All in one czyli prezenty Mikołajkowo- Świąteczne

Witajcie Kochani!!!

Dzisiaj przychodzę Wam pokazać co w tym mijającym roku 2014 przyniósł mi Święty Mikołaj. Postarał się w tym roku biedak i natargał się tych prezentów i dziwie się jak przepchał się przez ten komin;)
Ale nie przedłużając:


Dwa urocze pingwinki to nic innego jak świeczuszki z Primarka, które podarowała mi moja szefowa.


W Lidlu w tym roku można było zakupić "zaśnieżone" drzewka wraz z Gwiazdorem.


Mały Jezusek i w tym roku zagościł na naszym Wigilijnym stole.



Ptaszki to prezent od mamy. Ona wie co lubię:) Oba zdobią szczyt choinki.


Święta w tym roku pachną "Snow in Love"....


i "Wild Fig"...

I teraz już prezenty od najbliższych i samej siebie...


Taylor Swift "Wonderstruck" piękny, słodki i dziewczęcy zapach ale niestety dość krótko utrzymuje się na ciele. Mimo to i tak podbił mój nos. 


Oprócz "Wonderstruck" w moje ręce wpadły jeszcze 3 zapachy:
powyżej:
Halle Berry "Reveal" (w środku)
Lady Gaga "Fame"


oraz zapach z Next "Nude", który jest tańszym odpowiednikiem słynnego zapachu Chanel "Mademoiselle".
Zapachów mam na najbliższy rok;)


Pęseta z Tweezerman okazała się hitem więc dokupiłam sobie jej mniejszą wersję w neonowo różowym kolorze za całe 3 funty. No kto by jej nie wziął???


Clinique Take The Day Off musiał być mój...no musiał, a na dodatek udało mi się go kupić z dużą zniżką więc...go mam:D


Dwa podkłady z mojej wish listy mogę już odchaczyć.
Clarins Ever Matte w odcieniu 103 oraz Lancome Teint Idole Ultra 24h.
Na temat pierwszego nie mogę jeszcze nic powiedzieć ponieważ go nie używałam natomiast Lancome już kilka razy miałam na buzi i póki co podkład jest dla mnie wielką niewiadomą. Pięknie na buzi wygląda, ma satynowe wykończenie, dość duże krycie ale ten odcień 002 hmmm...od razu wspomnę że dobierała mi go konsultantka Lancome ale kompetencje tej pani pozostawię chyba bez komentarza. 


Max Factor w tym roku do każdych zakupów powyżej 15 funtów dorzucał prezent, który składał się z 4 pełnowymiarowych produktów (które tak nawiasem mówiąc chyba najsłabiej im się sprzedają). Ja jednak potrzebowałam tuszu więc od razu wzięłam 2 moje ukochane 2000 Calorie w tradycyjnej wersji i z podkręcającą szczoteczką choć pani konsultantka na siłę chciała mi wcisnąć ich najnowszy tusz.
A co było w pudełeczku:
- wodoodporny tusz False Lash Effect czarno brązowy
- lakier do paznokcji Glossfinity o odcieniu 160 Rasberry Blush, i to jedyny prezent z całego opakowania który tak naprawdę mi się przyda
- pomadka czerwona tzn. krwisto czerwona (o zgrozo, dlaczego zawsze dodawane są takie krzykliwe kolory?!) o odcieniu 840 Cherry Kiss
- i na sam koniec pojedynczy cień w tandetnym opakowaniu w odcieniu 20 Golden Amazon
Tak więc prawdę mówiąc zestaw w ogóle nie trafił w moje potrzeby a same prezenty już nawet wiem komu podaruję. 
Pani ze zdjęcia powyżej chyba wiedziała co jest w środku bo jej mina mówi sama za siebie;)



W ostatnim czasie wzbogaciłam się o kilkanaście lakierów. Pewnie się zdziwicie bo na moim blogu rzadko kiedy się pojawiają ale ostatnio polubiłam kolorowe paznokcie więc...
Na zdjęciu tylko dwa.
Barry M w odcieniu 347 Duchess. to jak ten lakier wygląda na paznokciach i jak długo się trzyma to dla mnie szok. Na zdjęciu widzicie 2 warstwy i top coat.
Drugi Essie Hide & Go Chic


Dr. Scheller krem na dzień to dla mnie zupełna nowość. Jestem ciekawa jak się sprawdzi.


