Nowy stojak na biżuterię...

Witajcie Kochane!!!

Dziś chciałabym Wam pokazać swoją nową zdobycz jaką jest stojak na biżuterię.
Gdy tylko go ujrzałam wiedziałam, że będzie mój:)


Kupiłam go za niewielkie pieniążki (2 funty).
W domu wyczyściłam i zabrałam się do przenoszenia swoich świecidełek (na zdjęciu znajduję się tylko parę drobiazgów, z czasem mam nadzieję jeszcze bardziej go zapełnić). 
Stojak jest niezwykle praktyczny i dość wysoki.


U spodu mamy małego ptaszka:)


Sam stojak można gdzieś zawiesić a jego górna, siatkowana część świetnie sprawdzi się w przypadku kolczyków "wkrętek". Teraz w końcu nie będę ich gubiła.


Na boczne haczyki można zawiesić dłuższe łańcuszki lub bransoletki.


Pomoc zawsze mile widziana;)



Jestem niezwykle z niego zadowolona. Na początku przeszkadzał mi czarny kolor. Teraz już się przyzwyczaiłam i w sumie jest spoko. Gdyby był np. biały wszystko mogłoby w nim "ginąć" a tak przynajmniej wszystko będzie bardziej widoczne.


A jak Wam podoba się stojak?
Jestem ciekawa jak "mieszka" Wasza biżuteria?

Pozdrawiam serdecznie i życzę słonecznego dnia.
Kokos

środa, 13 marca 2013

Czytaj dalej » 22

Pharmaceris H- Nutrimelin. Aktywny szampon regenerujący do włosów suchych.

Witajcie!!!

Szampon o którym dzisiaj będzie mowa nie jest przeznaczony tak na prawdę do moich włosów. W sumie to wogóle  nie powinnam go używać.
Moje włosy nie są suche ani nie są zniszczone zabiegami fryzjerskimi a mimo to szampon stał się dla mnie ulubieńcem i na dzień dzisiejszy (chociaż dobijam już dna) wiem, że nie będzie to moja ostatnia buteleczka.


Co o produkcie mówi nam producent:


Opakowanie:
Tradycyjna buteleczka, bardzo wygodna w użyciu. Ze względu na jej przezroczystości widzimy ile produktu zostało nam do końca. Dodatkowo płaska zatyczka umożliwia nam postawienie buteleczki "do góry nogami" tak aby pod koniec można było zużyć resztki szamponu.


Zapach:
Bardzo przyjemny. Oczywiście jest to kwestia gustu. Mi osobiście przypomina miód (w swym składzie posiada ekstrakt z miodu) w połączeniu z cytryną.

Konsystencja:
Idealnie kremowa. Barwa jasno żółta. Świetnie się pieni i nawet niewielka ilość wystarcza na umycie moich długich włosów (do pasa).


Moja opinia:
Jakbym miała ten szampon określić jednym słowem było by to: "rewelacja" choć czytając opinie na wizażu zauważyłam, że szampon ten ma zarówno wielu zwolenników jak i przeciwników. Zdecydowanie zaliczam się do tej pierwszej grupy:)
Szampon kupiłam pod wpływem czystej babskiej ciekawości na allegro (ponieważ u mnie w żadnym sklepie ani aptece szamponów tej firmy nie było). 
Dlaczego wybrałam właśnie ten skoro opis nie odpowiada zupełnie moim włosom?
Sama nie wiem. Zobaczyłam, kupiłam i już.
Producent zaleca nam aby nanieść szampon na mokre włosy i pozostawić go na nich na około 1-2 minuty. Przyznam szczerze, że nie dostosowałam się do tego zalecenia. Nakładałam, kiedy natomiast utworzyła się dostateczna ilość piany po prostu go spłukiwałam.
Włosy po umyciu były niezwykle delikatne i miękkie. Zero problemów z rozczesywaniem nawet wtedy kiedy zapomniałam nałożyć odżywkę. Szampon nie obciążył włosów ani ich nie przetłuścił. Ukoił również swędzącą skórę głowy.
Zapach utrzymywał się we włosach praktycznie do następnego mycia (około 1-3 dni).
Zauważyłam też, że przy regularnym stosowaniu włosy stały się niesamowicie miękkie i nawilżone. O naturalnym blasku też należy wspomnieć. 
Włosy faktycznie zaczęły się lepiej układać i stały się bardziej podatne na różne zabiegi. 
Dodatkowym plusem jest również wydajność. Cała tak buteleczka starczyła mi na około 3 miesiące użytkowania co 1-2 dzień. Wystarczy doprawdy niewielka ilość na umycie włosów.
Czy poprawiła się struktura włosa?
Ciężko mi to stwierdzić jednak to co wiem na pewno to fakt, że moje włosy bardzo się z tym szamponem polubiły a ja wiem, że w przyszłości na pewno będę do niego wracać. 
Z tej serii widziałam również odżywkę którą na pewno kupię przy najbliższej wizycie w PL.

