Kilka słów o oczyszczającym masełku z The Body Shop

Witajcie Kochani!!!

Jakiś czas temu pokazywałam Wam w haul-u zakupowym zestaw całej serii rumiankowej z The Body Shop. Dziś przychodzę do Was z recenzją pierwszego z nich czyli Sumptous Cleansing Butter Camomile.


Masełko zamknięte jest w metalowej puszcze 90 ml. Opakowanie od razu podbiło moje serce a przy okazji ułatwia aplikację i mamy pewności że cały kosmetyk zużyjemy do końca.


Zapach ma bardzo delikatny, lekko rumiankowy choć sama wyczuwam w nim odrobinę "czegoś" cytrusowego. 

Konsystencja bardzo mi się spodobała. Pewnego dnia podczas demakijażu mój chłopak zapytał mnie dlaczego nakładam na buzię smalec !!!:D (ach ci faceci).
Jednak troszkę jak smalec wygląda. Nawet kolor zbliżony. Łatwo można go nabrać na dłonie a pod wpływem ich ciepła zmienia swoją konsystencją ze stałej na bardziej płynną/oleistą. Jedynie zapachem i działaniem się różnią:) 



Demakijaż oczu wykonuję płynem również z tej samej serii rumiankowej (o nim również postaram się coś skrobnąć) natomiast resztę demakijażu wykonuję tym masełkiem.
Niewielka ilość wystarcza na pokrycie całej buzi. Dzięki temu że masełko łatwo topi się w dłoniach dodatkowo możemy wykonać masaż dla swojej buźki. Cały rytuał demakijażu plus delikatny, nienachalny zapach sprawia że sama czynność jego wykonywania od razu staje się łatwiejsza i przyjemniejsza.
Ale jak radzi sobie z demakijażem? Otóż bardzo dobrze. Nie polecam używać masełka do zmywania makijażu oka. Ciekawość u mnie zwyciężyła i raz jedyny zmyłam nim makijaż i więcej tego nie powtórzę. O ile jako tako zmył ten tusz i eyeliner z oka (ale i tak konieczne były poprawki ale już płynem micelarnym) to dodatkowo rozmazał go na połowie buzi. Mgła jaką pozostawiło masełko utrzymała się na moich oczach dobre pół godziny i przemywanie ich ciepłą wodą na nic się zdało.
Jednak już z resztą twarzy radzi sobie całkiem nieźle. Podkład, róż, bronzer mały pikuś. Wszystko ładnie i bez poprawek. Dodatkowo zostawia buzię miłą w dotyku i nie ściągniętą. Pozostawia na buzi delikatny "film" jednak nie jest to nic nie przyjemnego chociaż osoby, które lubią mieć "skrzypiącą" buzię będę musiały użyć dodatkowo jakiegoś np. żelu. Nie podrażnia, nie uczula. 
Również wydajność jest w porządku.


Masełko jest ważne 12 miesięcy od otwarcia i kosztuje w granicach 50 zł. Ja za cały zestaw  (3 produktów; masełko, olejek i płyn do demakijażu oczu) zapłaciłam około 15 funtów (wliczając wszystkie obniżki, które były w tamtym dnu i kartę sklepową)


Masełko przeznaczone jest do każdego typu skóry i podejrzewam że u większości osób się sprawdzi. Ja, jako posiadaczka tłustej cery jestem z niego zadowolona i z pewnością jeszcze nie raz po nie sięgnę, choć przyznam, że strasznie ciekawi mnie odpowiednik jaki proponuje firma Clinique, który niestety jest o wiele droższy niż prezentowane tutaj z TBS.

Miałyście okazję go używać? Jakie produkty używacie do demakijażu?

Ściskam
Kokos

środa, 30 kwietnia 2014

Czytaj dalej » 27

Kwietniowe denko

Witajcie Kochani!!!

Comiesięczne podsumowanie czas zacząć więc bez zbędnych wstępów od razu zaczynam:)


1. Garnier płyn micelarny.
Duża butla, duża wydajność. Produkt dobrze sobie radził ze zmywaniem makijażu. Używałam go do demakijażu oczu. Nie podrażnił ich i nie uczulił.Ogólnie jestem na tak ale nadal podtrzymuje zdanie że micel z L'oreal radzi sobie ciut lepiej niż on.