Baza z Urban Decay po roku używania pomału dobiega końca więc dokupiłam kolejną na zapas. Póki co to jedyna baza która utrzymuje moje cienie na miejscu choć zdarzają jej się "gorsze dni".
Zestaw z Top Shop kupiłam dzisiaj na świątecznych wyprzedażach a w jego skład wchodzi pomadka i róż. 



Pomadka Innocent która od dawna była na mojej liście oraz róż...w kremie;/ Illicit, który trafi do Kochanej Duszyczki.

I na sam koniec sprzed elektryczny:) czyli lokówka. W końcu ją kupiłam. Robi piękne loki. Pierwsze próby już za mną. Loki piękne ale nie obyło się bez poparzenia. Mam nadzieję że nie zostanie mi tylko blizna bo rana nie wygląda za dobrze. 


I szczoteczka soniczna Philips Sonicare.
Dziś pierwsze testy.


Mikołaju dziękuję ci za wszystkie prezenty.
Opłaca się być grzecznym:)

A jak u Was? Byliście grzeczni?

Ściskam

Kokos

piątek, 26 grudnia 2014

Czytaj dalej » 35

Klorane szampon rewitalizujący i wzmacniający z chininą i witaminą B

Kochani!!!

Dziś parę słów o szamponie, który miałam okazję testować dzięki mojej blogowej siostrze. Justysiu bo o tobie tutaj mowa wracaj szybko do blogowej sfery;)



Szampon wydawać by się mogło stworzony dla mnie a dokładnie dla moich włosów, które od około 2 lat przeżywają istny koszmar. Wypadają garściami, są słabe. Dzieje się tak za sprawą mojej "wspaniałej" tarczycy oraz problemów osobistych. Jak wiadomo ciągły stres nie sprzyja nikomu i niczemu.
Staram się używać więc produkty, które choć w małym stopniu odżywią i pomogą tym moim włosiętom w walce aby utrzymać się na głowie.

Szampon o którym dzisiaj mowa ma za zadanie wzmacniać włosy. Producent dokładnie napisał nam w czym szampon może nam pomóc.



Konsystencja typowo szamponowa;) kolor dziwny, nieco przerażający ale mi to w zupełności nie przeszkadza. Podejrzewam że to za sprawą chininy przybrał takie barwy.
Zapach typowo męski. Myślałam że będzie bardziej ziołowy a tutaj takie zaskoczenie. Ci co nie lubią męskich zapachów mogą kręcić nosem.




Pod względem technicznym szampon bardzo dobrze się pieni i tworzy dużą pianę. Jest niezwykle wydajny. Wystarczy kropla na umycie całej głowy. 
Szampon pieniłam na głowie i zostawiałam na około 5 minut aby dobroczynne składniki mogły przeniknąć w głąb włosa i skalpu. Następnie spłukiwałam go i nakładałam odżywkę.
Szampon bardzo dobrze oczyszcza włosy, które stają się aż "piszczące". Nie plącze ich jednak.
Skóra głowy dobrze zareagowała na niego. Nie wystąpiły podrażnienia ani łupież.
A jak efekty?
Po jednej butelce ciężko jest mi wydać ostateczny osąd ale mimo wszystko jestem bardzo zadowolona z kondycji moich włosów po używaniu Klorane.
Na TT widuję coraz mniej włosów a to mnie najbardziej cieszy. Włosy stały się mocniejsze i zauważyłam "baby hair":D:D:D
Dla niektórych może się to wydać śmieszne że ktoś tak się cieszy z małych włosiąt ale uwierzcie. Przed chorobą moje włosy zaplecione w warkocz były grubości...no żeby nie przesadzić przedramienia rosłego mężczyzny a obecnie to taki mysi ogonek więc każdy nowy, nawet najmniejszy włosek jest na miarę złota.
Nie wiem czy całą zasługę przypisać szamponowi ale na pewno w dużej mierze pomógł wzmocnić moje włosy.

