni czy kredek były zawsze źle dobrane i zamiast ładnie je podkreślić wyglądałam bardziej jak clown w cyrku;/
Zmieniło się to za sprawą tej "czarodziejskiej" kredki, która nie dość że jest idealna do makijażu brwi to na dodatek jej odcień jest dla mnie strzałem w 10.


Kredka sama w sobie nie jest ani za twarda ani za miękka. Konsystencja wręcz wymarzona. Świetnie "maluje" się nią brwi. W ciągu dnia nic się nie rozmazuje ani nie ściera (oczywiście jeżeli będziemy mocno trzeć okolice brwi to ma się rozumieć kredka mimo wolnie też się wytrze). Zdała test kiedy to w okropnej ulewie pędziłam do domu. Przez drogę prosiłam Boga żeby tylko nikt mnie nie zobaczył. Wyobrażałam sobie siebie z rozmazaną kredką (i pozostałą częścią makijażu). Kiedy wróciłam do domu niestety makijaż oka faktycznie wyglądał lekko mówiąc przerażająco. Kredka na brwiach pozostała nienaruszona:)


Fajną opcja jest również fakt, że kredka posiada mały grzebyczek do przeczesywania brwi. Opcja 2 w 1 w tym przypadku jest jak najbardziej wskazana.


Hoshi wybrała dla mnie odcień 020 Date With Ash- ton. Podejrzewam, że jest to odcień przeznaczony dla blondynek. Na zdjęciu widać, że wpada lekko w brązowe tony. Z moimi brwiami współgra jednak idealnie i w końcu znalazłam (a raczej Justyśka znalazła) coś co idealnie do mnie pasuję:D za co Ci serdecznie dziękuję.



Kredka jest mała i poręczna. Temperuję się bez problemu zwykłą temperówką/ strugaczką.
Ponadto jest bardzo wydajna. Na załączonych zdjęciach jest ona dopiero po pierwszym temperowaniu a używam jej codziennie od niecałego miesiąca.


Jedynym minusem jaki mogę jej zarzucić to jej dostępność, chociaż w gruncie rzeczy dla Was jest ona dostępna na każdym kroku. Będąc w Polsce na pewno zrobię sobie jej zapas.

Dodatkowe dane o produkcie:
Dostępność: szafy catrice, natura
Cena: hmm...nie za bardzo się orientuję ale podejrzewam, że coś około 20 zł
Termin przydatności: 36 miesięcy od otwarcia
Gramatura: 1.6 g


Podsumowując. 
Jestem niesamowicie szczęśliwa, że mam w końcu produkt, który jest idealnie dobrany do moich brwi. Od dnia kiedy jej pierwszy raz użyłam nie wyobrażam już sobie mojego makijażu bez niej. Jest wspaniała i podejrzewam, że wielu osobom będzie pasowała.
Kto jej jeszcze nie ma niech leci do sklepu:)

Ściskam 
Wasz
Kokos

środa, 22 maja 2013

Czytaj dalej » 20

Estee Lauder Perfectly Clean Splash Away Foaming Cleanser- Pianka do mycia twarzy, skóra normalna i mieszana.

Witajcie Kochane!!!

Po ponad tygodniowej przerwie przychodzę do Was z recenzją pianki myjącej z Estee Lauder, która to była dołączona do mojego prezentu Bożonarodzeniowego. Jeżeli jesteście ciekawe jak wyglądał zestaw odsyłam Was do posta świątecznego KLIK.


Zanim jednak przejdę do sedna sprawy chciałabym wytłumaczyć swoją ostatnią nieobecność. Sprawy dnia codziennego, stress i nie ubłagalny brak czasu sprawiły, że w ostatnim tygodniu było mnie tutaj mniej. Potrzebuję porządnej dawki dobrej energii i chwili tylko dla siebie aby uporządkować dotychczasowe sprawy. Mam ogromną nadzieję, że już niedługo nadarzy się ku temu okazja. Na razie jednak nic nie mówię aby nie zapeszyć. 



Przechodzę jednak do meritum dzisiejszego posta.
Tak jak już wspomniałam powyżej "mała" tubka (50 ml) była dołączona do mojego świątecznego zestawu.

Opakowanie:
Tradycyjna, miękka, niebieska tubka z łatwym aplikatorem i bez problemowym zatrzaskiem. Tubka jest na tyle miękka, że ewentualne rozcięcie nie będzie stanowiło większego problemu.