Skład: 


Dane ogólne:
Cena: około 20-25 zł
Pojemność: 250 ml
Termin ważności od otwarcia: 12 miesięcy
Dostępność: apteki, allegro itp...
Przeznaczenie: włosy suche, zniszczone zabiegami fryzjerskimi i chemicznymi.


Podsumowując:
Nie wiem co mogłabym mu zarzucić. Jest po prostu dla mnie najlepszy i z chęcią będę go polecała.

Ściskam mocno i życzę udanej niedzieli:*
Kokos

niedziela, 10 marca 2013

Czytaj dalej » 17

Spóźnione denko lutego.

Witajcie Kochane!!!

Luty już dawno za nami (na szczęście) a u mnie dopiero denko. Niestety ostatnimi czasy nie miałam zbyt wiele czasu (dlatego mam takie opóźnienia) a na dodatek byłam tydzień w Polsce. 
Z tego też miejsca pragnę serdecznie podziękować dwóm blogerkom:

Agacie KLIK
Oli KLIK

                                                                    za WSZYSTKO.
Dziewczyny jesteście wspaniałe. Dziękuję Wam za przemiły kontakt i wymiankę. Mam nadzieję, że kosmetyki, które Wam wysłałam będą Wam dobrze służyły a nasza wymianka nie będzie ostatnią. Polecam się na przyszłość:)
Oczywiście dziękuję Wam za wasze paczki, które były dla mnie nie lada zaskoczeniem. Kosmetyki przez Was wysłane starczą mi na chyba rok a ja mam nadzieję, że czas pozwoli mi na ich testowanie i oczywiście recenzowanie. 
Jeszcze raz dziękuję:*

A przechodząc do sedna sprawy przedstawiam Wam moich spóźnialskich:




1. Calvin Klein Euphoria. Jeden z najsłynniejszych zapachów i mój ulubieniec. Kocham, uwielbiam...
Czy kupię ponownie: oczywiście, że tak.
2. Giorgio Armani Acqua di Gioja. Odkupiłam ją od znajomego. Gdyby nie atrakcyjna cena pewnie bym na nią nawet nie zerkneła. Teraz wiem, że zapach jest naprawdę piękny i jeżeli będę miała okazję znów kupić go po takiej cenie na pewno to zrobię.


3. NIP + FAB. Masełko do ciała kokos i latte. Niesamowity produkt spełniający wszystkie zadania. Ogromny plus za szybkie wchłanianie.
Czy kupię ponownie: Zdecydowanie tak, jedynie skuszę się na inny zapach.
4. Bielenda. Masło do ciała kasztanowe. Pisałam o nim tutaj KLIK.
Czy kupię ponownie: raczej nie.


5. Radox żel pod prysznic z limitowanej serii. Pisałam o nim tutaj KLIK.
Czy kupię go ponownie? Już mam zrobiony nie mały zapas tego żelu;)
6. Palmolive Aroma Therapy. Świetny, odświeżający żel. Idealny na lato i nie tylko.
Czy kupię go ponownie? Zapewne bym go kupiła ale niestety już nie widzę go na sklepowych półkach.
7. Ziaja mydło pod prysznic oliwkowe. Przyzwoity żel jak za taką cenę.
Czy kupię go ponownie? Jak tylko zużyję swoje gigantyczne zapasy w przyszłości na pewno skuszę się na inną wersję zapachową.


