sobota, 4 stycznia 2014

Przeciętniaki- szaraki i dwa buble.

Witajcie Kochani!!!

Taki typ postów miałam już zamiar wprowadzić w zeszłym roku ale zawsze było "coś" co uniemożliwiało mi wprowadzenie mojego zamiaru w obieg;).
O co miałoby chodzić? Czasami zdarzają się kosmetyki, które nie są złe, są po prostu przeciętne ale mimo wszystko nie "zasłużyły" sobie na osobną recenzję. Są też i buble o których jak najszybciej chciałybyśmy zapomnieć ale warto jest skrobnąć choć parę słów ku przestrodze innym.
Taki więc post będzie dzisiaj:)
Przeciętniaków i szaraków a także i bubli naliczyłam się aż 5. 

Zacznę może od przeciętniaków. Powrotu do nich nie planuję:


Korres. Szampon do włosów tłustych o pojemności 250 ml. Odnośnie opakowania nie mam się do czego przyczepić.
Szampon miał podobną konsystencję co jego brat (do włosów z łupieżem i suchym skalpem KLIK). Zapach już nie podobał mi się tak bardzo jak u poprzedniego ale był ok i dało się go znieść. Wydajność oceniam wysoko. Dobrze się pienił i oczyszczał. Nie podrażniał skóry głowy.
Więc co z nim jest nie tak?
Nie spełniał w ogóle swojego zadania. Włosy nie utrzymywały świeżości dłużej, wręcz przeciwnie. Miałam wrażenie jakby przetłuszczały się jeszcze szybciej. Włosy zazwyczaj myję co drugi dzień. W tym przypadku codzienne mycie było wręcz wskazane. Ratowałam się jednak suchym szamponem. 
Tego pana więc nie polecam. Choć sam szampon był ok, nie spełniał swojego zadania.


Lirene. Nawilżający płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu.
Pojemność 200 ml. Przyjemny zapach, wygodne opakowanie, łatwa aplikacja.
Do demakijażu twarzy jest jak najbardziej w porządku ale oczy to już inna bajka. Podrażnia niemiłosiernie. Moje oczy są mega wrażliwe. Wiele razy słyszałam jak dziewczyny narzekały na to właśnie, że podrażnia ale ja oczywiście musiałam sama przekonać się na sobie i takim oto sposobem wyglądałam jak królik z mega czerwonymi i podpuchniętymi oczami. Użyłam go w celu demakijażu oczu tylko raz i nigdy, przenigdy więcej tego nie zrobię.
Wykorzystam go do demakijażu twarzy ale więcej na pewno go nie kupię.


L'oreal. Skin Perfection. Olejek do demakijażu, który w ciągu 15 sekund ma za zadanie zmyć nam makijaż. Hmm...tutaj bym się kłóciła;)
Olejek ma 150 ml pojemności, wygodną pompkę (jak ja je lubię) oraz całkiem przyjemny zapach.
Konsystencja typowa dla olejków- oleista o zabarwieniu lekko żółtym. Olejek możemy używać wg. producenta zarówno do twarzy jak i oczu. W ciągu 15 sekund olejek jest w stanie zmyć nam nawet wodoodporny makijaż. Pan producent troszkę zaszalał z tym stwierdzeniem ale nie czepiajmy się. Przejdźmy do samego produkty.
15 sekund to długo czy krótko na zmycie makijażu? Decyzję pozostawiam Wam. Olejek do demakijażu oczy w ogóle się nie nadaje. Rozmazuje makijaż oka na całą twarz przy czym oczy zachodzą "mgłą" czego wręcz nie znoszę. Mimo to nie odczuwałam żadnego pieczenia czy szczypania. Z podkładem zarówno sypkim jak i płynnym, różem itp...radzi sobie całkiem nieźle jednak konieczny jest dłuższy niż 15 sekundowy masaż twarzy w celu rozpuszczenia "tego wszystkiego". Buzia po zmyciu jest lekko tłustawa więc w moim przypadku konieczne jest jeszcze umycie jej dodatkowo jakimś żelem lub pianką.
Sam produkt może zły i nie jest ale ja odstawiam go i używać już nie będę. Tłustej warstewki na twarzy nie jestem w stanie znieść więc mówię: pa, pa i szukam czegoś innego.

