W maju pożegnałam...czyli majowe denko

Witajcie Kochani!!!

Mój ulubiony miesiąc dzisiaj właśnie się kończy:(...Koniecznie więc spieszę Wam z projektem denko. W tym miesiącu skromnie ale treściwie;)


Nivea żel pod prysznic z mikrogranulkami nawilżającymi. Rześki, przyjemny zapach i jeszcze fajniejsze działanie. Bardzo lubię tą serię żeli choć słyszałam że zostaje ona wycofywana.Mam jednak nadzieję że to tylko plotki bo żele są na prawdę godne uwagi.

Mały pojemniczek 50 ml peelingu do ciała z The Body Shop z olejkiem arganowym. Sam peeling był zwykłym średniakiem ale z przyjemnością mi się go używało. Jedynym minusem i problemem podstawowym jest jego zapach a raczej smród, którego znieść nie mogę i ze względu właśnie na zapach nie kupię pełnowymiarowego opakowania.

Żel peelingujący z Original Source o zapachu zielonej herbaty. Nie lubię tej firmy i nie lubię ich żeli. Dlaczego więc go kupiłam? Chyba chwilowe zaćmienie mózgu;) Zapach, działanie, konsystencja, wydajność...wszystko na NIE. 

Carex mydełko w płynie. Bardzo lubię mydełka z tej firmy ale tego konkretnie nie polecam.


L'oreal moja miłość. Odżywka do włosów delikatnych z wyciągiem z rozmarynu. Nie muszę Wam wspominać że pachnie obłędnie. Działa super. Włosy są miękkie, jedwabiście gładkie, super się rozczesują, pięknie pachną...to już moje drugie i na pewno nie ostatnie opakowanie. Sama nie wiem dlaczego nie poświeciłam jej i szamponowi oddzielnego postu. Szampon jest bardziej wydajny i pojawi się w kolejnym denku;)

L'oreal Elvive Fibrology to również mój ulubieniec jeżeli chodzi o szampony. Większej obiętości/ gęstości nie zauważyłam ale szampon robi to co każdy szampon robić powinien a na dodatek bardzo ładnie pachnie. Z pewnością do niego powrócę.

Kolejny produkt z firmy L'oreal Elvive Nutri- Gloss Crystal odżywka mająca za zadanie nadawać blasku naszym włosom. Nie robiła tego i w zasadzie nic nie robiła:/ Dodatkowo nie pachniała ładnie więc cieszę się że już ją zużyłam i więcej po nią nie sięgnę.

Sylveco szampon odbudowujący przeniczno-owsiany. Pachniał tragicznie i ten zapach przeszkadzał mi przez cały czas użytkowania. Jednak działanie jak i wydajność oceniam na 5 z plusem. Gdyby nie ten zapach z pewnością nie raz bym po niego jeszcze sięgnęła.


Woda micelarna z Garniera to stały punkt pielęgnacyjny w mojej łazience. Nie będę się dużo nad nią rozwodzić. Jest świetna i póki co sprawdza się u mnie bez zarzutu. Kolejne opakowanie już rozpoczęte;)

Yoskine szafirowy peeling przeciwzmarszczkowy. O nim więcej możecie poczytać w oddzielnym poście klik.

Avene delikatny żel myjący. Idealny do porannego oczyszczania twarzy. Bardzo lubiłam ten produkt. Delikatnie oczyszczał i pozostawiał buzię delikatną i miękka. Zdecydowanie polecam i na pewno zaopatrzę się w kolejne opakowanie:)

Nivea pomadka ochronna oliwka i cytryna. To moja ulubiona pomadka z tej firmy. Pięknie nawilża, wydajna i przecudnie pachnie.


Tej pani chyba nie trzeba nikomu już przedstawiać. Oliwka Hipp mój ulubieniec wszech czasów:)

Bioderma Atoderm krem do rąk. Niestety u mnie się on nie sprawdził. Bardzo delikatnie nawilżał, pozostawiał tłustą warstwę i długo się wchłaniał. Nie polecam.

Next Gold woda perfumowana. Jest to duplikat jakiegoś znanego zapachu. Jakiego? Tego nie wiem ale zapach był kobiecy, długo się utrzymywał. Bardzo często dostępny w promocji i różnego rodzaju zestawach.