Konsystencja:
Gęsta i treściwa. Jak widać na zdjęciu, po naciśnięciu tubki wychodzi nam cienka porcja gęstego kremu. Po roztarciu można dostrzec maleńkie pęcherzyki powietrza.



Zapach:
Bardzo ładny:) (bardzo wyczerpująca informacja). Co najważniejsze nie jest duszący ani drażniący więc jest oki. 

Moja opinia:
Bardzo lubię takie formy czyścików do twarzy. Po moim małym odkryciu jakim była pianka z Clarins z nasionami bawełny o której pisałam tutaj KLIK, tej piance postawiłam na prawdę wysoką poprzeczkę tym bardziej, że jej cena za pełnowymiarowe opakowanie wcale do najniższych nie należy.
Pianki używam zazwyczaj w swojej pielęgnacji wieczornej po wykonaniu demakijażu. Świetnie sobie radzi z usuwaniem resztek makijażu a i z całym makijażem radzi sobie całkiem nieźle. Kiedy już nie mam siły aby bawić się w zmywanie oczu i reszty twarzy po prostu używam tej pianki. Radzi sobie z tuszem (nie wodoodpornym) i z kreską. Dla pewności przy pierwszych próbach przemywałam jeszcze twarz wacikiem z płynem micelarnym aby upewnić się czy pianka zdała testy. Teraz już tego nie robię bo nie ma takiej potrzeby. Makijaż jest usunięty w 100%. 
Twarz po jej użyciu jest miękka i aż "skrzypi". Lubię takie uczucie. 
Nie czuć natomiast ściągnięcia na twarzy wręcz lekkie nawilżenie. Pianka nie podrażniła mojej skóry ani jej nie wysuszyła.
Jest bardzo wydajna. Taka ilość jak na zdjęciu spokojnie wystarczy na 2 użycia.
Lekko rozjaśnia buzię i nadaje jej zdrowego wyglądu. Dobrze oczyszcza twarz również z sebum a i zaskórniki i pory na nosie stały się mniej widoczne. Nie wiem czy jest to tylko i wyłącznie jej zasługa (podejrzewam, że do tego efektu przyczyniły się również inne kosmetyki pielęgnacyjne których obecnie używam) ale mimo wszystko jakiś udział w tym ma:)
Nie zostawia na buzi tłustego filmu co w moim przypadku jest dla mnie bardzo ważne.
Czy kupię ją ponownie? Zdecydowanie tak jak tylko zużyje swoje zapasy w tej dziedzinie.
Jest warta każdej złotówki:)


Dodatkowe informacje o produkcie:
Termin ważności od otwarcia: 24 miesiące
Dostępność: stanowiska EL, strony internetowe, sephora, douglas
Cena: za pojemność 125 ml: około 100 zł

Podsumowując:
Z czystym sumieniem mogę polecić ją posiadaczkom skóry mieszanej/normalnej. Pianka zdała egzamin i wpisują ją na listę swoich ulubieńców. 

Kończąc
Uciekam pod ciepły prysznic i do nadrabiania zaległości po całym tygodniu nieobecności...
Ściskam
Kokos

niedziela, 19 maja 2013

Czytaj dalej » 11

LIEBSTER BLOG AWARD nominacja od Zmrożonej.

Witajcie Kochane!!!
Dzisiaj będzie na luzie. Zostałam nominowana do Liebster Blog Award. Tag ten krąży już od jakiegoś czasu w blogswerze.
Za nominację serdecznie dziękuję Zmrożonej czyli Ani KLIK.
Na jej bloga serdecznie wszystkich zapraszam a tak na marginesie dodam, że przeglądając ostatnio jej bloga dowiedziałam się, że tak na prawdę jesteśmy bliskimi sąsiadkami:)
Tzn. od niej dzieli mnie tylko niecała godzinka drogi (mówię tutaj oczywiście o moim Polskim miejscu zamieszkania).
 Chętnych serdecznie zapraszam.

