Listopadowe denko.

Witajcie Kochani!!!

Co miesięczne podsumowanie miesiąca czas zacząć więc bez zbędnego przedłużania...
Zaczynamy:

Produktów pod prysznic jest zastraszająca ilość ale nie każde posłużyły mi do celu mycia ciała.


1. Palmolive Thermal Spa zwykły żel nie wyróżniający się niczym szczególnym. Dobrze mył jak i się pienił. Na dzień dzisiejszy nie planuję powrotu do niego z prostej przyczyny- mój zapas żeli pod prysznic przekroczył zdrowy rozsądek:)

2. Radox Estern Spirit mój ukochany żel i moje kolejne (niezliczone już) opakowanie tego cudownego zapachu. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam tym bardziej, że ostatnio widziałam go na rossmanowskich półkach. Kolejne opakowania już w zapasie.

3. Avon dwie pół litrowe butelki żeli pod prysznic Waterfall i Seventh Heaven, które przelałam sobie do pojemniczków na mydło i używałam ich do mycia dłoni. W tej roli sprawdziły się całkiem nieźle choć muszę przyznać, że troszkę wysuszyły mi i tak już suche dłonie. Na razie mam jeszcze jedno opakowanie waterfall i brak dostępu do konsultantki. Jednak jak już taką znajdę na pewno zakupię kolejne opakowania.

4. Isana aloes i jogurt. Co tu dużo pisać. Uwielbiam te żele za wszystko. Cena, wydajność, jakość. zapach... gdybym miała większy dostęp do nich zapewne używałabym tylko ich. Moje odkrycie 2013 roku.

5. Balea żel z limitowanej serii Fiji Passionfruit niczym szczególnym mnie nie zachwycił a i na ich żele przeszła mnie już ochota. W tym przypadku zdecydowanie postawiłabym na isanę, która jest o wiele bardziej dostępna.

6. Kamill żel pod prysznic kokosowy. Wstrętny śmierdziuch,  którego nie byłam w stanie zużyć. Nawet mój chłopak kręcił nosem i niechętnie go używał. Na szczęście szybko dobił dna a ja więcej po niego na pewno nie sięgnę.


7. Joanna serum wygładzająco regenerujące na końcówki włosów, które nie robiło nic i tak na prawdę nie widziałam sensu jego używania. Nie powrócę do niego.

8. Yves Rocher kawowy żel pod prysznic o którym więcej możecie poczytać tutaj KLIK. Powrotu do niego nie planuję.

9. Korres szampon przeciw łupieżowy. Jego pełną recenzję znajdziecie tutaj KLIK. jak tylko go gdzieś jeszcze spotkam na pewno go zakupię.

10. L;oreal odżywka do włosów delikatnych. Chociaż zapach nie do końca przypadł mi do gustu sama odżywka zła nie była. Niestety z wydajnością jest już nieco gorzej i jak same widzicie nawet nie zdąrzyłam zrobić jej zdjęć i napisać o niej oddzielnego posta. Nic jednak straconego ponieważ zamierzam wypróbować całą tą serię i dopiero później wypowiedzieć się na jej temat.

11. Seboradin maska przeciw wypadaniu włosów. To już moje 7-8 opakowanie i ciągle do niej wracam. Wraz z szamponem czy kuracją w sprayu pomagają moim włosom utrzymać się na głowie;) Jak tylko będę miała okazję na pewno znów zrobię sobie jej zapas.

12. Gliss kur tonik/ spray nabłyszczający do włosów. Kolejny produkt, który nie robił nic z włosami. Zwykła "woda" jak dla mnie. Nie polecam.


13. Korres jogurtowy krem nawilżająca do twarzy do każdego typu cery. Mój hit i małe odkrycie. Na razie nie zdradzę nic więcej. Jego szerszą recenzję umieszczę na dniach więc proszę o chwilę cierpliwości.

14. Origins krem/ pianka do oczyszczania twarzy. Hmm...jak dla mnie to kolejny produkt z tej firmy, który był zwykłym przeciętniakiem. Na dzień dzisiejszy mam dość testowania kosmetyków tej firmy. Są drogie i albo nie robią nic albo mega podrażniają (jak peeling z tej firmy który testowałam miesiąc temu).