8. Imperial Leather mydełko do rąk. Zawsze do niego wracam ze względu na cudowny zapach. Poza tym robi to co mydło powinno robić więc czego chcieć więcej.
9. Ziaja Intima płyn do higieny intymnej konwalia. Kupiony z czystej ciekawości okazał się dobrym zastępcą Lactacyd-u. Poza tym jest wydajny i tani.
Czy kupię go ponownie? Zapewne tak, tylko wybiorę inną wersję zapachową.


10. Vichy woda termalna. Mała miniaturka dołączona była do pianki vichy. Wodę termalną uwielbiam a ta spisywała się na 5.
Czy kupię ponownie? Zdecydowanie tak.
11. Clarins żel do mycia twarzy. Znalazł się on w ulubieńcach roku. Jego recenzję mam nadzieję już w niedługim czasie opublikować.
Czy kupię go ponownie? Jak tylko zużyję swoje zapasy zdecydowanie tak.
12. Mac Fix+. Pisałam o niej tutaj KLIK. Jako produkt utrwalający niestety się nie sprawdziła za to pod makijaż okazała się niezastąpiona. Pudełeczko zachowuję aby później wymienić na dowolną pomadkę.
Czy kupię ją ponownie? Nie wiem.
13. Johnson's płatki do zmywania makijażu. Pisałam o nich tutaj KLIK.
Czy kupię ponownie? Nigdy, przenigdy.


14. Dove maska intensywnie regenerująca do włosów. Pisałam o niej tutaj KLIK.
Czy kupię ponownie? Tak.
15. Dove antyperspirant. Jeden z moich ulubieńców od lat.
Czy kupie ponownie? Mam już zapas:)


16. Avon SuperShock kredka do oczu. A raczej jej kikucik. Najlepsza kredka jaką miałam. Zapasy są już zrobione:)


17. Kerastase. Mała próbka maseczki. Nie polecam. Jest tragiczna a jej oryginalna cena jest kosmiczna.
18. Pampers chusteczki dla dzieci u mnie sprawdzają się przy makijażu. Godne polecenia.
19. Alterra mydełko. Pisałam o nim tutaj KLIK.
20. Korres mydełko rumiankowe. O nim już wkrótce.
21. L'occitane malutkie mydełko. Coraz bardziej zaczynam lubieć tą firmę. Mydełko choć malutkie spisywało się na medal.

Dobrnęłam do końca. Uff...
Jestem ciekawa czy któraś z Was używała któregoś z powyższych kosmetyków?
Jeśli tak chętnie poczytam Wasze opinie.
Kończąc życzę Wam przyjemnego wieczorku a ja uciekam nadrobić zaległości w czytaniu Waszych postów.
Buziaki...

sobota, 9 marca 2013

Czytaj dalej » 16

Trzy nudziaki od Lily Lolo.

Witajcie Kochane!!!

Podczas ostatnich zakupów kosmetycznych, pokazywałam Wam zestaw 3 błyszczyków z Lily Lolo, które to udało mi się kupić na dużej promocji. Cena w Polsce takie zestawu to koszt około 105 zł. Ja za swój zestaw (łącznie z przesyłką) zapłaciłam 15 funtów. Dodam tylko że ten zestaw zamawiałam z angielskiej strony KLIK. Niestety na chwilę obecną zestaw ten już w promocji nie jest. Szczególną uwagę muszę zwrócić również na czas realizacji zamówienia. Błyszczyk zakupiłam we wtorek około 16 a następnego dnia zestaw już u mnie był. Jeszcze nigdy przesyłka tak szybko do mnie nie przyszła. 
Jak widać firma Lily Lolo dba o klientów za co dostają już na wstępie plusika:)


Przejdźmy jednak do naszego zestawu:



W skład całego zestawu wchodzą 3 błyszczyki. Każdy ma 6 ml pojemności.
Od lewej: Peachy Keen, Whisper, Clear.
Pechy Keen jest to jedyny błyszczyk, który posiada w sobie maleńkie srebrno- złote drobinki, które są bardzo drobno zmielone. Na ustach tworzy delikatny kolor, a główną rolę grają drobinki.
Whisper to mój faworyt. Idealny nudziak. Dodatkowo możemy budować nim kolor dodając kolejne warstwy. Pięknie prezentuje się na ustach. Wpada bardziej w przygaszone różowe tony. Jest po prostu idealny. Długo szukałam właśnie takiego kolor.
Clear choć jak nazwa wskazuje bezbarwny nie jest. Również daje delikatny kolor. Za to go lubię. Po nałożeniu większej ilości na usta również możemy stopniować jego intensywność.