2. Palmer's żel do codziennej pielęgnacji twarzy wrażliwej.
Żel niczym szczególnym się nie wyróżniał. Mył, nie podrażniał, nie wysuszał, dziwny zapach charakterystyczny dla firmy. Nie kupię go ponownie. Ze wszystkich kosmetyków pielęgnacyjnych do twarzy, które zakupiłam on okazał się w miarę pomocny. Reszta kosmetyków poszła w świat.

3. Perfecta tonik nawilżający do oczyszczania twarzy.
Zwykły przeciętniak o miłym zapachu. Nic szczególnego. Pomału odstawiam toniki (tzn. wykańczam swoje zapasy) na rzecz wód termalnych które zdecydowanie lepiej działają na moją cerę. 

4. Organique.
Co to? Pudełeczko jest po piance do mycia ciała, natomiast w środku miałam glinkę zieloną z tej samej firmy. Glinki bardzo dobrze służą mojej cerze. Z tą było podobnie. Chętnie do niej powrócę w przyszłości.

5. Alantan dermoline lekki krem.
Świetny pod każdym względem (mówi posiadaczka cery tłustej). Ukoił moją cerę, nawilżył, świetnie sprawdzał się pod makijaż, szybko się wchłaniał. Przy najbliższej wizycie w Polsce zdecydowanie zrobię sobie jego zapas. Gorąco polecam choć przyznam szczerze, że dziewczyny z mega suchą skórą mogą być nieco zawiedzione.


6. Diorskin Forever.
Mała próbka podkładu, którą dostałam od mojej Justyśki. Podkład tak bardzo przypadł mi do gustu, że poważnie zastanawiam się nad jego kupnem. Jedynie odcień będę musiała mieć o ton jaśniejszy:)

7. Eveline krem do depilacji skóry wrażliwej ze skłonnością do pękających naczynek.
Pierwszy tego typu produkt po którym moje nogi wyglądały jak...nogi a nie jak "przeorane pole". Idealnie usuwał włoski, nie podrażniał jednak ciężko było go zmyć. Zapach przyjemny, nie chemiczny. Nie powrócę jednak do niego tylko ze względu na wydajność takich produktów które u mnie zużywają się w tempie ekspresowym.

8. Johnson's Baby soap.
Moje ulubione mydełko w kostce. Cudownie pachnie, nie wysusza dłoni, wydajne. Uwielbiam.

9. L'occitane krem do rąk z limitowanej serii z jaśminem.
Kremy tej firmy bardzo lubię i z tym było podobnie. Cudnie nawilżał, ładnie pachniał. Kolejne opakowania już w torebce:)


10. Kolejna garść "tego i owego":)
Przed czym chcę Was ostrzec? Nair Gentle& Effective removes all visible hairs. Produkt nie jest dostępny w Polsce (na szczęście) ale te dziewczyny, które mieszkają w UK, niech mają się na baczności przed tym bublem. Produkt jest tak drażniący że oprócz przysłowiowego "wąsika" usuwa również naskórek z górnej wargi. 5 minut na górnej wardze = tygodniowe leczenie ranek, które pojawiają się po zastosowaniu tego kremu. Nie polecam.


11. Schwarzkopf odżywka do włosów z jogurtem i kokosem.
Odżywka nie robiąca nic. Nic a nic. Dosłownie. Nie wygładzała, nie odżywiała, plątała włosy. Nie polecam. 

12. Balea szampon przeciwłupieżowy.
Dawno nie miałam tak wspaniałego szamponu. Świetnie oczyszczał, przepięknie pachniał, nadawał blask włosom, jego zapach czuć było na włosach aż do następnego umycia.
Bardzo żałuję że nie mam do niego bezpośredniego dostępu bo gościł by w mojej pielęgnacji przez cały rok:)

13. Avalon Organics odżywka do włosów.
Pachniała chemiczną cytrynką, przez to że miała naturalny skład niesamowicie kudłaciła moje włosy, które nie chciały się za nic rozczesać skutkiem czego moja TT miała nie lada problem do rozczesania;/ Po raz kolejny potwierdza się fakt, że moje włosy lubią silikony i ich potrzebują.