15. Pharmaceris A delikatny peeling enzymatyczny. Jego pełną recenzję znajdziecie tutaj KLIK. Nie wrócę do niego  ponownie. Mimo wszystko wolę mechaniczne peelingi.

16. Clinique All about Eyes nawilżający krem pod oczy. Fajny krem, który często dostaje podczas innych zakupów jako prezent. Takie małe opakowanie 5 ml starcza na ponad 3 miesiące codziennego stosowania więc nie widzę sensu kupowania pełnowymiarowego opakowania tym bardziej, że tak niestety nie jest. 

17. Bioderma Sebium żel do mycia buzi. Cieszę się, że kupiłam go w promocyjnej cenie i w takiej pojemności bo teraz wiem, że nie jest wart swojej pełnowymiarowej ceny. Zużyłam go szybko ponieważ był bardzo niewydajny, słabo się pienił i jak dla mnie średnio się spisywał przy tłustej cerze. Nie kupię go ponownie.

18. Balea płyn do demakijażu oczu. Fantastyczny produkt za niewielkie pieniążki. Wydajny, skuteczny, nie podrażnia, idealnie wszystko zmywa, nie pozostawia tłustej warstwy ani "błonki" na oczach. Cud miód i orzeszki. Gorąco wszystkim polecam. Z przyjemnością zakupię go ponownie.

19. Benefit mała próbeczka kremu głęboko nawilżającego i choć był on do skóry normalnej i suchej na mojej tłustej spisał się na 5. W okresie zimowym byłby idealnym nawilżaczem jednak jego cena jest zaporowa i na chwilę obecną niestety się na niego nie skuszę.


20. L'oreal błyszczyk Shine Glam jeden z moich ukochanych. Malutki, średnio na pigmentowany, dobrze nawilża usta. W zapasie mam już z tej samej serii kolejny tylko w innym kolorze. Koniecznie muszę sobie dokupić inne kolorki z tej serii.

21. Avon woda perfumowana Always, które (ku mojemu ubolewaniu) jest już dawno wycofana a szkoda, bo był to zapach jeden z niewielu, który podbił moje serce.

22. Ziaja kozie mleko krem do rąk. UWIELBIAM i chyba więcej nie trzeba dodawać;)

23. The Body Shop krem do rąk z wyciągiem z nasion konopi. Świetnie nawilżał, mega wydajny. Używałam go na noc z rękawiczkami bawełnianymi ponieważ długo się wchłaniał i na dzień niestety taka opcja nie wchodziła w grę. Z tej serii mam jeszcze wersje różaną, która czeka w kolejce.

24. L'occitane krem do rąk z 20 % masłem shea o zapachu jaśminu. Krem zakupiłam wraz z gazetą. Bardzo lubię te małe pojemności ponieważ idealnie mieszczą się do kieszeni a ja w każdej chwili mogę go sobie zaaplikować. Choć kremy z tej firmy do najtańszych nie należą ja osobiście bardzo je lubię i chętnie do nich wracam.


25. Pod tym numerem po prostu misz masz co miesięczny czyli: mydełka, próbki, płatki (kosmetyczne, które się gdzieś zapodziały;)).

Listopadowe denko uważam za zamknięte. Czas zacząć nowe zużycia. Mam nadzieję, że grudzień będzie równie owocny:)

Ściskam
Kokos

sobota, 30 listopada 2013

Czytaj dalej » 29

A co dziś wpadło w moje ręce...?

Witajcie Kochani!!!

Dziś pokrótce chcę pokazać Wam co w miesiącu listopad zasiliło moje zbiory kosmetyczne i nie tylko.
Bez zbędnych wstępów...
Zaczynamy.


Tak prezentuje się cała (no prawie cała, rzeczy które kupiłam jeszcze na samym początku miesiąca możecie zobaczyć tutaj KLIK) gromadka.