W przyszłości na pewno do niego powrócę. Teraz testuję nowość od Ziaji szampon (również  wzmacniający) i mam nadzieję że podtrzyma siłe moich włosy i w końcu przestaną wypadać w takiej ilości.

A jakie szampony/specyfiki polecacie Wy dla wzmocnienia włosów?

Ściskam

Kokos

niedziela, 7 grudnia 2014

Czytaj dalej » 3

Listopadowe denko

Witajcie Kochani!!!

Po długiej nieobecności wracam z denkiem. Zaległych recenzji mam tyle że brak mi już miejsca na dysku;) (żart) więc nie przedłużając zapraszam na listopadowe denko:


1 i 2. Joanna z apteczki Babuni wygładzający peeling o zapachu bzu- coś wspaniałego i Joanna Naturia wygładzający peeling kawowy.
Oba wspaniałe, cudowne i te zapachy. Gdybym miałam do nich bezpośredni dostęp nie musiałby dla mnie istnieć żaden inny peeling. Wszystkim gorąco i serdecznie polecam.
Są tanie, świetnie peelingują, nie podrażniają, nie uczulają, pachną obłędnie.


3. Joanna szampon z prowitaminą B5 hypoalergiczny.
Jak dla mnie zwykły przeciętniaczek. Średnio się pienił, ale za to bardzo dobrze oczyszczał włosy "że aż skrzypiały". Po jego użyciu konieczna była odżywka bo w przeciwnym razie rozczesanie włosów nie wchodziło w grę.

4. L'oreal Elvive odżywka z proteinami reklamowana przez słynną Jenifer. Niestety dla mnie była to najzwyklejsza w świecie odżywka, która robiła to co ma robić bez większych fajerwerków. Powrotu do niej nie planuję.

5. Swarzkopf szampon dodający objętości.
Gigantycznej objętości niestety nie zauważyłam ale włosy były niesamowicie lekkie, pięknie pachniały a sam szampon pozwalał na przedłużenie ich świeżości. Bardzo pozotywnie mnie zaskoczył i z przyjemnością do niego powrócę.


6. Batiste i Herbal Essences dwa suche szampony o których robię recenzję już chyba 2 miesiąc  i jeszcze zrobić nie mogę;) Ale zrobię obiecuję. Po dłuższym stosowaniu stwierdzam że dla mnie idealnym szamponem byłoby kombinacja ich obu. HE ma lepsze działanie i wydajność za to Batiste ma przyjemniejsze zapachy.


7. Żele pod prysznic kremowe i te żelowe. Nie będę tutaj po kolei wypisywała ich zalet czy też wad. Wszystkie bardzo lubiłam i z przyjemnością będę do nich wracała.


8. La Roche Posay Effaclar H.
Pianka oczyszczająca do skóry tłustej ale i wrażliwej. Rozczarowanie totalne. Pianka tak na prawdę nie robiła nic. Nawet oczyszczanie buzi nie za dobrze jej wychodziło i ten wstrętny alkoholowy zapach. Fuj...nie polecam.

9. Lush woda z drzewa herbacianego dla skór tłustych niezastąpiony produkt. Posiadaczki cery tłustej koniecznie muszą się zaopatrzeć w ten produkt. Odświeża, łagodzi skórę po różnych zabiegach, działa bakteriobójczo. Produkt na 5.