Opakowanie:
Błyszczyki z racji swojej gramatury idealnie pasują do mniejszych torebek. Bardzo podoba mi się ich aplikator. Standardowy. Idealnie dozuje ilość produktu na usta.



Konsystencja:
Hmm... błyszczykowa bym rzekła:) Na pewno nie jest to klejąca formuła więc nie musimy się obawiać sklejonych ust.

Zapach:
Producent określa zapach jako czekoladowy i mogę się z nim w 100% zgodzić. Na pewno jest to przyjemny zapach.


Moja opinia:
Jak wiadomo wszystko co nude bardzo lubię. Nie przepadam za szalonymi, intensywnymi różami, czerwieniami z racji tego iż moje zęby nie są śnieżno białe. Poza tym źle się czuję z takimi kolorami na ustach. Tak jak lubię żywe kolorki na paznokciach tak na ustach unikam ich jak ognia.
Dlatego też kiedy ujrzałam ten zestaw pomyślałam, że to będzie mój strzał w 10. I tak też jest.
Wszystkie błyszczyki bardzo mi się podobają, jednak faworytem jest Whisper. Coś po prostu idealnego dla mnie.
Błyszczyki w swym składzie zawierają witaminę E oraz organiczny olejek jojoba, który ma je pielęgnować. Kiedy moje usta były w nienagannym stanie faktycznie wszystko było ok. Teraz jednak są dość mocno przesuszone i niestety błyszczyk nie jest dla nich wystarczająco nawilżający. Nie klei się jednak, więc nie musimy się obawiać sklejonych ust i włosów do nich po przyklejanych.
Błyszczyki nie są super trwałe. Schodzą z ust równomiernie. Nie zbierają się w kącikach ani nie ważą co jest dla mnie naprawdę bardzo ważne. Nie muszę się martwić, że moje usta będą wyglądać nie estetycznie.
Ich zastosowanie jest uniwersalne. Pasują tak naprawdę do każdego makijażu jak i również solo. Pięknie podkreślają usta, nadając im blask.
Dodatkowo dodam, że są bardzo wydajne, więc zestaw 3 błyszczyków starczy mi na "całe wieki" :D
Duży plus dla firmy za to że ich kosmetyki nie są testowane na zwierzakach.


Minusy:
Jedynym minusem moim zdaniem może być jednak cena. Mimo wszystko 40 zł za błyszczyk to jednak dość sporo. Jednak cena przekłada się do jakości i często można je znaleść w takiej promocji w jakiej znalazłam ja. (mówię tutaj o promocjach jakie są na ich angielskiej stronie, niestety nie wiem jak się sprawa ma jeżeli chodzi o stronę Polską )

Dane dotyczące produktu:
Cena: za cały zestaw 15 funtów, cena Polska to około 105 zł
Cena za 1 pełnowymiarowy błyszczyk (6 g) to 39.90 zł
Pojemność: 6 ml
Data przydatności od otwarcia: 12 miesięcy
Dostępność: z tego co się orientuję to jedynie internet.

Podsumowując:
Gorąco polecam je dla wszystkich, nie tylko tym którzy lubią kolory nude. Firma w swej ofercie ma również inne kolorki i każdy znajdzie coś dla siebie. 

Kończąc swą recenzję życzę Wam miłego i spokojnego dnia.
Wasz
Kokos

środa, 20 lutego 2013

Czytaj dalej » 24

Dove intensywnie regenerująca maska do włosów zniszczonych.

Witajcie Kochane!!!

Dzisiaj kolej przyszła na recenzję kolejnego ulubieńca roku 2012. Maseczka ta okazała się tak dobra, że znalazła się w gronie jednych z najlepszych.
Chętnych jak zwykle gorąco zapraszam do lektury.


Maseczkę kupiłam z czystej ciekawości. Ot tak. W tym okresie była promocja na wszystkie kosmetyki pielęgnacyjne do włosów tej marki więc pomyślałam "czemu nie". Teraz zakupu nie żałuję i cieszę się że odkryłam małą perełkę.