Zacznę może od tych mniejszych drobiazgów (których nie zrobiłam w zbliżeniu;/ gapa ze mnie).
Te dwa małe, złote pudełeczka to produkty z Clarins-a a dokładniej Face & Blush Powder. Jeden zostaje u mnie drugi wędruje w dobre ręce. Zanim jednak zacznę go używać zrobię parę zdjęć aby pokazać Wam jego śliczne tłoczenie. Przyznam szczerze że to pierwszy taki kosmetyk w mojej kolekcji i tak na prawdę jeszcze nie wiem jak go będę używać.

L'occitane mydełko do rąk o zapachu róży. Za tym zapachem w kosmetykach nie przepadam ale ten bardziej przypomina mi dziką róże niż tą tradycyjną przez co jestem w stanie "przeżyć" te kilka chwil kiedy będę myła nim dłonie.

Z L'occitane kupiłam też mój ukochany krem do rąk z 20 % masłem shea. Takich kremów nigdy za dużo tym bardziej jak są w okazyjnych cenach. 

Z Avonu zamówiłam 2 zapachy. Percive Dew bardziej świeża wersja klasycznej wersji oraz nowość Instinc, który tak na marginesie nie utrzymuje się zbyt długo a i zapach nie jest mega intensywny. Powiecie zapewne, że perfumy z avonu takie właśnie są. Otóż ja w tej kwestii się nie zgodzę bo miałam od nich m.in Today, którego zapach był bardzo intensywny i praktycznie cały dzień utrzymywał się na mojej skórze.

Lakier Elnett o pojemności 300 ml. Na co dzień nie używam w ogóle lakierów czy innych specyfików ale lakier w damskiej kosmetyczce zawsze powinien być bo "nigdy nic nie wiadomo":) Poza tym kiedy wiążę sobie kucyka odstające włoski ujarzmiam właśnie lakierem.

I ostatnia mała rzecz to mały żelik antybakteryjny z Bath and Body Works z limitowanej edycji Noel. Pachnie wanilią i alkoholem;) Poza tym dobrze oczyszcza dłonie a ja w końcu zdobyłam moją pierwszą (choć malutką) rzecz z tej firmy w ramach testów i bardzo się z tego cieszę:)


Pamiętacie może moje mleczko do ciała z Korres o zapachu cytrusów (KLIK)? Użyłam go dosłownie 2 razy i więcej nie jestem w stanie. Dla mnie ten zapach jest tak niesamowicie odrzucający, że nie jestem w stanie go wytrzymać na swojej skórze. Po dwóch aplikacjach nie jestem w stanie wyrobić sobie opinii na jego temat jednak ten zapach (takie męskie perfumy) nie pozwala mi na dalsze testy. Nigdy w życiu bym nie powiedziała, że cytrusy mogą tak pachnieć, no chyba że zgniłe;/ Balsam więc odstawiam i nie wiem co mam z nim zrobić...;/

Dla pocieszenia więc kupiłam sobie inne mleczko z zapachu a raczej zapachach białej herbaty, bergamotki i frezji. Nie otwierałam go jeszcze (jest zabezpieczone ochronną folią) więc jak i to będzie tak śmierdzieć to się chyba zastrzelę:)

I idąc w kierunku tej firmy dokupiłam sobie jeszcze nawilżającą maskę do włosów. Już nie mogę się doczekać pierwszych testów.


John Frieda. O tej serii marzyłam już od dawna. Koniecznie muszę jeszcze dokupić odżywkę do kompletu. Na zdjęciu szampon i spray ułatwiający układanie włosów.


Świąteczny zestaw Liz Earle za uwaga uwaga...całe 2 funty. W końcu będę mogła przetestować słynny krem do demakijażu. Zestaw zawiera 5 mini produktów. Pierwsze wrażenia i testy już niebawem.


Stary Tangle Teezer wyzionął ostatniego ducha kilka dni temu po ponad 3 lata dzielnej służby dla moich włosów. Czas więc przyszedł na nowszą i moim zdaniem o wiele lepszą wersję. Lepszą ze względu na kształt, który zdecydowanie lepiej leży w mojej dłoni. Poza tym szczotka jest tak samo genialna jak starsza siostra i spełnia swoją funkcję w 100%.