10. Bioderma. Osławiona już woda micelarna...ale dla mnie nic specjalnego. Osobiście już do niej nie wrócę bo płyn z biedronki czy ten woda z Garniera działają na mnie równie dobrze. Więc skoro nie widać różnicy to po co przepłacać;)


11. Mixa lekki krem nawilżający przeciw błyszczeniu. Bzdura. Krem nałożony solo po około 2 godzinach powoduje takie świecenie buzi że nasza twarz wygląda jak żarówka. Jednak pod makijaż spisywał się całkiem ok. Ponownego zakupu jednak nie planuję.

12. Bioliq słynne serum rewitalizujące. Dobry produkt, który dość szybko się skończył. Niestety super efektów nie zauważyłam a tym bardziej nie podniósł mi się owal twarzy ale samo serum bardzo dobrze nawilżało moją tłustą buzie i z przyjemnością zakupię je ponownie.

13. La Roche Posay Hydreane Legere czyli krem nawilżający do skóry wrażliwej. Uwielbiam ten krem na wszystko. Zapach, działanie, konsystencję. Jedyną wadą niestety jest jego wydajność. Strasznie szybko się kończy a takie opakowanie 40 ml starcza mi czasami nawet na niecały miesiąc, a szkoda bo krem jest genialny. Polecam.


14. Ziaja mydełko w żelu o zapachu grapefruit z zieloną miętą. Niestety zapach troszkę mnie zawiódł ale samo mydełko spisywało się na 5 i mogę je polecić.

15. Sure czyli Rexona w sztyfcie. Muszę przyznać że polskie rexony spisują się u mnie o niebo lepiej i przede wszystkim lepiej mnie chronią niż te z UK. Poza tym w Polsce mamy większy wybór zapachowy. Tak więc do wersji angielskiej już nie wrócę.

16. Gillette pianka do golenia dla mężczyzn którą zużyłam ja. A co;) Lubię jej zapach i zawsze podkradam swojemu facetowi;)

17. Facelle płyn do higieny intymnej. Kupiony na promocji za 3 zł płyn zrobił ogromną konkurencję słynnemu Lactacyd. Przy okazji będę musiała zrobić sobie jego zapas;)


18. Holika Holika skarpetki złuszczające. Raz na jakiś czas lubię sobie zrobić taki dogłębny peeling. Skarpetki sprawdziły mi się dobrze i ładnie poradziły sobie ze zgrubiałą skórą jednak efekt gładkiej skóry nie potrwał zbyt długo.

19. Tso Moriri maska algowa z acerolą w formie peel off. Gdyby nie ten peel off maskę kochałabym mocnoooo. Działanie mega i każda dziewczyna powinna ją spróbować. Maskę dostałam w prezencie i niestety nie mam pojęcia ile kosztuje i gdzie można ją zakupić.


20. Moschino Toujour Glamour niestety nie moja bajka. Ale zużyłam. Za to Si od Amaniego już bardziej przypadł mi do gustu.
Maskara False Lash Wings z L'oreal okazała się strzałem w 10 i przyznam szczerze, że już dawno nie miałam tak dobrej maskary. Jednak 2000 Calorie z Max Factor nadal jest numerem jeden i poszukiwania jej tańszej zamienniczki nadal trwają.

Uff...
Dobrnełam do końca. Pudeło opróżniłam i czas zabrać się za kolejne zużycia.
Ściskam mocno

Kokos
Czytaj dalej » 15

Październikowe denko

Witajcie Kochani!!!

Październikowe denko z lekkim opóźnieniem ale jest...Serdecznie zapraszam...


Mydlarnie:)

1. A&JLondon mydło w piance brzoskwinia & krem i owoce leśne.
O tych mydełkach więcej możecie poczytać tutaj KLIK.

2. Soap& Glory Sugar Crush.
Tak naprawdę jest to żel pod prysznic ale mój zapas tego typu kosmetyków jest tak duży że postanowiłam zużyć go w celu mycia dłoni. Pięknie pachniał, nie wysuszał i dokładnie mył dłonie czyli to co każde "szanujące się mydło" powinno robić.