Batiste. Kolejne opakowanie. W lecie staram się nie używać suchych szamponów ale taki gadżet zawsze warto mieć pod ręką;)

L'occitane krem do rąk z 20% zawartością masła shea. I tutaj mogę powiedzieć że krem daje radę z nawet bardzo suchą skórą. Niezliczone już opakowanie. Kolejne w użytku. Zmieniam jedynie wersje zapachowe:)

Koniec i kropka...

A jak Wasze majowe denka???

Ściskam
Kokos

niedziela, 31 maja 2015

Czytaj dalej » 29

Yoskine Szafirowy Peeling Przeciwzmarszczkowy i Ziaja Pasta do Głębokiego Oczyszczania Twarzy Przeciw Zaskórnikom

Witajcie Kochani!!!

Złuszczanie martwego naskórka w mojej pielęgnacji to sprawa podstawowa. O wiele chętniej sięgam po peelingi mechaniczne niż chemiczne.

Dzisiaj przedstawię Wam 2 produkty, które mają za zadanie pozostawić naszą skórę gładką i promienistą. Coś tańszego i troszkę droższego.
Oba kosmetyki dostałam od Justysi, której jeszcze raz serdecznie dziękuje.

Dziś mowa będzie o: Yoskine Mikrodermabrazja/ Szafirowy Peeling Przeciwzmarszczkowy cera normalna i mieszana oraz Ziaja Pasta do Głębokiego Oczyszczania Twarzy Przeciw Zaskórnikom skóra normalna, tłusta i mieszana.


Zacznijmy od peelingu z Yoskine, który w regularnej cenie kosztuje coś około 25-30 zł (jeżeli się mylę proszę o poprawienie). Jego pojemność to 75 ml i jest ważny 9 miesięcy od otwarcia.



Sam peeling umieszczony jest w przezroczystej, miękkiej tubce zakończonej małym otworkiem. Pod koniec produktu trzeba się troszkę po siłować aby wycisnąć produkt do końca, jednak tubka jest na tyle miękka, że bez problemy możemy ją rozciąć.
Szafirowy peeling ma mnóstwo, bardzo maleńkich drobinek, które rewelacyjnie rozprawiają się z martwym naskórkiem i faktycznie skóra po jego zastosowaniu staje się gładka, miękka i miła w dotyku. Ma przyjemny zapach, który dodatkowo umila nam czynność usuwania zbędnego naskórka.



Producent zaleca nam stosowanie produktu 1-2 w tygodniu i ja tak właśnie go stosuje. Taka częstotliwość najbardziej odpowiada mojej skórze. Częściej go nie wykonuje ponieważ drobinki w zależności od nacisku jakim masujemy skórę bardzo mocno zdzierają i częstszy peeling, podejrzewam mógłby jej zaszkodzić. Polecam wykonywać go pod prysznicem gdyż maleńkie drobinki lubią wchodzić w linię włosów a ich wyciągnięcie jest praktycznie niemożliwe. Prysznic jest więc najlepszym rozwiązaniem;)
Peeling nakładam tylko na twarz i szyję. Gdybym używała go na dekold i ramiona myślę, że skończył by mi się po kilku użyciach.

Co jeszcze obiecuje nam producent?
-Znakomicie oczyszcza- tak zgadzam się z tym, pory faktycznie są oczyszczone
-Zmniejsza rozszerzone pory- w pewnym stopniu tak, jednak nie jest to efekt powalający i niestety nie długotrwały
- Widocznie wygładza strukturę naskórka- tak potwierdzam;)
- Cera zyskuje zdrowy koloryt i młodzieńczy wygląd- przy regularnym stosowaniu faktycznie skóra nabiera zdrowego odcienia
- Wygładza zmarszczki- na szczeście jeszcze ich nie posiadam ale wątpię, że preparat tego typu mógłby w widoczny sposób poradzić sobie z takimi problemami
- Intensywnie nawilża- po peelingu skóra nie jest ściągnięta ani przesuszona więc nie trzeba od razu nakładać kremu/serum ale stwierdzenie "intensywne nawilżanie" jest tutaj niestety nadużyte.
-Redukuje wydzielarnie sebum- na pewno pomógł mi w tym, że moja skóra mniej się natłuszcza ale to nie tylko zasługa peelingu (serum arganowe z Bielendy zdziałało cuda)
-Pozostawia efekt matowej skóry- nie zgodzę się z tym, pozostawia efekt ale zdrowej i promiennej skóry a nie matowej


Jak same możecie stwierdzić opis producenta a rzeczywiste rezultaty troszkę się różnią. Mimo to jestem bardzo zadowolona z tego produktu i jak tylko widzę go w TKMaxx (Ł5) od razu robię sobie zapas tego produktu. 