I dwa buble;/


L'oreal delikatny płyn do demakijażu oczu.
125 ml pojemności, świeży, nie drażniący zapach i opakowanie typowe dla produktów tej firmy czyli ok.
Produkt jest faktycznie bardzo delikatny. Nie podrażnia oczy, nie szczypie, nie piecze, nie pozostawia tłustej warstwy, oczy nie zachodzą "mgłą". Więc co jest nie tak?
Nie nadaje się do demakijażu oka ponieważ cały makijaż zamiast na płatku kosmetycznym jest dosłownie wszędzie tylko nie na nim. Nie muszę Wam chyba mówić jak wygląda człowiek kiedy spojrzy w lustro i zobaczy zombie zamiast czystej buzi;) Nie radzi sobie nawet ze zwykłym cieniem w kremie a o tuszu do rzęs (zwykłym nie wodoodpornym) nie może być już w ogóle mowy.
Szkoda jest mi go jednak wyrzucać więc będę nim zmywała makijaż z buzi.
Ogólnie go nie polecam bo swego zadania nie spełnia nawet w 50 %.


Na koniec zostawiłam sobie "wisienkę na torcie" czyli:
Melvita oczyszczający scrub do twarzy.
Pojemność 100 ml. Tubka miękka, wygodna aplikacja i to by było na tyle w kwestii "dobrego" słowa na temat tego produktu.
Konsystencja przypomina żel który w połączeniu z wodą i masażem buzi zmienia się w galaretowaty kisiel, który "oblepia" twarz. Drobinki są małe i średnio ostre jednak jakiś tam stopień złuszczania wykonują. Co jednak jest najgorsze wchodzą w linię włosów i ciężko je stamtąd wyciągnąć. Brudzą wszystko dookoła. Scrub jest bardzo ciężko zmyć z twarzy. Najlepiej do tego celu nadaje się gąbeczka (np. calypto) jednak drobinki wchodzą również w jej porowatą strukturę i wypłukanie ich to rzecz niewykonalna. Zapach a raczej smrodek zwala z nóg. Przynajmniej mnie. Nie jestem w stanie dłużej go używać (a użyłam go zaledwie 4 razy). Mam dość mizernego efektu, drobinek na całej sobie i w umywalce oraz okropnego zapachu.
Kategoryczne NIE!!!

To by było na tyle (na szczęście). Mam nadzieję, że w przyszłości będę miała więcej szczęścia i w moje ręce wpadną tylko dobre kosmetyki a buble będą się "trzymać" ode mnie z daleka:)

A Wy miałyście okazje używać któregoś z wyżej wymienianych?
Jeżeli tak podzielcie się swoją opinią.

Ściskam
Kokos

35 komentarzy:

  1. Nigdy wcześniej nie było mi dane używać tych kosmetyków,ale widzę,że nie mam czego żałować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz Kochana i nawet nie żałuj aaa i omijaj je szerokim łukiem. Przynajmniej tego ostatniego.

      Usuń
  2. Na szczęście nie miałam żadnego z tych kosmetyków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze bo szkoda czasu i nerwów i pieniążków na nie.

      Usuń
  3. Nie miałam nic z tych produktów, ale chyba nic nie straciłam..

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie miałam na szczęście i nie sięgnę po nie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zastanawiałam się nad kupnem tego olejku Loreala. Dobrze, że sobie darowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Micel z L'oreala ideal soft jest milion razy lepszy.

      Usuń
  6. To już wiem, czego nie wrzucać do koszyka. Choć ten olejek z l'oreala z ciekawości bym spróbowała. W każdym razie post fajny, mogę go ściągnąć?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana oczywiście że możesz. Jak tylko masz takich "cwaniaków" na których trzeba uważać pisz śmiało. Gdybyś miała ochotę olejek mogę w każdej chwili ci podesłać. Czasami coś co nie sprawdziło się u mnie u ciebie może działać zupełnie inaczej.

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Dobrze dobrze;) Takich panów wystrzegać się trzeba;)

      Usuń
  8. Będę się trzymać z daleka. Na szczęście jeszcze żadnego z nich nie miałam, ale z Korres skusiłam się na krem do twarzy. Niestety rozczarował mnie totalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie na korresa najbardziej liczyłam i zawiodłam się. A szkoda. Ja miałam krem z tej firmy jogurtowy który był rewelacyjny. Chciałam teraz go odkupić i nigdzie nie mogę go dostać;/

      Usuń
  9. Dobrze jednak wiedzieć od czego trzymac się z daleka. Lubię takie posty na równi z ulubieńcami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się że przypadł ci do gustu.

      Usuń
  10. Ten olejek myślałam, że jest dobry, ale nie będę kupować w takim razie :D ja do demakijażu używam płynu micelarnego z Biedronki i jak dla mnie wygrywa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie zaczełam swoje pierwsze opakowanie tego biedronkowego i na razie wstrzymam się z jego recenzją.