3. Carex Moisture Plus.
Jedno z lepszych mydełek jakie miałam okazje używać. Ze wszystkich wersji zapachowych szczególnie polecam wam to. Pachnie obłędnie.


4. Radox żel pod prysznic Estern Spirit.
Nie będę się już powtarzać. Mój ulubieniec i niezliczone puste opakowanie.

5. Dove kremowy żel pod prysznic.
Żel ten zużyła moja mama kiedy była u mnie na wakacjach. Uwielbia te żele podobnie jak i ja. Zachwalać ich chyba zbytnio nie muszę;)?

6. Lirene migdałowe mleczko do mycia ciała.
Wersja pomarańczowa o wiele bardziej przypadła mi do gustu ale ten był równie fajny i z miłą chęcią wróciłabym do niego właśnie w okresie jesień/zima gdybym tylko miała do nich dostęp.

7. Isana żel pod prysznic z proteinami mlecznymi.
Tej firmy chyba też nie trzeba polecać. Tani, wydajny, pięknie pachnący żel. Dodatkowo nie wysusza i umila czas spędzony pod prysznicem:)


8. Soap&Glory Sugar Crush peeling do ciała.
O nim więcej możecie poczytać tutaj KLIK.

9. Bielenda cukrowy peeling do ciała Granat.
O zgrozo. To był koszmar. Kupiłam go w pośpiechu i nie zobaczyłam że w składzie ma parafinę. Pozostawiał tłustą warstwę na skórze, był mało wydajny i słabo zdzierał. Nie polecam. Zużyłam go do peelingowania stóp.


10. Swarzkopf odżywka nadająca objętości z jabłkiem.
Objętości to niestety ona nie nadawała ale co to pod innymi względami spisywała się cudownie. Pięknie pachniała, ułatwiała rozczesywanie, była wydajna, włosy były gładkie, miękkie. Jednym słowem bardzo dobra odżywka. Gorąco polecam.

11/12. Batiste i Herbal Essences suche szampony.
Dwa rywalizujące ze sobą szampony. O nich mam zamiar napisać oddzielny post więc bądźcie cierpliwi. Teraz co mogę powiedzieć to to że oba są świetne i ciężko będzie mi wybrać faworyta. Jedynym minusem póki co to zapach tego z HE. 

13. Johnson's baby odżywka w sprayu.
O niej więcej poczytacie tutaj KLIK.


14. Pharmaceris N żel kojący zaczerwienienia.
Genialny produkt. O nim więcej możecie dowiedzieć się tutaj KLIK.

15. Iwostin woda termalna.
Wody termalne to nie odzowny element w mojej pielęgnacji. Tą polubiłam i dobrze mi służyła. Niestety atomizer szwankował od samego początku (chyba że każda woda tej firmy ma taki atomizer) i wypuszczał strumień wielkich kropel w jedno miejsce. Poza tym woda równie dobra jak pozostałe.

16. Ziaja Med Kuracja dermatologiczna z wit. C + HA/P.
O tym produkcie więcej poczytacie tutaj KLIK. Kolejne opakowanie już czeka na swoją kolej.

17. Lancome Hhydra Zen.
Małe 15 ml opakowanie okazało się bardzo wydajne. Krem świetnie nawilżał cerę. Nie powodował podrażnień ani wysypu nieprzyjaciół. Jedynym minusem jakim zauważyłam był niestety zapach, lekko różany, który niestety utrzymywał się na mojej buzi. Poza tym krem godny uwagi i mogę go polecić.

18. La Roche Posay Hydraphase Legere.
Krem idealny na okres letni dla skóry tłustej. Świetnie nawilża, idealny pod makijaż, lekki, przyjemny krem. 

19. Green Pharmacy delikatny żel do mycia twarzy z zieloną herbatą.
Kocham produkty które w swoim składzie mają zieloną herbatę. Ten żel okazał się być kolejnym umilaczem pod względem zapachowym ale niestety w kwestii pielęgnacyjnej spisywał się słabo. Nie dawał sobie rady nawet z delikatnym makijażem, słabo oczyszczał i był taki nijaki;/


20. Lactacyd emulsja do higieny intymnej.
Mój faworyt od lat w pielęgnacji okolic intymnych. Gorąco polecam. Wspaniały pod każdym względem.