Jako druga w kolejce czeka już pasta z Ziaji, która ma zadanie glęboko oczyścić naszą twarz i działać przeciw zaskórnikom.
Zanim jednak przejdę do działania parę słów wstępu. Pasta o pojemności 75 ml kosztuje coś około 10-13 zł.



Pasta w przeciwieństwie do Yoskine nie ma przezroczystego opakowania. Mimo to tubka też jest bardzo miękka i z łatwością możemy wydobyć kosmetyk.
Produkt jest koloru białego i ma charakterystyczny zapach całej serii "Liście Manuka".
Drobinkek jest o wiele mniej niż w przypadku Yoskine ale mimo to również bardzo dobrze sobie radzą z martwym naskórkiem.
Pastę używam 1-2 razy w tygodniu i nakładam ją na twarz i szyję. Również polecam używać jej pod prysznicem.



Co obiecuje nam producent?
- Odblokowuje pory skóry z nadmiaru sebum- tak tutaj się z tym zgodzę, dokładny masaż tą pastą po skórze z zaskórnikami faktycznie sprawia, że są one oczyszczone
- Ma delikatne właściwości ściągające i złuszczające- jeżeli chodzi o ściąganie to faktycznie czasami skóra była delikatnie ściągnięta ale nie jest to nic nieprzyjemnego, natomiast właściwości złuszcających nie zauważyłam
- Zapobiega powstawaniu zaskórnikom- niestety nie, ja mam tendencję do zaskórników szczególnie na nosie i nie wierzę, że istnieje jakiś produkt, który mogłby temu zaradzić
- Przeciwdziała tworzeniu niedoskonałości skóry- hmm...jak ma coś wyskoczyć to i tak wyskoczy;)
-Przygotowuje skórę do zabiegów pielęgnacyjnych- tak, bo skóra oczyszczona jest w stanie przyjąć więcej dobroczynnych substancji

Podobnie jak w przypadku kolegi powyżej tak i pasta nie do końca spełnia wszystkie obietnice producenta. Mimo to uważam że jest to godny polecenia produkt do którego z pewnością będę wracała.




Gdybym miała wybierać produkt do którego chętniej bym wracała mimo wszystko byłby to Szafirowy Peeling. Bardziej odpowiada mi pod każdym względem. Nie oznacza to, że pasta jest gorsza. Oba produkty mam jeszcze w zapasie i z przyjemnością je zużyję;)

A jakie są Wasze ulubione peelingi? Wolicie peelingi enzymatyczne czy chemiczne?

Ściskam
Kokos

środa, 27 maja 2015

Czytaj dalej » 16

W rytmie huuulaaa...

Witajcie Kochani!!!

Wraz z nadejściem wiosny/lata zmieniają się moje upodobania lakierowe. 
I tak jak w chłodniejsze miesiące stawiałam na klasyczne czerwienie, granaty czy też czerń tak w cieplejsze zdecydowanie wybieram coś jasnego, pastelowego...coś...idealnego na ten ciepły i radosny czas:)

Tak więc dzisiaj przedstawię Wam jednego z moich ostatnich ulubieńców.
Będzie nim lakier OPI z najnowszej kolekcji Hawaii 2015 (miniaturka 3.75ml) o jakże ekscytującej nazwie That's Hula-Rious!.



Jest to przepiękna pistacja, która na dłoniach wygląda przepięknie.
Niestety mój aparat nie jest w stanie oddać tego koloru.

z lampą



i bez



Na załączonych zdjęciach widzicie 2 warstwy lakieru plus utwardzacz/top coat z Seche Vite.
Lakier sam w sobie jest niesamowicie kremowy i trzeba się napracować aby efekt na paznokciach był nienaganny. Jak same zapewne zauważycie mi nie do końca ten trik wyszedł (choć bardzo się starałam), ale z racji tego że w mojej pracy jest zakaz malowania paznokci, moja wprawa w tej dziedzinie nieco kuleje. Jak mówią "trening czyni mistrza" i tego będę się trzymać:)

Dodatkowym minusem jest niestety pędzelek, który jest sztywny i rozczapierzony. Nie wiem czy to tylko w miniaturkach tak jest czy też pełnowymiarowe opakowania zawierają felerne pędzelki?

