W świątecznym klimacie- prosty, szybki, efektowny i bardzo pachnący stroik świąteczny

Witajcie Kochani!!!

Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam krok po kroku jak za sprawą kilku drobnych rzeczy, które na pewno znajdziecie w swoim domu, można zrobić bardzo prosty a zarazem pięknie się prezentujący stroik- świecznik z cynamonowych lasek.
Taki sam świecznik zrobiła parę lat temu Nissiax83 a ja sama się nim zainspirowałam i zrobiłam własne 2 wersje (kolejne 2 posłużą mi jako prezenty choinkowe).



Co będziemy potrzebować:


1. Nożyczki
2. Dwie elastyczne gumki (tu na zdjęciu zwykłe gumki do włosów)
3. Dwa szklane pojemniczki, moje są po świeczkach z Ikea, po wypaleniu usunęłam wosk a następnie umyłam i osuszyłam szklane pojemniczki
4. Cynamonowe laski
5. Sosenkę, jodełkę, świerk cokolwiek zielonego;)
6. Świąteczne (lub zwykłe) tasiemki

Zaczynamy:


Moje cynamonowe laski są bardzo długie więc tak mniej więcej przykładałam je do szklanki i łamałam je na pół. Problem z cynamonem miałam wielki gdyż nigdzie nie mogłam znaleźć większej ilości cynamonowych lasek. W sklepach typu Tesco są sprzedawane po 2 laski w cenie wahającej się niekiedy nawet do 2Ł za dwie laski. Z pomocą przyszedł mi eBay. Tam właśnie zakupiłam 50 długich lasek (które z łatwością możemy złamać na pół i ich liczba nam się podwoi) za kwotę około 7 Ł już z przesyłką. Myślę że w PL dostępność tego typu lasek jest o wiele łatwiejsza.


Następnie na nasze szklanki nakładamy gumki a pod nie układamy w rzędzie nasze cynamonowe laski.



Po ułożeniu ich wygląda to mniej więcej tak:)

Aby nie było widać czarnych gumek obwiązujemy je naszymi wstążkami dookoła gumki.


Jako element dekoracyjny za wstążkę wkładamy naszą zieleninkę.


I nasze świeczniki są gotowe. Wyglądają pięknie i cudownie pachną kiedy do środka włożymy tealight. Pod wpływem ciepła cynamon oddaje nam swój piękny i niepowtarzalny zapach.




Zachęcam Was bardzo serdecznie do zrobienia samemu takiego świecznika. U mnie w domu stoją już dwa egzemplarze a 2 kolejne powędrują do moich znajomych jako prezent świąteczny. 

Rzecz zrobiona własnoręcznie cieszy mnie jeszcze bardziej kiedy na nią patrzę.

Ściskam

Justyna

ps. dajcie znać czy skusicie się na zrobienie świecznika lub jeżeli już taki macie podeślijcie mi jego zdjęcie:)

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Czytaj dalej » 10

Listopadowe denko

Witajcie Kochani!!!

Czas biegnie nieubłaganie i już pora najwyższa na pokazanie listopadowych śmieci;)
Co udało mi się zużyć w miesiącu listopad? Zobaczcie sami;)


Produkty naustne i kolorowe. 
Z kolorowych udało mi się zużyć jeden z moich ulubionych tuszy do rzęs Max Factor 2000 Calorie, który schował się za pomadką ochronną z Sylveco która tak nawiasem mówiąc była rewelacyjna i ratowała moje pożal się Boże usta przed wszystkimi możliwymi niedogodnościami;) Drugim produktem kolorowym jest kredka SuperShock z Avonu, mój niezliczony egzemplarz i w zapasie mam już kolejną. 
Pomadki ochronne chyba się zmówiły i pokończyły mi się wszystkie na raz. Balmi skończyła się w ekspresowym tempie ale była bardzo fajna i ładnie natłuszczała usta. Opakowanie w tym egzemplarzu wytrwało do końca i się nie zepsuło;)
Jajeczko Eos to fajny gadżet ale też nieźle sobie radziło z pielęgnacją moich ust, i na sam koniec sztyft ochronny z Burt's Bees też moje kolejne już opakowanie. W 100% naturalny kosmetyk, nie drogi, świetnie pielęgnujący nawet wymagające usta i na dodatek pozostawia delikatną poświatę coś a'la błyszczyk. Super. Gorąco polecam.


Clinique 7 Day Scrub to produkt miniaturka, który dodawany jest praktycznie do każdego upominkowego zestawu. Ja jestem z niego zadowolona a w zapasie mam jeszcze ze 2 takie opakowania ale sama za pełnowymiarową cenę bym go sobie nie kupiła właśnie choćby z tego powodu że tak łatwo jest dostać jego próbkę która tak nawiasem mówiąc jest bardzo wydajna.
Czyścik z Lush Dark Angels zawiódł mnie na całej linii. Dawniej uwielbiałam ten czyścik a teraz podejrzewam że zmienili jego skład i zmycie go z buzi to jedna wielka porażka. To że brudzi całe "otoczenie" to standard ale żeby nie dał się zmyć z buzi zwykłą wodą to już przesada. Do jego zmycia zawsze musiałam użyć małego ręczniczka lub szmatki muślinowej, w przeciwnym razie pozostawały na mojej buzi czarne smugi;/
O kremie z Eveline więcej możecie poczytać w jego pełnej recenzji tutaj KLIK.
Serum hialuronowe z Eveline było całkiem fajne ale niestety obietnic producenta nie spełniało więc do niego już nie powrócę.


Sekcja pielęgnacyjna a w niej tylko 1 żel pod prysznic z The Body Shop który bardzo lubiłam i co jakiś czas z chęcią wracam do tej wersji zapachowej, szczególnie na sezon jesienno zimowy.
Pozostałe to peelingi czyli uwielbiany przez coraz większą część ludzi The Breakfast Scrub z Soap&Glory, oraz peeling z limitowanej edycji z TBS peeling jagodowy w formie galaretki. Bardzo fajny ale mało wydajny i pojawia się jedynie w edycjach limitowanych.
I ostatni peeling który nim wcale nie był to Scottish Fine Soap Sea Kelp, bardzo przeciętny produkt, który na domiar złego bardzo brzydko pachniał. Nie polecam.


Trzy mydełka. Jedno w kostce i dwa pozostałe w płynie i w piance. Wszystkie bardzo lubiłam i powrót do nich na pewno nastąpi;)
Suchy szampon z Batiste to już rutyna a ja zmieniam jedynie wersje zapachowe. Tym razem była to Nourish&Enrich.
I na koniec kosmetycznego denka mały dezodorant naturalny z marki Schmidt's o zapachu bergamotki i limonki. Nie jestem w 100% do niego przekonana ale w zapasie mam jeszcze 4 inne i jak je jeszcze troszkę poużywam skrobnę o nich kilka zdań więcej;)


I rzecz niekosmetyczna czyli świeca z Yankee Candle o męskim zapachu Midsummer's Night, którą uwielbiałam i każdemu kto lubi męskie zapachy mogę polecić;)

A jak Wasze denka?

Ściskam

Kokos

piątek, 4 grudnia 2015

Czytaj dalej » 13