14. Tołpa Odżywczy szampon regenerujący.
Koszmar w całej swej postaci. Niewydajny, nie pienił się prawie wcale, nie oczyszczał włosów. Zużyłam do mycia pędzli.

15. L'oreal Elvive Fibrology szampon.
Wspaniały szampon. Dobrze oczyszczał, super się pienił, pięknie pachniał. Gorąco polecam.

16. Batiste suchy szampon.
Tego pana nikomu chyba przedstawiać nie trzeba. Tym razem wersja Wild. Lekko duszący zapach ale działanie jak zwykle na wielki plus.

17. John Frieda Full Repai maska.
Całą serię Full Repair kocham i uwielbiam a moje włosy za nią "szaleją". Zapach, konsystencja, działanie. Kto nie miał musi koniecznie spróbować. Produkt wart każdego grosika:)


18. Soap& Glory Sugar Crush scrub do ciała.
O wszystkich (lub prawie wszystkich) peelingach tej firmy szykuję oddzielny post bo scruby są godne uwagi. Obok jego mniejsza wersja, która działa równie wspaniale.

19. beBeauty żel pod prysznic z biedroneczki:)
Zużyłam jako mydło w płynie i w tej roli spisał się na 5. Robił co miał robić i dodatkowo nie wysuszał czyli...jestem na tak.

20. Soap& Glory masło pod prysznic.
O nim więcej możecie poczytać tutaj KLIK.

21. Avon żel pod prysznic z mięta.
Jak tylko przeczytałam mięta od razu go zamówiłam i klops. Żel niewydajny, lejąca konsystencja, zapach nie przypominający mięty, niesamowicie wysusza ciało. Zużyłam resztkę do mycia rąk a powinnam od razu wyrzucić do kosza;/

22. Nivea Fitness Fresh żel pod prysznic.
Bardzo orzeźwiający zapach. Żel nie wysuszał i robił to co większość żeli:) W przyszłości chętnie do niego wrócę.

Kochani to by było na tyle. Denko udane i czas zacząć zbierać kolejne puste opakowanie.
Dajcie znać jak Wam poszło kwietniowe denko.
Sciskam
Kokos

niedziela, 27 kwietnia 2014

Czytaj dalej » 30

Nowy nagłówek bloga:)

Witajcie Kochani!!!

Od dłuższego czasu chciałam coś zmienić u siebie na blogu. 
I w końcu się zdecydowałam.
Dzięki uprzejmości i pomocy Kasi udało nam (a raczej jej) się stworzyć nowy nagłówek, który mnie osobiście bardzo się podoba. 
Mam nadzieję, że i Wam przypadnie do gustu. 
Świeżość na blogu na pewno poprawi ogólny jego wizerunek.
Jeżeli i Wy chciałybyście zmienić coś u siebie, a strony techniczna jest Wam obca tak samo jak mnie polecam Wam Kasię:

kasia93@interia.eu


Was Kochani ściskam i uciekam do pracy.
Słonecznego weekendu wszystkim życzę...

Kokos

piątek, 25 kwietnia 2014

Czytaj dalej » 21

Życzenia Wielkanocne

Kochani!!!

Z okazji Świąt Wielkanocnych...
życzę Wam wszystkiego co najlepsze.
Aby Wasze wszystkie marzenia się spełniły a uśmiech co dzień gościł na Waszych twarzach...


Wesołych Świąt Wielkiej Nocy
Życzy
Kokos


sobota, 19 kwietnia 2014

Czytaj dalej » 7

Liz Earle Cleanse & Polish Hot Cloth Cleanser - recenzja.

Witajcie Kochane!!!

Dziś będzie mowa o osławionym już chyba wszędzie "czyściku" do twarzy od Liz Earle Cleanse & Polish Hot Cloth Cleanser. Nie mogłam przejść koło niego obojętnie i po ponad miesięcznym poszukiwaniu w końcu postanowiłam zamówić go na eBay gdzie cena nieznacznie się różniła. Opakowanie poszło już do kosza (marcowe denko) więc najwyższa pora wyrazić swoją opinię na temat tego produktu póki nie wyleci mi z głowy:)



Opakowanie to zgrabna tubka z pompką, która w moim egzemplarzu działała bez zarzutów. Dozowała idealną ilość produktu. 


