poniedziałek, 28 września 2015

Naustna armia

Witajcie Kochani!!!

Nadchodzący okres jesienno zimowy dla wielu z nas nie będzie łaskawy. Usta jako iż są wystawione na bezpośrednie działanie czynników zewnętrznych będą przesuszone, spierzchnięte a i żaden kosmetyk kolorowy nie będzie na nich wyglądał dobrze. 

Pielęgnacja tak wrażliwych miejsc nie jest łatwa. W dzisiejszym poście przedstawię Wam parę kosmetyków które według producentów mają nam pomóc w uzyskaniu pięknych i zadbanych ust.


Zaczynajmy:

Na pierwszy rzut pójdą produkty "apteczne". 
-Vichy Aqualia Thermal
-La Roche Posay Cicaplast


Firma Vichy do całej serii Aqualia Thermal dorzuciła również sztyft ochronny. Forma sztyftu bardzo mi się spodobała gdyż jest najbardziej higieniczna i można ją zabrać do torebki, kurtki. Sztyft ma pojemność 4.7 ml i ma za zadanie regenerować suche i popękane usta oraz je koić. Przyznam szczerze, że faktycznie dobrze się spisywał i obietnice producenta w tym przypadku zostały spełnione. W mroźne dni fajnie "otulał" usta delikatna warstwą dzięki czemu miałyśmy pewność, że usta nie popękają (tak jak często w moim przypadku bywało, byle mróz, wiatr i na ustach miałam skorupę). Dodatkowo bardzo przyjemnie pachniał i dawał delikatny, bezbarwny połysk na ustach. Nawilżenie jednak nie było długo trwałe i z chwilą kiedy produkt znikał nam z ust znikało również nawilżenie więc aplikację trzeba było koniecznie ponawiać. Mimo wszystko w przyszłości jak tylko zużyję swoje gigantyczne zapasy z chęcią bym do niego wróciła. Cena to około 10-15 zł i jest dostępny m.in w aptekach.



Kiedy się ma mało czasu i robi się zakupy internetowe w "biegu" można się pomylić i zamiast kremu Cicaplast do twarzy wrzuca się do koszyka Cicaplast ale do ust;)
Kiedy otwierałam paczkę z moim zamówieniem nie kryłam radości że w końcu przetestuje słynny Cicaplast. Jakie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam małą 7.5 ml tubeczkę z aplikatorem;) Zdałam sobie sprawę że popełniłam gafę.
Zabrałam się do testów. Cicaplast jest zamknięty w miękkiej tubce z aplikatorem. Moja aplikacja wyglądała tak, że wyciskałam odrobinę na palec i dopiero później nakładałam na usta. Bezpośrednia aplikacja powodowała, że wokół zatyczki zostawał produkt i wiadomo, co później się tak mogło gromadzić. Do samego działania nie mam żadnych zastrzeżeń. Według producenta balsam miał stanowić barierę na naszych ustach i dodatkowo je naprawiać. Formuła była bardzo gęsta i treściwa i wystarczyła odrobina produktu na całe usta. Świetnie nawilżał i stanowił barierę przed zimnem i wiatrem. Nawilżenie było długotrwałe. Nadawał się jako baza pod pomadki. Był bardzo wydajny, bezzapachowy i nadawał lekki, bezbarwny połysk naszym ustom. Balsam bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i mogę go serdecznie polecić. Cena to około 13 do 18 zł w zależności od miejsca zakupu. 



Od kosmetyków aptecznych przejdźmy do drogeryjnych.