21. Garnier dwufazowy płyn do demakijażu oczy.
Jest dobry i teraz już wiem dlaczego go tak wszyscy zachwalają. Niestety pozostawia delikatnie tłustą powłoczkę, która tak nawiasem mówiąc zbytnio mi nie przeszkadzała, ponieważ zawsze na koniec demakijażu myję buzie żelem oczyszczającym. Z pewnością kupię kolejne opakowanie.

22. BeBeauty płyn micelarny z Biedroneczki.
Mój ulubieniec i koniec kropka. Dwa kolejne opakowanie już w zapasie. Ten i płyn micelarny z Garniera to moi faworyci i Bioderma może się schować.

23. Veet krem do depilacji pod prysznic.
Ja nie wiem czy ten krem jest taki kiepski czy to moje włoski na nogach są tak oporne. Krem mogłabym trzymać nawet 30 minut a i tak nie radził sobie do końca z ich usunięciem. Dodatkowo mała gąbeczka dołączona do zestawu nie radziła sobie z usunięciem samego kremu. Ciężko było go zmyć a same nogi w dotyku były dziwne "klejące". Nie polecam i zdecydowanie nie kupię go ponownie.


24. Laura Mercier błyszczyk w odcieniu SweetHeart.
Jedno określenie- zwykły błyszczyk za śmiesznie wysoką cenę.

25. Avon woda perfumowana Little Pink Dress.
Sam zapach był bardzo ładny, lekko słodki kobiecy ale niestety bardzo krótko utrzymywał się na ciele.

26. La Roche Posay Toleriane Teint.
Podkład o którym post pojawi się na dniach. Proszę więc o cierpliwość:)


I na sam koniec dwie świece z Yankee Candle:
- Clean Cotton- ten zapach przejadł mi się i raczej do niego nie powrócę
- Winter Wonderland - Wspaniała


Koniec!!!

Ściskam mocno i życzę wspaniałego tygodnia

Kokos

niedziela, 9 listopada 2014

Czytaj dalej » 11

PaździernikoweLOVE♥♥♥

Witajcie Kochani!!!

Październik już za pasem (niestety) więc najwyższy czas zaprezentować Wam co w miesiącu październik podbiło moje serce.
Serdecznie zapraszam.


Johnson's Baby Spray Conditioner to nic innego jak odżywka w sprayu ułatwiająca rozczesywanie splątanych kołtunów. 
I co mam na jej temat do powiedzenia?
Jest niesamowita. Nie dość że świetnie sobie radzi z poplątanymi kosmykami to na dodatek sprawia, że włosy w dotyku są jedwabiście gładkie i miękkie.
Stosuję ją zarówno na mokre jak i już wysuszone włosy i w obu przypadkach sprawdza się świetnie, przy czym nie skleja, nie obciąża, nie przetłuszcza dodatkowo włosów.
Włosy stają się sprężyste i błyszczące. 
Na zdjęciu widzicie już denko ale kolejna już stoi w łazience.

Ziaja Med Kuracja Dermatologiczna z witaminą C/ Krem Głęboko Regenerujący na Noc/ Profilaktyka Zmarszczek.
Bardzo długa nazwa, za to sam krem to moje małe odkrycie ostatnich miesięcy.
Był (bo niestety się już skończył) genialny. Zmarszczek co prawda jeszcze nie mam (na szczęście) ale porządna dawka nawilżenia i regeneracji z pewnością by mi się przydała. Dlatego też ten krem zadziałał "cuda". Świetnie skórę nawilżył, wygładził i rozjaśnił. Kiedy rano wstawałam skóra była gładka, miękka i rozpromieniona. Był dość treściwy ale świetnie się wchłaniał i nie pozostawiał tłustego, nieprzyjemnego filmu. W kwestii zmarszczek się nie wypowiem ale jeżeli chodzi o pozostałe aspekty jestem pod ogromnym wrażeniem i z czystym sercem mogę Wam go polecić. 
Dziękuję również pani ekspedientce z Hebe, która namówiła mnie na jego zakup:)