Tubeczkę kupiłam solo. W sprzedaży dostępny jest jeszcze Starter Kit do którego dołączane są 2 ściereczki muślinowe oraz zielona, prosta kosmetyczka.

Zapach produktu jest obłędny. W samym składzie zawarte są różne dobroczynne składniki ale eukaliptus jest najbardziej wyczuwalnym zapachem. Delikatny, nienachalny. Idealnie umilał demakijaż.

Konsystencja gęstej piany/kremu. Dobrze rozsmarowywała się na twarzy i nie "uciekała" pomiędzy palcami.


Skład:


Jak używałam kosmetyk?
Podczas wieczornego demakijażu wyciskałam na dłoń 2 pompki kosmetyku. Taka ilość moim zdaniem była najlepsza. Następnie rozmasowywałam produkt na twarzy. Krem dokładnie przylegał do twarzy a piękny zapach sprawiał że nie chciałam zmyć go z buzi. Następnie moczyłam ściereczkę w ciepłej wodzie (starałam się w ciepłej ponieważ na mojej buzi ostatnimi czasami wyskoczyły pajączki i nie chciałam dodatkowo jej "męczyć" gorąco wodą) i delikatnie, okrężnymi ruchami zmywałam krem z buzi, w między czasie płucząc ściereczkę.
Efekt był rewelacyjny. Buzia idealnie oczyszczona, uspokojona. Zaczerwienienia mniej widoczne a pory idealnie czyste. Buzia była miękka, czysta bez żadnej tłustej powłoczki. 
Kremu próbowałam również do zmycia makijażu oka ale tutaj, z bardzo mocnym makijażem niestety kiepsko sobie radził, a z racji że mam oczy mega wrażliwe nie chciałam ich dodatkowo trzeć. Dlatego też krem używałam jedynie na twarz.
Zdarzyło mi się go użyć również na buzię bez makijażu kiedy po prostu chciałam ją odświeżyć. Efekt był ten sam. Zawarte składniki działają cuda i w tym przypadku wszystkie obietnice producenta zostały w 100 % spełnione. Przyznam szczerze że pierwszy raz spotkałam się z tak dobrze działającym produktem pod względem oczyszczania twarzy z demakijażu i nie tylko.
Niestety wady też się znalazły i to nawet kilka.
Po pierwsze wydajność. Używałam go na prawdę oszczędnie ponieważ cena nie należy do najtańszych. Pięć razy w tygodniu po 2 pompki na każdy demakijaż uważam za standard a tutaj...jakie było moje rozczarowanie kiedy po miesiącu tubka dobiła dna tzn. tłoczek dobił do góry;/ Ostatnio Kornela,która ma swój kanał na YouTube oraz bloga napisała notkę na temat tego produktu, który w jej przypadku starczył na 4 miesiące!!! Nie wiem jak ona to zrobiła;/ Może to ja miałam "felerny egzemplarz"
Drugą wadą jest cena a przekładając ją (w moim przypadku na wydajność) jest niestety bardzo wysoka. Wacha się między 13-18 funtów za 100 ml. Tubka 200 ml bez pompki to koszt dochodzący nawet do 30f !!! 
I ostatnią wadą, choć w sumie nie powinnam tego zaliczyć jako, wadę ale moja miesięczna frustracja i bezsilność w zdobyciu jednego opakowania doszła zenitu więc niestety też muszę o tym wspomnieć. Dostępność tego produktu jest koszmarna. Kornela również wspomniała że Liz dostępna jest w Boots. Uwierzcie lub nie. Byłam w każdym Boots po kolei w swoim mieście i dodatkowo zwerbowałam koleżankę do poszukiwań w jej mieście (Liverpool). Za każdym razem panie robiły wielkie oczy i nie wiedziały o czym ja do nich w ogóle mówię (przy sobie miałam zdjęcie produktu żeby nie było;)) Teraz mam nauczkę na przyszłość i kosmetyki pani Liz będę zamawiać z jej strony internetowej zamiast włóczyć się po mieście i tłumaczyć każdej ekspedientce o co mi chodzi:)


Dodatkowe dane o produkcie:
Termin przydatności: 30 miesięcy od otwarcia
Produkt nie testowany na zwierzętach.
Cena: CENNIK
Pojemność: 100 ml z pompką (różne wersje)

Ogólnie rzecz ujmując samym produktem i jego działaniem na moją twarz jestem oczarowana i gdyby nie ta wydajność kupowałabym go namiętnie do końca świata i jeden dzień dłużej;) Cena mimo wszystko w porównaniu za na prawdę świetne działanie jest do przełknięcia.
Czy polecam? Decyzje pozostawiam Wam. Ja skuszę się jeszcze nie raz na ten produkt.