Tych dwóch rzeczy nie skomentuje;)
Drift Away
Blissful Autumn



Co roku staramy się ubrać naszą choinkę w nietuzinkowe ozdoby. Zwykłe bombki również się pojawiają ale w większości stawiamy na takie właśnie oryginalne zawieszki. Całość pokażę Wam jak już choinka będzie cała ubrana. A ozdoby moim zdaniem są cudne.

Kochani
Ściskam i pozdrawiam
Kokos

niedziela, 24 listopada 2013

Czytaj dalej » 46

Melvita foaming facial scrub.

Witajcie Kochani!!!

Wracam po dłuższej nieobecności i od razu zabieram się za pracę. Narobiłam sobie troszkę zaległości w blogowaniu i w czytaniu Waszych wpisów, tak więc tyle zbędnego gadania.
Dzisiaj zapraszam Was na recenzję peelingu, który zakupiłam "całkiem przypadkowo" i od razu zabrałam się za jego testowanie. Z tej samej firmy mam jeszcze jeden peeling, który na dzień dzisiejszy czeka na swoją kolej. 


Opakowanie:
Opakowanie to tradycyjna, miękka tubka. Jak widać nie jest ona przezroczysta więc niestety nie będziemy mogły zobaczyć ile produktu jeszcze nam zostało. Na kartonowym opakowaniu znajdziemy wszystkie niezbędne informacje dotyczące produktu.



Zapach/konsystencja:
Zapach niestety bardzo sztuczny/chemiczny. Czuć w nim coś a'la zapach cytrusów jednak bardzo sztuczny, przez co już na wstępie odejmuje mu jeden punkt. 
Konsystencja "piankowa" wcale taką nie jest. Moim zdaniem to po prostu gęstszy, biały krem, który z pianką niestety nic wspólnego nie ma.

Kilka słów od producenta oraz sposób aplikacji:



Moja opinia:
Tak jak wiecie (lub nie) moja skóra ostatnimi czasami nie za dobrze wygląda (pękające naczynka na policzkach i w okolicach nosa) więc i peelingi mechaniczne nie były wskazane. Skórę jednak raz na jakiś czas trzeba "lepiej" oczyścić. Peelingi enzymatyczne są fajne jednak ja mimo wszystko wolę czuć to lekkie "drapanie", które czujemy podczas peelingu mechanicznego.
Firmę znam słabo ale słyszałam o niej wiele dobrego tak więc peelingowi postawiłam wysoką poprzeczkę.
Używam go zgodnie z zaleceniem producenta 2 razy w tygodniu. Drobinki ścierające są delikatne i średnio ostre więc częstsze stosowanie nie powinno narobić nam większych szkód. Mi zdarzyło się go używać co 2-3 dzień i nie wystąpiły żadne efekty uboczne.
Dzięki swojej gęstej konsystencji ładnie rozprowadza się na buzi i nie spływa z dłoni. Wystarczy niewielka ilość aby dobrze buzię oczyścić. Skóra po zastosowaniu jest gładka i miła w dotyku. Nie jest jednak podrażniona ani ściągnięta. Trzeba jednak uważać na oczy (jak w każdym przypadku) ponieważ dostanie się produktu do oczu grozi podrażnieniem i potokiem łez. Coś o tym wiem;)
Peeling nie zostawia tłustej warstwy ani nic z podobnych rzeczy. 
Przyznam szczerze, że na składach za bardzo się nie znam jednak po opisie producenta możemy się dowiedzieć, że w składzie znajduje się mnóstwo dobroczynnych składników które mają nam pomóc w walce o ładną buzię.
Produkt dzięki swojej konsystencji jest bardzo wydajny. Posiada Certyfikat EcoCert i nie jest testowany na zwierzętach.
Czy mogę coś mu zarzucić? Przede wszystkim zapach. On faktycznie miły nie jest (jak dla mnie) jednak nie pozostaje na buzi długo. Poza tym dla mnie jest to dobry - przeciętny scrub do twarzy. Niczym szczególnym się nie wyróżnia i osobiście w przyszłości wątpię żebym do niego wróciła, tym bardziej, że w kolejce czeka jego "brat/siostra":) Dodatkowo natura blogerki podpowiada mi żebym przetestowała coś nowego;)