1. Twój Kosmetyk Wszech Czasów ?
Hmm...Trudne pytanie. Tych kosmetyków jest tak na prawdę wiele. Mogę wśród nich wymienić m.in cienie z Inglota, błyszczyk Natural Lip Perfector Clarins, MF 2000 Calorie, szampon z TBS Rain Forest do włosów tłustych...itp...
2. Wolisz robić zakupy (kosmetyczne, ubraniowe) w sklepach stacjonarnych czy przez internet ?
Jeżeli chodzi o zakupy ubraniowe to zdecydowanie wolę stacjonarnie. Wiadomo, jak człowiek nie przymierzy potem może żałować.
Natomiast jeżeli chodzi o kosmetyki zdecydowanie wolę internet. Szybko, łatwo i wygodnie a jeżeli ma się zaufanego sprzedawcę to czego chcieć więcej:)
Jedyne co mogę jeszcze dodać to fakt, że ebay UZALEŻNIA:D
3. Gdybyś wygrała milion dolarów na co byś je przeznaczyła ?
O matko. Mam tyle myśli, że trudno wybrać. Choć jest taka jedna rzecz, która jest dla mnie priorytetowa ale to niech pozostanie moją tajemnicą.
4. Kawa czy herbata ?
Bezapelacyjnie herbata:)
5. Morze czy góry ?
Oczywiście morze. 
6. Ulubiony deser ?
Zanim przyjechałam do Anglii bardzo lubiłam czekoladowe desery. Jednak tutaj kiedy spróbowałam czekoladowych deserów po 5 razie powiedziałam nigdy więcej. 
Coś okropnego.
Ogólnie uwielbiam wszystko co kokosowe;) i owoce, ale bardzo nie lubię mango. Ten owoc mi nie podchodzi;/
7. Blog na który najczęściej zaglądasz to ...
Ostatnio odkryłam twój blog i często zaglądam do ciebie.
A gdzie indziej:
http://fraise26.blogspot.co.uk/ (bardzo treściwy i rzeczowy blog)
http://lady-in-braid.blogspot.co.uk/ (jej uśmiech jest bezcenny i powoduję że i ja się uśmiecham)
http://hoshi777.blogspot.co.uk/ (moja kochana imienniczka o wielkim serduszku:*)
http://naomi-bloguje.blogspot.co.uk/ (za całokształt)
http://anne-mademoiselle.blogspot.co.uk/ (rzeczowe recenzję)
I jeszcze wiele innych blogów. A tak wogóle powinnam zrobić oddzielny post na ten temat:)
8. Ulubiona polska firma kosmetyczna ?
Inglot za wspaniałe cienie.
Ziaja za moją ukochaną serię z kozim mlekiem.
Biedronkę (choć to sklep:)) za mydełka Linda (zapewne czytając tą odpowiedź na buzi mojej siostry pojawi się uśmiech:D).
9. Gdybyś miała wybrać tylko jeden, najważniejszy dla Ciebie kosmetyk do makijażu, byłby to ...
Zdecydowanie podkład, który ukrył by moje niedoskonałości.
10. Czyj styl (ubierania) jest dla Ciebie inspiracją ?
Bardzo lubię podpatrywać styl ubierania angielek. Ich stroje zawsze są dopasowane, wygodne a one same nie przejmują się tym co ludzie o nich powiedzą.
Poza tym taka osoba jak ja (puszysta) czuję się tutaj o wiele swobodniej niż w Polsce.
11. Jakie prezenty lubisz dostawać najbardziej ?
Takie od serca. Nie musi być to prezent za 1000 zł wystarczy choćby i za 1 zł ale by był dany od serca.


Jeszcze raz dziękuję Ani a Wam kochani życzę przede wszystkim słońca.
Ściskam 
Kokos


niedziela, 12 maja 2013

Czytaj dalej » 9

Urocza sówka czyli kolejny azjatycki bajer.

Witajcie Kochane!!!

Dzisiejszy post może wydać się niektórym infantylny ale...tak na prawdę w każdym z nas jest odrobina dziecka.
Ta urocza różowa sówka to nic innego jak krem do rąk. Firmy azjatyckie wiedzą jak przykuć oko kobiety dlatego też kremy do rąk (lub inne produkty m.in kremy do twarzy czy maseczki) pakują w słodkie opakowania a "srocze" oko kobiety zawsze wychwyci coś dla siebie:)






Jej "domek" to tekturowe opakowanie wykonane w 100% z recyclingu.





W załączonej informacji na opakowaniu możemy wyczytać, że krem w swoim składzie nie zawiera żadnych parabenów czy np. mineralnego oleju.
Zapach opisany jako wisienka z jagodą w żadnych stopniu tak nie pachnie. Ciężko jest mi go opisać. Mi raczej zalatuje wanilią niż jagódką ale mimo wszystko jest ładny i nie drażniący.