A jak jest z trwałością?
Tutaj sprawa wygląda tak. Moim zdaniem trwałość lakieru na paznokciach u różnych osób jest sprawą indywidualną. U mnie natomiast 2 warstwy plus top coat wytrzymał 4 dni w stanie nienaruszonych. W 5 dniu zaczęły być widoczne już starte końcówki ale lakier na paznokciach nie miał łatwo;) bo był testowany w "ekstremalnych" warunkach więc miał do tego prawo;)

Lakier będzie mi towarzyszył przez najbliższy czas.

A jakie lakiery Wy wybieracie na letnie miesiące?

Ściskam

Kokos

poniedziałek, 25 maja 2015

Czytaj dalej » 12

Prezenty urodzinowe i nowości kosmetyczne

Witajcie Kochani!!!

Maj to jeden z moich ulubionych miesięcy.
Dlaczego?
Jest wiele powodów, a jednym z nich są moje urodziny. I tak oto 2 maja skończyłam 27 lat. 
Dla mnie urodziny to jedno z ważniejszych świąt w roku i bardziej je cenie od tradycyjnych polskich imienin.
To czym zostałam obdarowana możecie podglądnąć poniżej:)



Od siebie dla siebie;) zakupiłam sobie okulary przeciwsłoneczne Ted Baker. Wybór w Boots był naprawdę imponujący ale jak przyszło co do czego tylko kilka modeli wpadło w moje oko. W sumie zdecydowałam się na te i nie żałuję. Czuje się w nich dobrze a przecież to jest najważniejsze:)

Od siostry...


...bransoletkę z Pandory.
Poleciła mi abym nosiła ją razem z moją (powoli zapełniającą się) pierwszą "żmijką" i tak też robię. Efekt klasyczny, elegancji i prosty czyli to co lubię.

Dodatkowo...


...to o czym śniłam i marzyłam od kilku lat. Podkład Make Up For Ever HD w odcieniu N127. Odcień dobierała mi siostra i przyznam że trafiła w 10. Na początku był odrobinę za ciemny, ale teraz jest idealny. Używam go namiętnie odkąd go dostałam. O nim na pewno napiszę oddzielną notkę bo choć niestety do ideału troszkę mu brakuje to mimo wszystko zasługuje na oddzielny post.


To jeszcze nie wszystko:)
Do całości przesyłki nie mogło zabraknąć moich jajeczek. Tym razem dostałam 2-pak i póki co go nie otwieram. Jajka podbiły moją pielęgnację ust i o nich też już wkrótce skrobnę parę słów więcej tym bardziej, że moja jajeczna rodzinka stale się powiększa:)

Niebieskie jajeczko to gąbeczka do nakładania makijażu z Sephory. Jeszcze jej nie używałam ale koniecznie muszę ja porównać do słynnego Beauty Blendera.

I jeszcze 2 kremy do rąk z Eos. Na zdjęciu załapał się tylko niebieski bo drugi różowy towarzyszy mi (i całej mojej dziewczęcej załodze, która zachwyca się opakowaniem i działaniem) codziennie w pracy:D


Od mojej ukochanej drugiej połówki dostałam kolejną zawieszkę do kolekcji.
Galaxy bo o niej mowa to "moja miłość od pierwszego ujrzenia". 
W takich chwilach mogę śmiało powiedzieć, że "marzenia się spełniają":D

...i żeby tego było mało ku mojej wielkiej radości jak i jeszcze większemu zdziwieniu (mój chłopak chyba zaczął interesować się kosmetykami albo to moje codzienne paplanie o nich sprawiło, że) dostałam 2 palety do swojej kolekcji.
Mowa o Chocolate Bar z Too Faced i Naked 2 z Urban Decay...


Aniu KLIK możesz czuć się "winna", bo dzięki Tobie (i mojej codziennej gadaninie o tej palecie) stałam się szczęśliwą posiadaczką czekoladowej rozpusty;)


O ile pierwsza wersja Naked Basic była dla mnie bublem, tak tą wręcz uwielbiam i spisuje się u mnie świetnie. Do codziennego makijażu już praktycznie nic mi więcej nie potrzeba:)

Mojej drugiej połówce jeszcze raz dziękuje:*

I na koniec to co wpadło w moje ręce uzupełniając tym samym braki.


Ostro wzięłam się za swoje prysznicowe zapasy i wykończyłam prawie wszystkie jakie miałam. Dlatego też, będąc w Lidlu kupiłam nowe 2 żele za jedyne 1 funt za sztukę. Wcześniej ich nie widziałam więc tym bardziej jestem ciekawa jak się sprawdzą.