Skład:


Dodatkowe dane o produkcie:

Cena: za swój egzemplarz zapłaciłam 4.99 f w TK Maxx, cena regularna to około 8-10 funtów
Dostępność: TK Maxx, sklepy stacjonarne i internetowe mające w ofercie produkty Melvita
Data przydatności: 6 miesięcy od otwarcia
Pojemność: 75 ml


Podsumowując:
Całą recenzję mogłabym zamknąć jednym przydomkiem- zwykły przeciętniak. Jeżeli ktoś ma do niego dostęp i ma ochotę go wypróbować to...czemu nie. Ja po zakończeniu opakowanie na pewno będę szukać i testować coś nowego:) Sam produkt nie jest zły, jest po prostu zwykłym, niczym szczególnym nie wyróżniającym się scrubem. Robi to co ma robić ale bez większych efektów "wow".

Ściskam
Kokos

sobota, 23 listopada 2013

Czytaj dalej » 11

Kolejne do kolekcji czyli...rodzinka się powiększa:)

Witajcie Kochani!!!

Zakupów (jakichkolwiek) miało już nie być. Ja wiem. Ale jak wiecie lub nie, na punkcie świec mam "małą" obsesję więc nie mogłam i koło tych przejść obojętnie tym bardziej za taką cenę.

Przedstawiam Wam kolejne "maleństwa", które powiększyły moją malutką, skromniutką kolekcję.


Zacznę od lewej:
- Snow in Love mały słoiczek, cena 1 funt
-Winter Wonderland również mały słoiczek, cena 1 funt
- Sparkling Snow średni słoiczek/ tumbler, cena 1.50 funta
- Midsummer's Night największy słoiczek i tutaj cena która zwaliła mnie z nóg, całe 4 funty.

Wszystkie świece są nowe i nie były odpalane. Kupiłam je będąc na car boot (czyli na "wyprzedaży z bagażnika samochodu"). 
Czas i pora roku są jak najbardziej na czasie, w którym można po umilać sobie taką wstrętną pogodę. 

Cieszę się ze wszystkich i z każdej jednej z osobna:D 

Ściskam Was gorąco i życzę udanego tygodnia

Kokos

niedziela, 10 listopada 2013

Czytaj dalej » 54

Z serii "Marzenia się spełniają" część I (i mam nadzieję nie ostatnia:))

Witajcie Kochani!!!

O czym dzisiaj? 
O spełnionym marzeniu...Czyli w końcu mam swój egzemplarz "Inferno" Dana Browna.


Kiedy to dowiedziałam się o nowej książce jednego z moich ulubionych pisarzy zacierałam ręce i przeskakiwałam z nogi na nogę nie mogą się już doczekać polskiej premiery. Premiera w UK była już bodajże w marcu jednak ja wolałam poczekać na "naszą" polską:)
Moja kochana siostra oczywiście zaoferowała swoją pomoc w zakupie i wysyłce tutaj ale po dłuższym zastanowieniu postanowiłam nie zawracać jej głowy i zamówiłam książkę na eBay-u gdzie podliczając wszystko razem kwota nie różniła się prawie w ogóle. 
Tak więc zostałam posiadaczką mojego "cudeńka" i oczywiście już zaczęłam ją czytać:)
Wszystkie możliwie wolne chwile spędzam z nosem w książce.


Na dowód tego że Dan Brown jest jednym z moich ulubionych pisarzy prezentuję Wam dumnie swoją całą kolekcję.
Inferno po przeczytaniu trafi na swoje honorowe miejsce na półce.

Uciekam czytać dalej a Wam życzę udanego weekendu...
Ściskam
Kokos

piątek, 8 listopada 2013

Czytaj dalej » 20

Małe zakupy dobre na jesienną pogodę.