Sówka jest "mikroskopijna". Dla porównania postawiłam ją obok najmniejszej świecy z YC. Spójrzcie jaka ona jest mała.






Po ukręceniu jej łebka w środku znajdziemy biały krem, który ma budyniową konsystencję.
Szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Jego stopień nawilżenia oceniam na 3. Jeżeli oczekujemy super nawilżenia to się niestety zawiedziemy.
Sówka ma 30 ml pojemności i jest ważna 12 miesięcy od otwarcia.
Na ebay-u możemy znaleźć jeszcze inne, równie słodkie opakowania. Moja sowa przywędrowała do mnie aż z Chin i "przyszła" niewiarygodnie szybko. Od momentu zamówienia po tygodniu była już u mnie. Jej koszt to około 5.5 f czyli do najtańszych nie należy.


A tutaj z równie kontrowersyjną przyjaciółką o której pisałam tutaj KLIK. Krem (bo był to również krem do rąk) już dawno wykończyłam ale opakowanie zostawiłam sobie. 

A co Wy sądzicie o takich opakowaniach?
Miałyście może jakieś kosmetyki w takich oryginalnych opakowaniach?

Życzę wszystkim miłego wieczorku...

Ściskam
Kokos

sobota, 11 maja 2013

Czytaj dalej » 16

Uroczy grubasek do zadań specjalnych.

Witajcie Kochane!!!

Tego pędzelka chyba nie trzeba zbytnio przedstawiać. Wiele z Was go ma i poleca. Ja swój egzemplarz mam już od ponad roku i na dzień dzisiejszy już nie wyobrażam sobie bez niego swojego codziennego makijażu.


Jak widać prezentuje się bardzo wdzięcznie:)
Mimo iż ma bardzo gruby trzonek bez problemu możemy z nim współpracować. Jest bardzo solidnie wykonany a jego włosie jest niezwykle miękkie. Przy aplikacji nic nas nie gryzie ani nie kuje. 


Na początku kiedy wyjęłam go z opakowania bałam się że jego wielka "główka" będzie za duża do nakładania m.in bronzera. Jednak już przy pierwszej aplikacji moje obawy się rozwiały. Aplikacja bronzera okazała się łatwa jak bułka z masłem a przy okazji wszelkie wyraźne granice zostały od razu pięknie roztarte.


Nie mam również problemu z utrzymaniem go w czystości. Zwykły szampon świetnie dopiera go ze wszystkich zanieczyszczeń. Schnie w miarę szybko jak na takiego puchacza. 
Po tak długim czasie użytkowania i tak wielu praniach nie wyleciał z niego ani jeden włosek i nic się nie odbarwiło.


Tak jak pisałam już wcześniej Bambusek (tak go pieszczotliwie nazywam) jest pędzlem wielofunkcyjnym.
Na powyższym zdjęciu są tylko niektóre produkty z którymi świetnie współgra m.in (od lewej)
- bronzer z TBS (jak widać w końcu dotknął już dna, mega wydajny). 
- Clinique redness solution. Bambuska używam również do maskowania zaczerwienień na mojej buzi. Puder nim nałożony super stapia się z buzią nie pozostawiając niedociągnięć.
- Lily Lolo. Bambusek i z sypkim podkładem dał sobie radę. Mimo iż aplikacja takiego podkładu takim pędzlem jest łatwa i szybka ja mimo wszystko do podkładów mineralnych nie mogę się przekonać.
- Ziemia Egipska z Ikos. Ten kto ją ma wie że jest "twarda". Dla porównania podam Wam pędzel do różu z RT (którego ja osobiście używałam do bronzera). Tym pędzlem nie było mowy o rozprowadzeniu ziemi na policzkach. Dzięki temu że pędzle z Eco Tools ma zbite włosie o tym problemie mogłam zapomnieć. 

Jak widać powyżej jeden mały- wielki pędzelek a tyle możliwości.
Ja ze swej strony gorąco go polecam i tym początkującym i profesjonalistom i tym wszystkim, którzy go jeszcze nie mają. 
Na pewno Was nie zawiedzie.

A jakie jest Wasze zdanie na jego temat?

Ściskam 
Kokos

środa, 8 maja 2013

Czytaj dalej » 29

Lush BB Seaweed.