Ściskam
Kokos

wtorek, 15 kwietnia 2014

Czytaj dalej » 11

Soap&Glory Whipped Clean czy warto...???

Witajcie Kochane!!!

Migdałów nie lubię. O pistacjach już nie wspomnę. Ani jeść ani wąchać. Jedyne co bardzo ale to bardzo lubię to wanilia. 
O czym mowa???
O "nowości" z Soap&Glory Whipped Clean Luxe Cream Wash Shower Butter, a dokładniej o "maślanym" umilaczu pod prysznic o takim właśnie zapachu: migdały, pistacja i słodka wanilia. 
Co o nim sądzę???
Zapraszam do recenzji...


Produkt zamknięty jest w 250 ml, miękkiej, nie przezroczystej tubie z której bardzo łatwo możemy wydobyć produkt. Szata graficzna charakterystyczna dla kosmetyków Soap&Glory. Cieszy moje oko a dodatkowo zawiera wszystkie niezbędne informacje oraz kilka ciekawostek m.in np. tego masełka pod prysznic możemy używać również do golenia choć osobiście nie stosowałam go do tych celów ze względu na niestety dość wysoką cenę.



Konsystencji produktu niestety nie udało mi się aż tak dokładnie uchwycić jakbym tego chciała. No ale jest:) Gęsty, biały krem konsystencji "glutowatej" dosłownie:)
Zapach niezwykle intensywny i o dziwo podobał mi się choć jak już wspomniałam wcześniej za tego typu zapachami nie przepadam. Ciężki i dla niektórych może być nieco duszący ale na zimowe wieczory (i na te wiosenne też się załapał) był bardzo przyjemny - szczególnie po ciężkim dniu. Po kąpieli zapach utrzymuje się na skórze min. kilka godzin i nie maleje jego intensywność. Dla jednych może być to zaleta dla innych wada. Ja zdecydowanie należę do to pierwszej grupy. 

Skład:


Moja opinia:
Produkt kupiłam jak zwykle ze zwykłej ciekawości. Niestety nie trafiła mi się żadna promocja, a chęć przetestowania była tak duża, że zapłaciłam za niego pełną cenę tj. 8 funtów, co moim zdaniem jest dużo a nawet bardzo dużo tym bardziej, że kosmetyk niestety do wydajnych nie należy.
Co się na to składa. Niestety konsystencja kosmetyku. Jak już wspomniałam jest nieciekawa, a co za tym idzie produkt "wymykał" mi się między palcami i lądował w odpływie. Polecam więc wszystkim wycisnąć go najpierw na dłoń, spienić i dopiero później aplikować na ciało.
Po spienieniu w dłoniach tworzy się gęsta piana, która dosłownie otula ciało. Coś wspaniałego. 
Kosmetyk pięknie myje ciało przy czym go nie wysusza. Skóra jest niezwykle gładka, miękka i miła w dotyku i... pachnie cudnie. Whipped Clean zawiera ponad 25% różnych olejków i maseł, które pielęgnują nasze ciało a co za tym idzie o podrażnieniu nie może być mowy.
Produkt kupowałabym namiętnie, nawet w letnich miesiącach bo jest na prawdę świetny gdyby nie 2 małe szczegóły.
Pierwszy to wydajność. Jak już wspomniałam, jednak sam sposób aplikacji jest do opanowania. Mimo wszystko kosmetyk i tak nie jest wydajny. Miałam wrażenie (kiedy go kupowałam) jakby tubka nie była w 100% pełna. Przy okazji sprawdziłam inne i niestety odczucia były takie same. Tubka nie jest przezroczysta więc trudno to stwierdzić.
Drugi minus to niestety cena. 8 funtów to dużo. Pozostaje więc kupno w promocji 3 za 2 wtedy cena jest "do przełknięcia":D



Dodatkowe dane o produkcie:
Cena: 8 funtów (bez promocji)
Pojemność: 250 ml
Dostępność: Boots
Termin przydatności: 24 miesiące od otwarcia

Podsumowując cały produkt oceniam na 4 odejmując punkty za wydajność i cenę. Poza tymi małymi niedogodnościami produkt polecam i uważam za godny uwagi.