Witajcie Kochani!!!

Jak widzicie już po tytule dzisiaj pokażę Wam zdobycze z ostatnich kilku dni. Nie ze wszystkich jestem mega zadowolona ale o tym nieco później.
Na mojej liście życzeń mogę już wykreślić parę pozycji. Lista jednak nadal jest długggggaaaa ale z czasem mam nadzieję uda mi się zdobyć kosmetyki na niej zapisane.
Przechodząc do rzeczy...
(ps. przepraszam za złą jakoś zdjęć i ich oświetlenie ale zbliżające się pory roku nie będą zbyt łaskawe, mimo to będę się starała aby zdjęcia jak najlepszej jakości)


Wszyscy razem.


Korres mleczko do ciała o cytrusowym zapachu. To jak na razie moje największe rozczarowanie pod względem zapachowym. Cytrusowe zapachy bardzo lubię a to mleczko pachnie jak niskiej jakości męskie perfumy. W sklepie nie miałam okazji wcześniej sprawdzić zapachu mleczka (pod korkiem była dodatkowa folia ochronna a ja nie mam w zwyczaju jej zrywać) toteż bardzo się zawiodłam. Używałam go na dzień dzisiejszy zaledwie 3 razy więc niestety nie mogę się na jego temat więcej wypowiedzieć. Cena w TK Maxx, którą za niego zapłaciłam to 4.99 f więc jak najbardziej na plus.


Melvita dwa scruby do twarzy. Na pierwszy ogień poszedł ten w białym opakowaniu. Zapach niestety również nie przypadł mi do gustu ale po zaledwie 2 użyciach efekty na ten moment oceniam dobrze. Drugi natomiast czeka w kolejce i na obie recenzję jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie.


L'oreal odżywka do włosów z olejkiem z rozmarynu i mięty. W końcu ją mam i również użyłam tylko raz więc niestety nic więcej nie mogę na jej temat powiedzieć oprócz tego, że zapach w opakowaniu różni się od tego na włosach;/ A szkoda. W każdym bądź razie bardzo bym chciała wypróbować inne kosmetyki z nowej linii L'oreal jednak obecne zbiory produktów do włosów nie pozwalają na dodatkowe zakupy. Trzeba wykorzystać to co się ma a potem kupować kolejne perełki:)


Pełnowymiarowy zestaw z Phyto, który dostałam od swojego chłopaka. Jestem niezmiernie ciekawa tych kosmetyków i jeżeli któraś z Was miała już okazję ich używać bardzo proszę o napisanie jak się u Was sprawdziły. Będę bardzo wdzięczna:)




I na koniec błyszczyk z firmy Benefit, który był dołączony do gazety Elle w odcieniu Dandelion czyli takim o którym zawsze marzyłam. Pojemność 6.5 ml wcale nie jest taka mała. Błyszczyk ma cudowny kolor i beznadziejny aplikator, którego nie znoszę. I to na tyle co mogę o nim powiedzieć. Oprócz tego odcienia do wyboru były jeszcze (były ponieważ w ostatniej chwili udało mi się dorwać ostatni egzemplarz gazety z moim kolorkiem) Hoola i Coralista. Żałuję że nie udało mi się skompletować całej trójki.

I to by było na tyle. Teraz przez najbliższy czas nie planuję zakupów ponieważ odkładam na świąteczne wyprzedaże. O wszystkich zaprezentowanych kosmetykach postaram się napisać w ulubieńcach lub bublach;)

Ściskam
Kokos

poniedziałek, 4 listopada 2013

Czytaj dalej » 43

Alverde odżywka do włosów z cytryną i morelą. Kolejne udane "dziecko" firmy:)

Witajcie Kochane!!!

Jak same wiecie (lub nie) zawsze chciałam mieć coś z Alverde. Niestety dostępność robiła swoje a ja nie miałam kogo prosić o pomoc w zdobyciu tych "darów natury". W końcu poprosiłam samą siebie;) i zrobiłam większe zamówienie na allegro. Wśród zamówionych produktów znalazła się i odżywka z alverde z morelą i cytryną. Pokładałam wielkie nadzieje w niej i się nie zawiodłam. Ale może zacznę po kolei.