Witajcie Kochane!!!

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją maseczki do twarzy z Lusha o wdzięcznej nazwie BB Seaweed. Długo zbierałam się z jej recenzją aby móc jak najlepiej opisać swoje spostrzeżenia na jej temat.
Podkreślę tylko, że zwolenniczką Lusha nie jestem nadal. Parę perełek, które dotąd odkryłam używam nadal ale na nowe mam coraz mniejszą ochotę.
Tą maseczkę dostałam za darmo ponieważ przyniosłam 5 pustych opakowań. Warto więc zbierać puste opakowania.


Tradycyjnie zacznę od opakowania:
Czarny, zakręcany, mały, plastikowy pojemniczek. Dzięki tym wszystkim zaletom możemy bez problemu wydobyć maseczkę do końca. Na opakowaniu znajdują się wszystkie niezbędne informację oraz zdjęcie osoby, która nam tą maseczkę przygotowała. Ot taki miły akcent;)

Zapach:
Bardzo miły dla nosa. Nie mam mu nic do zarzucenia. 


Konsystencja:
Jak same widzicie na załączonych zdjęciach gęsta i treściwa ale dobrze rozprowadzająca się na twarzy. W maseczce możemy zobaczyć gołym okiem kawałki alg oraz coś co przypomina zmielone kawałki orzecha (choć w składzie żadnych orzechów nie ma).




Moja opinia:
Z lusha wypróbowałam już chyba wszystkie dostępne maseczki. Wśród moich faworytów mogę wymienić właśnie tą i oczywiście moją ulubioną Catastrophe Cosmetic, której jak na razie żadna jeszcze nie przewyższyła.
Podczas aplikacji tak jak już wspomniałam wcześniej możemy zauważyć kawałki alg. Są one miękkie więc "krzywdy" nam nie zrobią. Te które nie są zatopione w maseczce są nieco twardsze więc trzeba nieco uważać. Maseczkę nakładałam na cała twarz i zmywałam po około 10 minutach ciepłą wodą. Dłużej jej nigdy nie trzymałam. Przy tej maseczce konieczna jest opaska ponieważ kawałki algi po zaschnięciu np. na linii włosów są bardzo trudne do wyciągnięcia.
Co zauważyłam po jej zmyciu?
Przede wszystkim pory (szczególnie na nosie) były na prawdę oczyszczone. Nie zwęziły się oczywiście ale były faktycznie dobrze oczyszczone. To zapewne za sprawą kaolinu, który świetnie sobie z nimi poradził. Efekt był zauważalny gołym okiem. 
W skład maseczki wchodzi jeszcze m. in aloes, miód, płatki róż i algi.
Aloes ma za zadanie łagodzić zaczerwienienia. Hmm....Te mniejsze zaczerwienienia faktycznie jakby nieco zbladły. Z większymi niestety sobie maseczka nie poradziła.
Miód ma za zadanie działać antyseptycznie. Przyznam szczerze, że na czole nad lewą brwią miałam taki mały "placek" który mnie strasznie swędział. Nie wiem czy to zasługa w 100% tej maseczki czy nie ale swędzenie ustało.
Płatki róż maja działać nawilżająco. Niestety nawilżenia nie zauważyłam choć buzia była delikatna i miła w dotyku. 
Ogólnie oceniam ją na 4 i klasyfikuję ją na drugim miejscu zaraz za catastrophe cosmetic. Sama maska nie podrażniła mnie ani nie uczuliła. Wielkiego szału jednak nie było. Mimo wszystko używałam jej z przyjemnością i w przyszłości na pewno do niej powrócę.
Pamiętajmy jeszcze aby maseczkę trzymać w lodówce aby jak najdłużej mogła nam posłużyć choć jest ważna jedynie 4 tygodnie od otwarcia. Tak to już niestety jest z naturalnymi kosmetykami. Coś za coś. 
Maseczka przeznaczona jest do każdego rodzaju skóry.



Dodatkowe informacje o produkcie:
Dostępność: stoiska Lusha, allegro
Pojemność: 75 g
Termin przydatności: 4 tygodnie od otwarcia
Cena: 4.95 f choć za przyniesienie 5 pustych opakowań dowolną maseczkę możemy dostać za darmo.

Miałyście okazję ją używać?
Jakie są Wasze ulubione maseczki?

wtorek, 7 maja 2013

Czytaj dalej » 19