A Wy miałyście okazję go używać?
Co o nim sądzicie?
Jakie są Wasze ulubione produkty pod prysznic?

Ściskam mocno
Kokos

niedziela, 13 kwietnia 2014

Czytaj dalej » 14

Marcowe denko i powrót do formy.

Witajcie Kochani!!!

Dziś denko i już na wstępie muszę Was uprzedzić, że w tej dziedzinie w tym miesiącu poszło mi super.
Bardzo Was tylko proszę abyście nie przeraziły się ilością żeli czy szamponów/odżywek. Żeli mam tak dużo (niestety mam na ich punkcie obsesję i jak widzę jakąś nowość - no po prostu muszę ją mieć;)) więc część ich używam jako mydeł do rąk, włosy myję praktycznie codziennie a z racji że są długie szampony i odżywki "idą mi jak woda".
Tyle wstępu- teraz czas na denko:)


1. Joanna Naturia Olejek do kąpieli i pod prysznic kawa i śmietanka.
Ten kosmetyk umilał mi czas jak nic innego a moja wspaniała Justysia KLIK, wie co lubię. Oszczędzałam go jak tylko mogłam ze względu na brak dostępności ale teraz przy najbliższej wizycie w PL zrobię sobie zapas wszystkich kawowych pyszności jakie posiada Joanna w swojej ofercie.
Sam produkt był super. Cudnie pachniał, słabo się pienił co osobiście mi nie przeszkadzało i co najważniejsze nie przesuszał skóry. Gorąco polecam.

2. Dove Winter Care żel z limitowanej edycji zimowej.
O żelach Dove każdy już wie. Ja je bardzo lubię i z tym było podobnie. Co mogę mu zarzucić to zbyt męczący zapach, który pod koniec używania po prostu mnie męczył ale poza tym żel jak każdy z Dove zasługuje na 5.

3. The Body Shop kremowy żel pod prysznic z orzechem brazylijskim.
No cóż. Kolejny zimowy hit i umilacz chłodnych dni. Pachniał cudnie, nie wysuszał, był bardzo wydajny, więc czego chcieć więcej. Również gorąco polecam.

4. The Body Shop żurawinowy żel peelingujący.
O tym produkcie więcej możecie poczytać tutaj KLIK.


5. L'oreal Ever Riche nawilżająca odżywka do włosów.
Pisałam o niej w ulubieńcach lutego więc tam Was odsyłam KLIK. Odżywka jest świetna i zdecydowanie do niej powrócę.

6. Garnier Ultimate Blends szampon i odżywka argan i olejek camelia.
Firma Garnier w końcu zawitała do UK. 
Szampon dobrze się pienił, ładnie pachniał, nie podrażniał i niestety nie był zbyt wydajny.
Odżywka natomiast bardzo przypominała mi odżywkę z avocado. Różniła się jedynie zapachem. Oba produkty przypadły mi do gustu ale ich zapach na dłuższą metę był męczący. Chętnie natomiast wypróbuję inne wersje z nowej serii.

7. Palmolive szampon przeciwłupieżowy.
Szampon mojego chłopaka, który często mu podkradałam i ze względów profilaktycznych jak i ze względów zapachowych. Uwielbiam go za zapach i tak na prawdę sama nie wiem która to już nasza buteleczka:)

8. Batiste XXL suchy szampon.
Pierwszy suchy szampon od Batiste który był wydajny a to zapewne za sprawą tego że wystarczyła niewielka ilość na pokrycie włosów. Dodatkowo szampon pozostawiał włosy bardzo "tępe" w dotyku, więc nie każdemu ten efekt będzie odpowiadał. Mimo wszystko oceniam go dość pozytywnie i z pewnością kiedyś do niego powrócę.