Odżywka zapakowana jest w charakterystyczne opakowanie takie, które ma każda odżywka z tej firmy. Nie jest ono przezroczyste więc niestety nie widzimy ile produktu zostało nam do końca jednak kiedy weźmiemy odżywkę "pod słońce" bez trudu zobaczymy ile jeszcze jej nam zostało. Cieszę się również, że ma taka formę otwarcia i stoi "do góry nogami" ponieważ jej konsystencja jest bardzo gęsta i po wcześniejszym użyciu spokojnie nam będzie spływać do następnego razu. Na opakowaniu tradycyjnie znajdziemy wszystkie potrzebne nam informacje.



Co do zapachu...hmm...niestety jak dla mnie jest troszkę chemiczny jednak mi osobiście ten zapach nie przeszkadzał. Konsystencja jest bardzo gęsta a sama odżywka jest białego koloru. 


Kiedy bym chciała napisać o niej recenzję mogłabym zamknąć ją w jednym zdaniu: Odżywka jest wspaniała. Jednak naskrobę Wam nieco więcej o moim zdaniu na jej temat.
Pierwszą odżywką z tej firmy jaką miałam przyjemność stosować była odżywka z amarantusem, która nawiasem mówiąc również podbiła moje serce. O niej samej i o szamponie więcej możecie poczytaj tutaj KLIK.
Dzięki niej poprzeczka była bardzo wysoka więc i takie same oczekiwania (lub lepsze) miałam względem tej z cytrynką.
Tak jak pisałam powyżej odżywka ma niezwykle gęstą konsystencję przez co nie spływa nam z dłoni ani z włosów. Po wtarciu we włosy "przylepia" się do nich i od razu czuć, że włosy są gładkie i śliskie (za jaką sprawą tego nie wiem ponieważ odżywka nie zawiera silikonów). 
Po zastosowaniu włosy są gładkie i miłe w dotyku. Łatwo też się rozczesują a to teraz jest dla mnie bardzo ważne kiedy to moje włosy wypadają jak szalone. Zero zbędnego szarpania.
Odżywka nie obciąża włosów ani nie powodowała ich szybszego przetłuszczania.
Nie podrażniła również skóry głowy ani jej nie przesuszyła.
Odnośnie wydajności nie będę się tutaj wypowiadać bo każda z nas ma swoją "klasyfikację" względem tego. Ja oceniam ją względem swoich, długich włosów na 3 z plusem.
Same "ochy" i "achy" ale czy jest jakaś wada. Jest. Niestety. W tym przypadku to nie cena (jak to przeważnie bywa) ale jej dostępność. Ja osobiście zamawiałam ją z allegro (bo to dla mnie jak do tej pory jedyne dostępne źródło). Na szczęście teraz sytuacja poprawiła się o 100%. Coraz więcej stron internetowych oferuje produkty alverde w bardzo okazyjnych cenach. Wszystkim chętnym polecam więc poszukanie najbardziej okazyjnych sklepów internetowych.

Skład:



Dodatkowe dane o produkcie:
Pojemność: 200 ml
Cena: około 2-3 euro, polskie ceny są różne i wahają się od 10 do nawet 19 zł więc rozbieżność jest duża
Dostępność: allegro, inne strony internetowe oferujące niemieckie produkty

Podsumowując:
Jak widać już po tytule posta odżywka stała się dla mnie kolejny udanym "dzieckiem" firmy Alverde. Nie mogę jej nic zarzucić. Jest po prostu świetna. Bardzo żałuję, że już się skończyła i że nie mam do niej bezpośredniego dostępu ponieważ kupowałabym ją na gminnie:) Będąc jednak w Polsce (lub może kiedyś w przyszłości uda mi się odwiedzić samą drogerię DM) zrobię sobie zapasy na najbliższe 5 lat:D
Gorąco polecam.

Ściskam
Kokos

piątek, 1 listopada 2013

Czytaj dalej » 36