Skończył się mój olejek z Biowax i koniecznie potrzebowałam czegoś na końcówki. Padło na olejek z mojej ulubionej serii Full Repair od Johna Fried-y. Jak widzicie na zdjęciu dopiero zaczęłam go używać i niestety nic póki co jeszcze nie mogę o nim powiedzieć.

Lakier do włosów to u mnie produkt zbędny, ale są takie dni kiedy trzeba go użyć i przygładzić/utrwalić naszą czuprynę. Sięgnęłam po zachwalany wszędzie lakier z Swarzkopf Got2b 2 sexy Big Volume Push Up. Zapach ma piękny to trzeba mu przyznać a działanie póki co niestety nie powaliło mnie na kolana. Muszę go troszkę więcej po testować.


Po długiej przerwie wróciłam do tonizowania swojej twarzy. W związku z tym po obejrzeniu filmiku Nissiax83 zakupiłam "tabletki" do tonizowania. Z małej, okrągłej tabletki, po nasączeniu tonikiem, rozwijamy delikatny/materiałowy płat, który nakładamy na twarz. Ta metoda jest rewelacyjna i polecam ją każdemu.
Za 100 sztuk takich "tabletek" zapłaciłam 4 funty wraz z przesyłką a paczka dotarła do mnie w parę dni.

Do tonizowania dokupiłam też tonik z L'oreal z witaminą c, który jest ok ale kiedy dłużej potrzymam płat z tonikiem na twarzy, skóra na policzkach zaczyna mnie troszkę piec.


Skończyły mi się wszystkie kremy pod oczy więc konieczny był zakup kolejnego opakowania. Mój ulubiony krem pod oczy z Soap&Glory niestety nie był na promocji więc skusiłam się na 2 kremy z Simple (korzystając z promocji 3 za 2).
Jako pierwszy zaczęłam używać  Age Resisting z zieloną herbatą. Drugi będzie musiał poczekać na swoją kolej.


Woda micelarna z Garniera to już codzienność w mojej łazience. Kończy się jedno, kupuję następne opakowanie:)

W Boots pojawił się słynny Serozinc z La Roche-Posay za niebagatelną sumę 8.50 Ł. Mam nadzieję, że okaże się dobrym produktem bo jego cena jest mimo wszystko troszkę zaporowa jak na produkt tego typu.

Skończył mi się żel do mycia buzi z Avene i potrzebowałam równie czegoś delikatnego. Korzystając z promocji 3 za 2 kupiłam żel z Simple. Mam nadzieję, że okaże się godnym zamiennikiem.


Lush
Ten sklep budzi we mnie od dawna mieszane uczucia. Są produkty, które bardzo lubię i które jak dla mnie są totalnym niewypałem a ja sama nie rozumiem nad czym ludzie się tak zachwycają.
Jednak lubię testować i raz na jakiś czas skuszę się na coś nowego.
Tym razem w moje ręce wpadł czyścik Let The Good Times Roll, Ultrabland do zmywania makijażu oraz tonik Eau Roma Water pachnący różą i lawendą z tym, że lawenda jest o wiele bardziej wyczuwalna.
O nich wszystkich będzie osobna notka jak tylko lepiej je potestuję:)


Gotowa na lato?
Z takimi produktami chyba tak:)


Po wielomiesięcznych poszukiwaniach w końcu na nią trafiłam. Folia z Makeup Revolution w odcieniu Rose Gold w końcu moja. Użyłam jej na razie kilka razy. Ma moc, to trzeba jej przyznać ale po kilku godzinach lubi się osypać pod oczy.


Miałam już nic nie kupować do ust no ale...właśnie. Zawsze jakieś ale się znajdzie...
L'oreal w odcieniu 101 Rose Melody i Bourjois Rouge Edition Aqua Laque w odcieniu 02 Rose on the Rocks.


Korektor z Mac dobił dna więc podczas buszowania natrafiłam na ten z Essence. Używam go od 3 tygodni i stwierdzam, że jak na 2 funty jest całkiem ok ale nie spodziewajmy się po nim cudów. Minusem jest fakt, że po kilku sekundach ciemnieje.