9. Joanna z Apteczki Babuni szampon wzmacniający.
Samych efektów wzmacniających niestety nie zauważyłam ale szampon bardzo mi przypasował. Pięknie pachniał (ziołowo) dobrze się pienił, nie podrażniał skóry głosy i dobrze oczyszczał włosy. 

10. Cien żele pod prysznic z limitowanej serii.
Oba były bardzo fajne tzn, dobrze się pieniły, ładnie pachniały i oczyszczały skórę i niestety bardzo mocno ją wysuszały. Dlatego też nie kupię ich ponownie choć za samymi zapachami będę tęsknić.

11. Imperial Leather pianka pod prysznic.
Zapach limonki i grejfruta na początku kojarzył mi się z środkami do czyszczenia toalet, natomiast później (nie wiem jak to się stało) pachniał bardzo energetyzująco (bardzo naturalnie) i bardzo mi pod pasował. Piankę zużyłam do mycia rąk i w tej kwestii dobrze się sprawdziła. Bardzo dobrze oczyszczała dłonie (coś jak mydełka w piance z B&BW) i podejrzewam, że gdybym stosowała ją na skórę mogła by ją wysuszyć. Dlatego też na dzień dzisiejszy do niej nie powrócę.

12. Bath& Body Works Country Chic żel pod prysznic w wersji podróżnej.
Niestety zapach kompletnie nie mój. Ciężki, duszący;/ Zużył go mój chłopak i z tego co zdążyłam od niego "wyciągnąć" stwierdził: "żel jak żel, nic specjalnego".


13. La Roche Posay Hydreane Light.
Bardzo fajny, lekki krem do skóry. Moim zdaniem idealnie sprawdził by się na letnie miesiące ponieważ w okresie zimowym radził sobie też dobrze ale to nie było takie super nawilżenie. Niestety okazał się strasznie niewydajny i takie opakowanie 40 ml zużyłam w niecałym miesiąc (stosowałam go raz dziennie) a przekładając pojemność na cenę to się po prostu nie opłaca.

14. Nivea Refreshing Cleansing Mousse.
O tym produkcie więcej możecie poczytać tutaj KLIK.

15. Liz Earle Cleanse & Polish.
O tym produkcie w najbliższym czasie planuje dokładną recenzję więc wszystkich proszę o cierpliwość. Teraz powiem tylko tyle że nieco się na nim zawiodłam.

16. Algi Spirulina Sproszkowana.
Produkt który używałam za rzadko a który bardzo służył mojej skórze. Wszelkie zaczerwienienia i podrażnienia szybciej się goiły. Zdecydowanie kupię go ponownie.

17. Clarins Daily Energergizer Cream.
Bardzo dobry krem dla skóry tłustej który dobrze ją nawilżał ale podobnie jak w przypadku 
tego z LRP był niesamowicie niewydajny. O tych obu kremach w najbliższym czasie pojawią się oddzielne posty.


18. Collection 2000 (teraz firma zmieniła nazwę na samo Collection i szatę graficzną tego korektora) Lasting Perfection.
Korektor "nie do zdarcia". Kryje wszystkie niedoskonałości, jest trwały, wydajny i niestety może troszkę przesuszać okolice pod oczami dlatego konieczny jest nawilżający krem. Gorąco polecam.


19. Veet plastry do twarzy.
Fajne, wygodne, dokładne. Cóż o nich więcej. Kolejne opakowanie już czeka:)

20. Femfresh żel do higieny intymnej.
Żel jak żel nie wyróżniał się niczym szczególnym i ogólnie rzecz biorąc bardzo kiepsko sobie radził z pielęgnacją okolic intymnych. Nie polecam.

21. Avon Instinct.
"Nowy" zapach od Avon. Niestety strasznie nietrwały. Nie powrócę do niego.

Kochani.
Bardzo chaotycznie ale w końcu dobrnęłam do końca.
Jeżeli miałyście któryś z wymienionych kosmetyków koniecznie podzielcie się swoimi opiniami na ich temat.

Ja uciekam i życzę Wam wspaniałego tygodnia a sobie mobilizacji....

Kokos

niedziela, 6 kwietnia 2014

Czytaj dalej » 20