      Usuń
  11. A szkoda, bo miałam ochotę na ten szampon Korres....Chyba jednak się na niego nie skuszę, bo też mam szybko przetłuszczające się włosy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z korres polecam spróbować ci szampon do włosów z łupieżem. Spisał się na medal i z pewnością do niego wrócę.

      Usuń
  12. O ludzie, ale Ci się trafiło :/ Szkoda, że Korres się nie popisał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Korresa najbardziej liczyłam bo polubiłam się z tą firmą. Szkoda. Dobrze że na większość bubelków mam już zastosowanie. Niestety z melvitą nie wiem co zrobić bo aż wstyd mi ją komuś oddać;/ Jej miejsce jest w koszu.

      Usuń
  13. Ooo dobrze ze napisalas o tym olejku loreala- mialam na niego ochote, a teraz widze ze nie dla mnie ten produkt ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tej firmy zdecydowanie lepszy jest ideal soft słynny już micel. Tego olejku nie polecam.

      Usuń
  14. Szampony z Korres mam na tapecie, za wiele na razie nie powiem ;) Myję włosy codziennie więc mój odbiór jest trochę inny, lecz mój kontakt z tą firmą od strony pielęgnacji na pewno nie zostanie rozwinięty.
    Melvita długo mnie kusiła, lecz przepatrzyłam składy i doszłam do wniosku że tam sobie spokój. Jest tyle innych marek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie kiedy i ja bym myła włosy codziennie (i tak było do niedawna) szampon nie robił by mi większej różnicy jednak na dłuższą metę - niestety się nie sprawdza a szkoda bo markę cenię. Szampon który mogę polecić to do włosów z łupieżem i suchą skórą głowy. Robi co ma robić przy czym pięknie pachnie. Teraz firma zmieniła nieco szatę graficzną (moim zdaniem na plus). Z chęcią wypróbowałabym jeszcze inne szampony z tej firmy.
      Z melvity to już 4 produkty który się u mnie całkowicie nie spisał i na dzień dzisiejszy mówię tej firmie zdecydowane NIE. Firma szczyci się naturalnością a m.in zapach produktów jest tak wstrętnie chemiczny że użytkowanie nie wchodzi w grę. Pokuszę się o stwierdzenie że odświeżacze łazienkowe już lepiej się spisują niż ta linia zapachowa. Nie polecam.

      Usuń
    2. U mnie najważniejsza sprawa to skóra głowy i tutaj szampon musi być dla niej łagodny, włosy są na drugim planie. W sumie ten wariant wybrałam głównie dlatego więc w sumie ocena, czy sprawdzi się na włosach przetłuszczających nie nastąpi bo moje włosy się nie przetłuszczają i nie mam tłustej skóry głowy. Musze zerknąć na drugi wariant jaki mam, kupowałam je patrząc na składniki INCI :)
      Widziałam właśnie, że zmiany graficzne nastąpiły. Swoją drogą to mnie jakoś kolorówka bardziej się podoba z Korres niż pielęgnacja sama w sobie.

      Od Melvity będę trzymać się z daleka.
      Dzięki :)

      Usuń
  15. Żadnego z nich nie miałam i będę omijać szerokim łukiem :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Cóż, taka jak większość nie używałam żadnego z tych kosmetyków, ale zdziwiłam się tym olejkiem do demakijażu. Metoda OCM jest skuteczna a olejek specjalnie przeznaczony do demakijażu i zapewne przetestowany przez sztab naukowców nie daje rady? szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre kosmetyki też mają na sobie naklejkę z informacją że są przebadane np okulistycznie a 80% osób narzeka że podrażnia oczy. Tak więc nie zawsze naukowcy mają rację.
      Poza tym już na początku posta powinnam wspomnieć, że: "to co u mnie się nie sprawdza u was może sprawdzać się wyśmienicie".
      Jednak to pierwszy post tego typu więc przy następnym się poprawię:)

      Usuń
    2. Nie uznałabym tego za błąd, w końcu to Twój blog i wiadomo, że opisujesz tu swoje wrażenia. A na każdego ten sam produkt może zadziałać inaczej. Jedynie coraz mniej lubię firmę L'Oreal, ale z nią mam jakoś pod górkę :)
      Co do naklejek to większość płynów do demakijażu oczu mnie szczypała, więc to święta prawda z tym przykładem :)

      Usuń
  17. to mnie zaskoczyłaś tym płynem z L'Oreala :) kilka dni temu czytałam o nim dwie pozytywne recenzję i chciałam go wypróbować; jeszcze muszę się nad nim zastanowić w takim razie :)

    OdpowiedzUsuń