Opakowanie:
To jak widać na zdjęciu odkręcany słoiczek. Na początku użytkowania było wszystko ok. Niestety kiedy maska już zaczęła powoli dobijać dna wydobycie jej było nieco kłopotliwe ale też nie niemożliwe. Większych zastrzeżeń brak:)



Zapach:
Bardzo charakterystyczny dla tej serii. Zapach jak wiadomo jest kwestią gustu. Mnie osobiście nie przeszkadzał.

Konsystencja:
Gęsta, treściwa. Jak widać na załączonym zdjęciu sam kolor maski jest biały ale w słońcu zauważyć można "białą perłę". 


Moja opinia:
Co mogę o niej powiedzieć?
Same plusy.
Maska przez swoją gęstą konsystencję świetnie rozprowadza się na włosach i się z nich nie ześlizguje. Włosy po umyciu były niezwykle gładkie i błyszczące (to za sprawą silikonów które zapewne znajdują się w składzie).Osobiście nie przeszkadza mi jej skład i nie jestem zwariowana na punkcie tylko naturalnych składników. Nie było najmniejszego problemu z ich rozczesaniem.
Jest niezwykle wydajna. Wystarcza doprawdy niewielka ilość aby pokryć całe włosy. 
Jedno takie opakowanie starczyło mi na nieco ponad 3 miesiące a stosowałam ją co drugie mycie. 
Po zużyciu całego opakowania mogę stwierdzić, że obietnice producenta zostały spełnione. 
Włosy są lśniące i zdrowsze. Na pewno poprawiła się struktura włosa. Są mocniejsze i przede wszystkim po umyciu i wysuszeniu niesamowicie się błyszczą. Maska nie obciąża włosów za co przyznaję jej plus.
Jedyne do czego mogę się doczepić to opakowanie ale patrząc na jej właściwości puszczam tę uwagę mimo uszu;)


Szczegóły:
Cena: w promocji to nawet mniej niż 2 funty, cena regularna (o ile się nie mylę) to około 3-4 funty.
Dostępność: praktycznie każda drogeria
Pojemność: 200 ml
Termin ważności od otwarcia: 12 miesięcy


Serdecznie polecam ją każdemu kto ma suche i zniszczone włosy oraz problemy z rozczesywaniem. Maska to same plusy. 

A czy Wy miałyście okazję ją testować?
Jeśli tak chętnie poczytam co Wy macie do powiedzenia na jej temat.

Spokojnego wieczorku
Wasz
Kokos

czwartek, 14 lutego 2013

Czytaj dalej » 7

Bielenda. Kasztan. Masło do ciała przeciw podrażnieniom i pękającym naczynkom.

Witajcie Kochane!!!

Z lekkim opóźnieniem ale już dziś wracam z kolejną recenzją.
Dziś mowa będzie o masełku kasztanowym do ciała z Bielendy, które to dostałam od kochanej Basi czyli Dusiołka. Kochana jeszcze raz serdecznie Ci za nie dziękuję.
Na chwilę obecną masełko dobiło już dna więc tym bardziej recenzja jest wskazana. 
Żeby nie przedłużać zaczynajmy. Zapraszam do lektury.


Tradycyjnie zacznę od opakowania:
Masełko zabezpieczone jest dodatkowo kartonową osłonką, która zawiera wszelkie dodatkowe informacje. Wersja tego opakowania jest stara. Teraz firma bielenda zmieniła nieco szatę graficzną. Samo masełko znajduję się w plastikowym słoiczku, a samo jego wydobycie nie sprawia żadnego większego kłopotu. 
Po odkręceniu wieczka zobaczymy dodatkową ochronę w postaci celafonowego wieczka. 
Wielki plus dla firmy za dopracowane szczegóły.



Zapach:
Poprosiłam Basię o tą wersję ponieważ, kiedy jeszcze byłam dzieckiem bardzo lubiłam zapach właśnie tej serii. Niestety. Zmieniła się i konsystencja i sam zapach. Nie pachnie już tak jak dawniej ale też zapach nie jest najgorszy. Mimo wszystko właśnie ze względu na ten zapach najprawdopodobniej już do niego nie wrócę.

Skład:


Konsystencja:
Typowo budyniowa daleko odbiega od tradycyjnego "masła".