W celu nauczenia się precyzyjnej kreski zakupiłam pisak z L'oreal Super Liner Superstar. On też ma moc i robi piękne kreski;)


I ostatnie już (obiecuje) 2 rzeczy to dwa tusze z L'oreal. To moje pierwsze tusze z tej firmy.
Volume Million Lashes So Couture. Tyle dobrego słyszałam o tych tuszach, że po raz kolejny postanowiłam zdradzić swojego ulubieńca (2000 calorie). Póki co jestem pod dużym wrażeniem tego tuszu. Zobaczymy jak spisze się na dłuższą metę. Mam jednak do Was prośbę. Czy ta wersja, którą widzicie na zdjęciu jest wodoodporna? Nie mogę doszukać się informacji na opakowaniu na ten temat. Pytam dlatego, że tusz bardzo trudno jest zmyć. Czy wszystkie tusze z L'oreala są takie trwałe?

I drugi tusz to Lash Architect 4D w odcieniu brązowym. Jak widzicie jest jeszcze zamknięty i zabezpieczony folią więc będzie musiał poczekać na swoją kolej.

Uff...
Koniec i kropka:)

Ściskam
Kokos

niedziela, 17 maja 2015

Czytaj dalej » 37

Soap & Glory Kick Ass

Witajcie Kochani!!!

Każda z nas (lub większość z nas) szuka tego jedynego, idealnego podkładu. Jak wiadomo ideałów nie ma lub jeszcze na takich nie trafiliśmy;)
Wraz z poszukiwaniem idealnego podkładu w moim przypadku idzie w parze poszukiwanie dobrego pudru gruntującego cały makijaż.
Czy Kick Ass z Soap & Glory stał się tym ideałem?


Puder przychodzi do nas w zwykłej puderniczce z lusterkiem. Do pudru nie był dołączony puszek więc ten element musimy sobie same ogarnąć:) Osobiście puder nakładałam pędzlem typu flat top/wciskałam go i taki efekt bardzo mi odpowiadał.
Opakowanie zwykłe, plastikowe więc podejrzewam, że większego upadku z wysokości raczej by nie przetrwało;) Mi na szczęście służyło do końce bez większych zarzutów.

Tłoczenia jak na miarę Soap& Glory zawsze na plus.




Pojemność 7.5 g wystarczyła mi na około 2 miesiące używania 5 razy w tygodniu. Wydajność jest co prawda kwestią względną ale w tym przypadku puder skończył mi się w zaskakująco szybkim tempie. Od otwarcia ważny jest 18 miesięcy.

Puder jest koloru żółtego ale producent obiecuje nam jego totalną transparentność. Tutaj nie mogę się do końca zgodzić że jest niewidoczny na twarzy. Owszem nie jesteśmy żółte jak kurczaczki ale delikatny kolor jest. Poza tym puder pięknie niweluje różowe tony w podkładzie i tuszuje delikatne zaczerwienienia. Z większymi sobie nie poradzi. 

Jest bardzo drobno zmielony i na twarzy daje satynowe wykończenie. 
Bardzo dobrze matuje skórę twarzy. W moim przypadku pierwsze "przypudrowanie noska" musiałam wykonać po około 3-4 godzinach jedynie w strefie T która u mniej najszybciej się przetłuszcza. Po ściągnięciu nadmiaru sebum ze strefy T makijaż nadal dobrze wyglądał a puder nie wytarł się i nie robił nieestetycznych plam.
Jest bardzo lekki i nie daje uczucia "tapety" na twarzy.

Dostaniemy go w Boots w szafie z kosmetykami z Soap&Glory. Cena 12 funtów nie należy do najtańszych patrząc na wydajność. Polecam jednak polować na niego na promocji.
(szafy firmy są zawsze bardzo mocno przebrane a same kosmetyki "wypaćkane" przez innych klientów/polecam więc zachodzić do drogerii w dni dostawy/wtedy to, mamy największe szanse na zakup kosmetyków nowych,czystych i nie macanych)


Kick Ass od Soap& Glory bardzo pozytywnie mnie zaskoczył swoim działanie i w przyszłości, kiedy tylko wykończę swoje zapasy z pewnością po niego sięgnę.

A jakie są Wasze ulubione pudry wykończające?

Ściskam
Kokos 

środa, 13 maja 2015

Czytaj dalej » 13

Gigantyczne denko kwietnia

Witajcie Kochani!!!

Kwietniowe denko zyskało miano "gigantyczne" ponieważ ilość zużytych kosmetyków zaskoczyła nawet mnie.
Bez zbędnego więc wstępu przechodzę od razu do rzeczy.

