Witajcie Kochane!!!
We wrześniu będąc w Polsce i buszując po pobliskiej drogerii natknęłam się na dwa myjące peelingi od naszej znanej i cenionej Ziajki. Długo się nie zastanawiałam i od razu wrzuciłam je do koszyka. Co myślę na ich temat?
Zapraszam do lektury.
Cechy wspólne dla obu "panów":
Oba zamknięte są w zakręcane słoiczki, które dodatkowo zabezpieczone są ochronną folią dzięki czemu mamy pewność, że nikt przed nami nie wkładał tam swoich paluchów. Minusem jest jednak fakt, że nie wiemy jak pachną choć np. kosmetyki z linii zapachowej z masłem kakaowym pachną tak samo więc zapach peelingu dużą zagadką dla mnie nie był. Miałam jednak nadzieję, że może choć troszkę będzie odbiegał od swoich "braci". Dla mnie jego zapach nawet w zimowo jesienne wieczory jest mdły i duszący.
Zupełnie inaczej przedstawiał się zapach peelingu Sopot Spa ponieważ wcześniej nie miałam okazji nic z tej serii używać. Zapach urzekł mnie od pierwszego powąchania i użycia. Wspaniały, orzeźwiający i z chęcią po niego sięgałam.
Peelingi jak zapewnia nas producent różnią się stopnień grubości drobinek ścierających. Sopot Spa jest średnioziarnisty a Czekoladowy gruboziarnisty. Z tym drugim stwierdzeniem zupełnie się nie zgadzam ponieważ dla mnie drobinki w peelingu czekoladowym są identyczne jak w sopockim i o gruboziarnistości nie powinno być tutaj w ogóle mowy. Pod tym względem troszkę się zawiodłam bo liczyłam na porządne zdzieranie. Niestety w rzeczywistości peeling okazał się delikatnym masażem co złe oczywiście nie było jednak producent powinien zastanowić się nad opisem swojego produktu.
Różnią się kolorami jak widać na powyższym zdjęciu. Konsystencja jest taka sama. Peelingi są dość gęste dzięki czemu podczas aplikacji na mokra skórę nie spływają nam z dłoni. Dzięki praktycznemu opakowaniu produkt możemy zużyć do samego końca a i sama aplikacja jest bardzo wygodna.
Sopot Spa to mój ulubieniec. Tego ukrywać nie będę. Nie dość, że wspaniale pachnie to na dodatek świetnie pielęgnuję moją skórę. Delikatnie się pieni więc dodatkowo wykonując peeling oczyszczam swoją skórę a swoim zmysłom powonienia daję dodatkową przyjemność.
Peeling dzięki swoim średnim drobinkom idealnie ździera martwy naskórek a skóra po zastosowaniu jest gładka i miła w dotyku. Jego kolejną ogromną zaletą jest fakt że nie pozostawia tłustej warstwy (czego wręcz nienawidzę przy innych tego typu produktach). Nie podrażnia skóry ani jej nie wysusza. Nie wiem jakby się sprawdził przy skórach bardzo suchych. Moja jest normalna i peeling żadnej krzywdy jej nie robił. Delikatne drobinki idealnie sprawdzą się do peelingu tak delikatnych okolic jak np. okolice biustu.
Wydajność oceniam na bardzo dobrą.
Jednym słowem wspaniały produkt za niewielkie pieniążki.
Jeżeli chodzi natomiast o peeling czekoladowy gruboziarnisty mogłabym napisać praktycznie to samo co w przypadku peelingu Sopot Spa pomijając tylko kilka kwestii. Po pierwsze drobinki. Są identyczne jak w peelingu opisanym powyżej i nie wiem po co producent pisze inaczej, no ale nie mnie to oceniać. I drugą kwestią jest jego zapach który według mnie da się znieść ale mimo wszystko jest mdlący. W kwestii nawilżenia również się nie wypowiem bo moim zdaniem od nawilżania są olejki, balsamy czy masła a nie peelingi. Ten również nie pozostawia tłustej warstwy ale mimo wszystko w przyszłości na pewno będę sięgała po Sopot a ten jednak sobie odpuszczę tylko i wyłącznie ze względu na zapach bo inne właściwości są tak samo dobre jak w przypadku Sopot Spa.
Kończąc swą wypowiedź chcę Wam gorąco je polecić. Każdy ma inny gustu i zapewne każdy znajdzie coś dla siebie. W dziedzinie peelingów Ziajka ma jeszcze jeden (taki czerwony), który również mam zamiar przetestować. Fajnie by było gdyby jeszcze wypuścili peeling z linii zapachowej kozie mleko. Może w przyszłości...;)
Ściskam i życzę dużo sił na nadchodzący tydzień.
Kokos