Ostatnim już pielęgnacyjnym ulubieńcem jest żel Kojący Zaczerwienienia N Naczynka z Pharmaceris. 
Zakochałam się w tym żelu. Dosłownie i w przenośni ♥ 
Jedna pompka wystarczyła na umycie całej buzi przez co był mega wydajny. Właściwości pielęgnacyjne to same plusy. Nie wysuszał, świetnie oczyszczał przy czym był niezwykle delikatny, koił zaczerwienioną i podrażnioną skórę, super radził sobie z makijażem, miał przyjemny zapach, dobrze się pienił, posiadał pompkę....same ochy i achy:)
Co mogłabym mu zarzucić. Niestety cenę. Bo mimo wszystko 25 zł to jednak dużo. Jednak patrząc na jego wydajność i fakt że często pojawia się na promocji i tak z chęcią bym do niego wracała gdyby był dla mnie lepiej dostępny.
W przyszłości na pewno przetestuję więcej kosmetyków z serii N.

Czas na kolorówkę:



Cień z Maca w odcieniu Grain. 
Jeżeli chodzi o cienie Mac, to w kwestii kolorów jak dla mnie są niezastąpieni. Jedynie cieni matowych od nich nie kupuję bo pod tym względem wygrywa u mnie Inglot.
Ale przejdźmy do Grain. Osoby, które kochają cienie Mac i mają niebieską/szarą tęczówkę koniecznie muszą go mieć. Sam cień niby zwykły "cielaczek" ale to jak podkreśla tęczówkę jest niesamowite. Ma w sobie drobinki, które tak naprawdę starte są na "proch" i pięknie mienią się na oku. O jakości tych cieni już nie będę pisała bo jak sami wiecie dla mnie to najlepsze cienie jakie miała okazję używać. Cena za pojedynczy cień 10-11 funtów ale ja mam swoje tajne źródła i zawsze kupuję je taniej;)


L'oreal False Lash Wings (ten sam tusz ale inna nazwa).
Silikonowe szczoteczki nigdy do mnie nie przemawiały ale ten tusz robi takie cuda  z rzęsami, że już mnie interesuje czy szczoteczka jest silikonowa czy nie:)
Mój ukochany 2000 Calorie z Max Factor właśnie doczekał się konkurencji.
Tusz robi wszystko to co każdy "szanujący" się tusz powinien robi: wydłuża, pogrubia, pięknie rozdziela, nie klei się, nie odbija, nie kruszy, nie osypuje. 
Stawiam go na tej samej półce co Max Factor i przyznam szczerze że mam ochote wypróbować inne tusze z marki L'oreal;)


La Roche Posay Cicaplast balsam do ust.Co prawda produkt strikte do makijażu to nie jest ale ja używam go jako bazę pod pomadki jak i solo.
Nie dawałam mu szansy na początku. Myślałam: "znów zwykły balsam do ust" i...jakże się myliłam. Balsam fantastycznie nawilża usta. Z moimi ostatnio nie było najlepiej. Pierzchły, pękały. Balsam okazał się najlepszym lekiem na wszystkie dolegliwości. 
Ma wygodny aplikator, balsam "trzyma" się ust i daje uczucie komfortu. Nie spodziewałam się takiej niespodzianki w tak maleńkiej tubce. Gorąco polecam.

Październikowa gromadka Jest!!!
Wszystkie produkty gorąco Wam polecam.

A Was proszę abyście napisały jakie kosmetyki u Was królowały w październiku?

Ściskam
Kokos

niedziela, 2 listopada 2014

Czytaj dalej » 12