Pozwólcie że w tym miesiącu zacznę swoje denko od kolorówki, ponieważ w tej dziedzinie wręcz zaszalałam i zużyłam mnóstwo kosmetyków a jak wiemy wszyscy kolorówka zużywa się nam najdłużej.


Od lewej.
Korektor z Collection w odcieniu 2 cool medium to już moje 2 lub 3 opakowanie i sama nie wiem dlaczego jeszcze nie napisałam oddzielnej recenzji na temat tego produktu. Korektor jak większość już z nas wie jest po prostu świetny. W moim przypadku spisuje się na 5 i tak na prawdę nie mam mu nic do zarzucenia. O tym jak bardzo go lubię świadczyć może tylko już kolejne opakowanie w użyciu:)
O podkładzie z Clarins Ever Matte pisałam tutaj KLIK i tam Was też odsyłam jeżeli chcecie poczytać o nim nieco więcej.
Korektor z Mac ProLongwear w odcieniu NC15 również doczekał się oddzielnej recenzji KLIK.
Pomadka ochronna z Vichy Aqualia Thermal nie jest produktem kolorowym ale używałam jej codziennie wykonując makijaż więc podpięłam ją pod tą kategorię. Pomadka sama w sobie bardzo fajna. Ładnie nawilżała usta, choć nie był to spektakularny efekt, ładnie pachniała i była wydajna.
Kolejną pomadką jest już pomadka kolorowa z firmy 17 w pięknym odcieniu Behive dostępna jedynie w Boots. Kolor idealny nude z domieszką różu. Dla osób lubiących delikatne odcienie pomadek na co dzień myślę że kolor będzie idealny. 
Carex Moisture Plus w brzoskwiniowym odcieniu powodował lekkie chłodzenie na ustach, i choć sama nie przepadam za takim efektem ten bardzo mi przypasował. Pomadka również fajnie spisywała się do dziennego makijażu. Lekko nawilżała, dawała lekki kolor. 
Kolejnym kosmetykiem kolorowym jest kredka do brwi z Soap& Glory Archery dla szatynek. O tej kredce więcej przeczytać możecie tutaj KLIK. Nadal podtrzymuje zdanie na jej temat. Dodam tylko, że blondynki powinny jednak wybrać odcień Blonde-shell. Ten mimo wszystko był nieco za ciemny.
Matujący puder z Soap& Glory One Heck of a Blot niestety nie doczekał się recenzji ale już niedługo na pewno to nadrobię bo puder powinien mieć swoje 5 minut;)
I na sam koniec nieco zdewastowane już opakowanie po bronzerze z The Body Shop słynnym miodku. I tutaj również żałuję że nie skrobnęłam o tym produkcie pełnej recenzji bo kosmetyk  jest genialny i z pewnością kupię kolejne opakowanie.
Nadaje się świetnie jako bronzer, a i jako puder konturujący świetnie sobie radził. Ma piękny odcień, długo się utrzymuje, idealny dla początkujących i mega wydajny. Odcieni jest 3 więc każdy bladolicy znajdzie coś dla siebie:)


Żele pod prysznic. 
Tak jak już od kilku denek piszę, nie będę się rozpisywała oddzielnie na ich temat.
Wszystkie oprócz jednego Johnson's baby KLIK (recenzja) były dobre i robiły to co żel robić powinien. Dodam, tylko, że Chocomania z TBS powodowała nawracający ślinotok:)
Do wszystkich oprócz tego nieszczęśliwca na pewno powrócę.


Dużym zaskoczeniem okazała się odżywka z VO5 do codziennego użytku. Bardzo przyjemna, lekka odżywka. Nadawała miękkość i lekkość włosom. Ładnie pachniała a włosy łatwo się po niej rozczesywały.
Duet z Joico K-Pak do włosów suchych i zniszczonych. Zniszczonych włosów nie mam ale końcówki są bardzo suche. Szampon był świetny i myślę, że osoby, które mają bardzo zniszczone włosy powinny być z niego zadowolone. Natomiast odżywka/maska była po prostu przeciętna i drugi raz bym się na nią nie skusiła. 
Duża odżywka z L'oral Elvive Fibrology to jedna z moich ulubionych drogeryjnych odżywek do której często wracam. Pięknie pachnie, ułatwia rozczesywanie ale niestety gęstości nie nadaje. Mimo to nadal będę do niej wracać choćby ze względu na uzależniający zapach:)