Słynne masełko z Nivea o smaku jagodowym. Marka Nivea wypuściła różne wersje zapachowe/smakowe w metalowych puszeczkach. Przyznam, że niekiedy otwarcie tej puszeczki strasznie mnie irytowało;/ Forma mało higieniczna, więc balsam stosowałam jedynie w domu i to przeważnie na noc. Dzięki przyjemnemu jagodowemu zapachowi używanie tego masełka było przyjemne. Na ustach pozostawiał delikatną różową poświatę i śmiało mógł "robić" jako pomadka do dziennych makijaży. W kwestii nawilżania to niestety nic szczególnego. W skład masełka wchodzi parafia czyli produkt który daje nam złudne uczucie nawilżenia. Rano usta owszem były miękkie i nie spierzchnięte ale wystarczyła chwila aby znów wołały o dawkę jakiegoś smarowidła. Jako fajny gadżet tak, ale jako dobry nawilżacz niestety nie. Jednak wiele dziewczyn bardzo je lubi i chętnie go używa. Ja również lubię to masełko ale powrotu (po wykończeniu) nie planuje. Cena to około 10-14 zł. Ogólnodostępny.



Nivea Vitamin Shake Cranberry& Rapsberry to wspaniałe połączenie które pachnie jak guma mamba malinowa i najchętniej zlizywałabym ją z ust. Ta pomadka ochronna swego czasu biła rekordy popularności i bardzo ciężko było ją dostać. Po wielu próbach udało mi się. Jednak w kwestii nawilżenia niestety nieco się rozczarowałam. Efekt nawilżonych ust nie był spektakularny i często trzeba było ponawiać aplikacje. Dzięki, temu że jest w formie sztyftu można ją było zabierać do torebki i aplikacja nie wymagała lusterka. Na ustach pozostawała, delikatna, różowa poświata. Przyjemnie mi się jej używało ale wymagającym ustom na pewno by nie wystarczyła. Z racji swojego zapachu/smaku i ceny myślę, że w przyszłości chętnie bym po nią sięgnęła. Z Nivea bardzo przypadła mi do gustu pomadka z oliwką i limonką, która pachnie obłędnie i moim zdaniem nawilża nieco lepiej niż Vitamin Shake.



I na koniec produkt również drogeryjny ale wykonany w 100% z naturalnych składników. Burt's Bees z olejkiem z granatu. Firma Burt's Bees słynie z naturalnych kosmetyków i dodatkowo nie testuje na zwierzętach. To się ceni. Tak jak wspomniałam wcześniej pomadka ochronna wykonana jest w 100% z naturalnych składników. Ma za zadanie nawilżać nam usta. Dzięki zawartemu olejkowi faktycznie te usta nawilża i na dodatek efekt jest długotrwały. Pięknie pachnie i nadaje naszym ustom delikatną różową poświatę. Jest bardzo wydajna. Lubię ją używać kiedy wyskakuje mi opryszczka. Szybko pomaga mi się z nią uporać. Nie "leczy jej" ale nawilża świetnie obszar dotknięty zmianą dzięki czemu opryszczka szybciej się goi. Miałam inne wersje zapachowe tej pomadki ale tylko ta z olejkiem z granatu najbardziej mi odpowiada pod względem zarówno nawilżenia jak i smaku. Jej pojemność 4.25g jest ważna 12 miesięcy od otwarcia. Możemy ją dostać m.in w drogeriach Boots za cenę około 4-5 Ł. Często występuje w różnych promocjach i wtedy polecam na nią polować.



Na koniec "ustnego" posta zostawiłam 2 najdroższe produkty. 


-Korres Lip Butter
-Nuxe Reve de Miel

Marka grecka Korres nie była mi dobrze znana aż do momentu kiedy zaopatrzyłam się w ich masełko do ust. Wybrałam odcień Jasmine czyli delikatny róż, który tak nawiasem mówiąc idelanie nadaje się do dziennych makijaży. Ma charakterystyczny zapach, który ciężko mi określić ale osobiście bardzo go lubię. Pojemność 6 g to koszt około 8-10 Ł czyli sporo jak na produkt do ust ale gwarantuje Wam że efekt nawilżenia jest tego wart. Masełko niestety nie jest zbyt higieniczne (choć marka wprowadziła formę sztyftów ale ich nie miałam okazji jeszcze używać) gdyż trzeba "grzebać" w nim paluchami. Ja osobiście używam pędzelka. Masełko jest bardzo gęste i kremowe. Gładko sunie po ustach i "przykleja" się do nich. Stopień intensywności koloru możemy dowolnie stopniować. Ja preferuje delikatnie, jedną warstwę produktu gdyż taka jest wystarczająca. Masełko świetnie nawilża usta. Nie podkreśla suchych skórek i dodatkowo pielęgnuje nam usta. Długo utrzymuje się na ustach ale oczywiście nie przetrwa nam próby podczas posiłku. Nie mam mu nic do zarzucenia. Obecny egzemplarz mam właśnie na wykończeniu. Po zużyciu chętnie zaopatrzę się w wersję Guava gdyż ona najbardziej mnie ciekawi. Serdecznie polecam.



Reve de Miel to jeden z czołowych produktów marki Nuxe. Prawie każdy o nim słyszał i wiele osób go posiada. Ja długo czaiłam się i w końcu kupiłam na promocji. Cena regularna 10 funtów za mały słoiczek nieco mnie zniechęcała ale nadarzyła się okazja więc capnęłam go za funtów 6. Konsystencja bardzo gęsta, zbita. W swoim składzie ma m.in miód który jest wyczuwalny. Mimo to zapach bardzo mi się podoba.
Masełka używam jedynie na noc. I tak. Na początku używania, gdzieś tak do połowy słoiczka nie widziałam żadnych rezultatów. Raz nakładałam cieńszą warstwę, raz grubszą. Codziennie rano budząc się nie widziałam ani mega nawilżenia, ani wypielęgnowanych ust. Głowiłam się nad tym, nad czym Ci ludzie się tak zachwycają. Rozczarowana kiepskim działaniem odstawiłam masełko na dno szafki i zaczęłam używać innych produktów. Jakieś 3 miesiące temu z moimi ustami zaczęło dziać się coś niedobrego. Pękały i to w taki sposób jakby ktoś pociął mi je nożem. Kąciki ust miały najgorzej i najbardziej "cierpiały". Nic nie pomagało. W końcu któregoś dnia wyciągnęłam zapomniane masełko i zaczęłam regularnie stosować. I stał się mały "cud". Usta przeszły metamorfozę. Zajady z dnia na dzień były mniej widoczne, pęknięte usta się regenerowały, suche skórki znikały (plus dodatkowo delikatny peeling), usta nabierały koloru. Nie twierdzę że to zasługa tylko tego masełka bo do poprawy stanu moich ust przyczyniła się też drastyczna zmiana mojej diety ale masełko na pewno pomogło zewnętrznie poradzić sobie z tą "masakrą" którą miałam na ustach. Zwracam mu honor i jak tylko się skończy na pewno kupię kolejne opakowanie:)



Ja oprócz tych przedstawionych w powyższym poście balsamów, masełek, sztyftów mam, stosuję i bardzo lubię również m.in słynny balsam Tisane (zarówno w słoiczku jak i w sztyfcie), jajeczka EOS, które dostałam od siostry ale one ze względu na swoje atrakcyjne opakowanie;) idealnie nadają się do torebki, oraz parę innych, które zapewne kiedyś pojawią się w którymś z denek:)

Uff...wywód długi jak Polska cała:D


Napiszcie jakie są Wasze ulubione produkty do ust?

Ściskam

Justyna

30 komentarzy:

  1. usta to coś z czym ja absolutnie nie mam problemu.. musi być naprawdę ostra zima żeby coś je ruszyło albo długi kontakt z kurzem :D tak czy siak używam masełka Nivea, pomadki Eveline lub wazeliny z Floslek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo w takim razie ci zazdroszczę że nie masz problemu z ustami. U mnie ostatnie miesiące to wieczna walka o ich ładny wygląd;/

      Usuń
  2. Miałam okazję używać masełko z Nivea i szału u mnie nie było . Generalnie mam klika produktów do ust ale nigdy nie pamiętam o ich użyciu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem systematyczna w przeciwnym razie aż wstyd by mi było wyjść z domu;/

      Usuń
  3. Pomadka jest moim MUST HAVE - bez niej nigdzie się nie ruszam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli chodzi o masełka Nivea to najbardziej polubiłam wersję karmelową i macadamia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi tylko jagodowa podeszła pod względem smaku:)