Odżywka bez spłukiwania Johnson's Baby ułatwiająca rozczesywanie to już moje 2 opakowanie i na pewno nie ostatnie. Do ułatwiania rozczesywania jest niezastąpiona. Gorąco ją polecam osobom mający problem z dużymi kołtunami:)
Suchy szampon z Dove spisywał się całkiem nieźle i już niedługo na moim blogu mam zamiar napisać zestawienie i porównanie 3 suchych szamponów.
L'biotica Biowax elixir wygładzająco- nawilżający, który dostałam od Justyśki był bardzo dobry i niestety on nim również nic nie zdążyłam napisać a szkoda, bo produkt bardzo dobrze zcalał i nawilżał końcówki. Z pewnością wrócę do tego kosmetyku.
Lush I Love Juicy to małe odkrycie i świetny produkt. Osoby, które mają problem z przetłuszczającą się skóra głowy jak i włosami koniecznie muszą go wypróbować. Takie maleństwo nie jest najtańsze ale za to mega wydajne i na prawdę działa. Niesamowicie odświeża i oczyszcza skórę głowy. Pozbywa się wszystkich zbędnych rzeczy i pozostawia skórę świeżą a włosy lśniące i lekkie.


Antyperspirant Dove w wersji Oryginal to mój stały punkt pielęgnacyjny do którego wracam od wielu lat choć teraz coraz częściej wybieram produkty w sztyfcie.
O Sure/Rexona pisałam tutaj KLIK.
Mydełko peelingujące Green Tea dostałam od swojej siostry. Mydełko pięknie pachniało herbatą (jeden z moich ulubionych zapachów) i miało nieźle zdzierające, zasuszone liście herbaty, które nieźle radziły sobie z martwym naskórkiem. Minusem były jednak kawałki listków które odrywały się podczas peelingu.


Oczyszczanie, liście Manuka tonik zwężający pory z Ziaji. Używałam go jako maseczki tonikowej i w tym przypadku spisywał się całkiem ok jednak używany w celu przetarcia twarzy niestety nie dawał żadnych rezultatów.
Sylveco rumiankowy żel do twarzy to już moje 2 opakowanie i pewnie nie ostatnie. Na pewno kupię sobie kolejne opakowania. Czaję się też na wersję tymiankową ale póki co nie mam do niej dostępu.
Krem pod oczy z Soap& Glory Puffy Eye Attack to mój hit w pielęgnacji okolic oczu i z pewnością do niego jeszcze powrócę. Bardzo dobrze nawilża, napina i uelastycznia skórę wokół oczu. Korektor trzyma nie na nim jak marzenie:)
Floslek żel do powiek i pod oczy ze świetlikiem i chabrem bławatkiem. Ten produkt zna już chyba każdy więc dużo o nim mówić nie trzeba. Dobry żel dla nie wymagających skór. Z większymi problemami niestety sobie nie poradzi.
I na koniec Super Serum z Soap& Glory o którym więcej możecie poczytać tutaj KLIK.


Revitale płatki kolagenowe pod oczy. Przyznam szczerze, że nie widziałam jakichkolwiek super efektów. Może kiedyś jeszcze kupię tego typu kosmetyk ale z innej firmy.
Maseczka zielona glinka z rosyjskiej firmy (?) świetnie się sprawdzała. Zielona glinka dla skór tłustych jest niezastąpiona.
Nivea super delikatny płyn do usuwania makijażu był bardzo fajny i dobrze radził sobie z makijażem jednak ze względu na jego cenę i pojemność zdecydowanie bardzo opłacalne jest kupowanie płynu micelarnego z Garniera i do tego raczej już nie wrócę.


Bubel z Sally Hansen recenzja KLIK.
Sylveco żel do higieny intymnej był na prawdę świetny i niestety niewydajny. Mimo wszystko z przyjemnością do niego wrócę.
Soap& Glory Sugar Crush czyli kolejne opakowanie peelingu. Recenzja KLIK.
I na sam koniec mała perfumetka wody toaletowe Viva La Juicy. Zapach ładny, świeży i dziewczęcy ale...nie mój. Dodatkowo bardzo krótko utrzymywał się na ciele i był bardzo słabo wyczuwalny. 

Nareszcie koniec;)


A jak poszły Wam wasze denka???
Pochwalcie się...

Ściskam

Kokos

wtorek, 5 maja 2015

Czytaj dalej » 17