      Usuń
  5. Ja lubię na mrozy ten z Neutrogeny czerwony, ale on też jest wyciskany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja z kolei muszę się mu bliżej przyjrzeć bo praktycznie go nie kojarze;/

      Usuń
  6. Ładna kolekcja :) moim ukochanym jest Carmex. Tuż za nim znajduje się Tisane na równi z serum Eveline. Top 3 zamyka klasyczna Neutrogena :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carmex to jeden z najpopularniejszych mazideł do ust a ja przyznam się że w swojej kolekcji miałam jedynie carmex w formie wykręcanego i barwionego sztyftu. Tradycyjnego słoiczka nigdy nie miałam okazji testować;)

      Usuń
  7. Ciekawią mnie dwie ostatnie propozycje, ale nie lubię tego typu aplikacji.
    Miałam pomadkę Nivea Shake Vitamin i uważam, że była jedną z lepszych Nivea pomadką ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie z kolei nie za bardzo się sprawdziła choć tak jak napisałam nie była zła ale szału niestety też nie robiła. Forma słoiczku niestety nie jest zbyt higieniczna ale stosuje te produkty przeważnie na noc więc nie jest to aż tak uciążliwe;)

      Usuń
  8. Widzę, że temat pielęgnacji ust zdecydowanie nie jest Ci obcy :) Ja mam ogromną słabość do wszelkich masełek, więc do moich ulubieńców zaliczam prezentowane przez Ciebie Nuxe, Korres i Nivea (ale w wersji toffi). Poza tym bardzo chętnie sięgam po Tisane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie jest tym bardziej że przez ostatnie miesiące mam z nimi urwanie parasola i tak na prawdę jedynie Nuxe daje radę ale niestety już się kończy;/

      Usuń
  9. Bardzo lubię te masełka oraz pomadki Nivea ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od masełek z Nivea zdecydowanie bardziej sprawdzają się u mnie ich sztyfty a w szczególności ten z oliwką i cytryną;)

      Usuń
  10. ładna kolekcja :) miałam podobne do tego masełka Nivea, produkt z Bielendy o malinowym smaku i całkiem fajny był. Aczkolwiek teraz myślę o jakimś sztyfcie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi powoli wszystkie słoiczki zaczynają się kończyć i też mam zamiar zaopatrzeć się w jakieś sztyfty, aby łatwiej było je zabierać ze sobą.Na szczęście siostra zaopatrzyła mnie w zapas jajeczek EOS więc na jakiś czas mam jeszcze spokój:)

      Usuń
  11. Znam większość z nich bo pielęgnacja ust to mój konik i zużywam ją bardzo szybko;) teraz mam masełko nivea, ale kokosowe i mi pasuje, sie miałam kiedyś klasyczne i było słabe więc moze zależy od wersji. Nuxe i LRP mnie nie zachwyciły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście nigdy szczególnej wagi nie przywiązywałam do ust aż do momentu jak zaczeły mi się problemy z moimi ustami.

      Usuń
  12. U mnie standardowo znajduje się Tisane i dwie pomadki Nivea - ukochana różana i ta, którą Ty masz :-) Wszystkie produkty bardzo lubię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tisane też bardzo lubię. Tani a dobry. Teraz muszę poprosić siostrę aby kupiła mi ze dwa opakowania:)

      Usuń
  13. Używałam kiedyś to masełko z Nivea, jednak jestem wierna produktowi z Tisane, no i słyszałam że pomadka z Alterry, mimo że tania, to jest bardzo dobra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też słyszałam że pomadka Alterry jest dobra ale jak jestem w PL i chce ją kupić ona zawsze jest wyprzedana;/

      Usuń
  14. Odpowiedzi
    1. Ja również:) Większość się u mnie sprawdza:)

      Usuń
  15. Uwielbiam kosmetyki marki Korres!Świetne są róweż żele, masełka i balsamy do ciała:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z Korres bardzo lubię jeszcze mydła które pielęgnują skórę i pięknie pachną (szczególnie rumiankowe). Balsamy są fajne ale ich zapachy mi nie podchodzą;/

      Usuń