Parę słów od producenta:


Moja opinia:
Przyznam szczerze, że oczekiwania miałam dość spore, szczególnie jeżeli chodziło o zapach. Na zapachu jednak nieco się zawiodłam. 
Producent obiecuje nam, że podczas stosowania tego masełka nasze pęknięte naczynka będą mniej widoczne. Co prawda większych problemów z pękniętymi naczynkami nie mam ale niestety parę ich jest w okolicach ud. Po zużyciu całego opakowania stwierdzam, że niestety produkt nie poradził sobie z nimi. Czy je uszczelnił? Trudno mi powiedzieć. Na pewno nie zrobił większej "krzywdy" a i nowe pajączki się nie pojawiły. Plusik więc na korzyść masła.
Co może przemawiać na jego plus. Przede wszystkim efekt nawilżenia. Moja skóra jest normalna i nie potrzebuję mega nawilżenia więc to masełko super sobie poradziło z jej nawilżeniem. Sama aplikacja jest bardzo przyjemna. Masełko dobrze się rozprowadza jednak po aplikacji na skórze pozostaje tłusta warstewka. Dla efektu nawilżenia jestem jednak w stanie na to oko przymknąć;) Skóra jest miękka i wygładzona i tak naprawdę to dla mnie jest ważne.
Dużo osób narzeka na jego wydajność. Ja odnośnie tego nie ma zastrzeżeń. Wystarczyło mi na około 2 miesiące prawie codziennego użycia więc jest całkiem ok moim zdaniem.


Podsumowując:
Masełko oceniam na 4. Niestety punkty muszę odjąć za zapach i za tą tłustą warstewkę. Poza tym nie mogę się doczepić do niczego więcej. Nie kupię go ponownie bo już mam upatrzone 2 inne produkty do pielęgnacji, które od dłuższego czasu mam zamiar przetestować i które kuszą mnie niezmiernie;)
W przyszłości podejrzewam, że skuszę się jeszcze na jakieś inne masełka tylko w innej wersji zapachowej.

A czy Wy używałyście tego masełka lub może innej wersji zapachowej?
Co o nim myślicie?

środa, 13 lutego 2013

Czytaj dalej » 9

Ot tak...na koniec tygodnia...

Dobry wieczór Kochane!!!

Dziś post na szybko. 
Cieszę się, że ten tydzień dobiega końca. Był długi i ciągnął się niemiłosiernie. Mam nadzieję, że nadchodzący będzie o wiele lepszy.
Żeby zakończyć go dobrze, moim zdaniem nie ma nic lepszego niż pyszna, gorąca herbata z czarną porzeczką i coś na ząb, a żeby nie było aż tak bardzo kalorycznie;) zamieniłam słodkości na 2 soczyste brzoskwinki. Pychota:D


A już jutro wracam z recenzjami.

A jak Wy spędzacie zimowe wieczory?

niedziela, 10 lutego 2013

Czytaj dalej » 2

Pączusie :D

Witajcie Kochane!!!

Dziś Tłusty Czwartek a w moim brzuchu znalazły się już 2 pączki:)
Do polskich pączków jeszcze im daleko ale "jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma".
Zostało mi ich jeszcze 3 ale ja więcej już dziś nie zmieszczę.
Chętnych zapraszam na kubek przepysznej kawusi i pączusia.


Udanego dnia i brzucha pełnego pyszności życzę Wszystkim i każdemu z osobna:)
Wasz
Kokos

czwartek, 7 lutego 2013

Czytaj dalej » 10

Pierwszy bubel tego roku.

Witajcie Kochane!!!

Był czas na pierwsze denko roku, teraz czas na pierwszego bubla.
Dziś mowa będzie o płatkach do demakijażu oczu z firmy Johnson's Face Care.


Płatki te kupiłam na promocji w Tesco za 2 funty. Cały jeden dział przeznaczony był na ich promocję. Skuszona świetnie się zapowiadającymi płatkami kupiłam je w celu przetestowania.
Po kolei przedstawię Wam co i jak.

Opakowanie:
Bardzo poręczne. Płatki dodatkowo zabezpieczone są ochronną folią, która zapobiega ich wysychaniu. Dzięki temu mamy pewność, że płatki dłużej pozostaną wilgotne. Jedno opakowanie zawiera 30 płatków.


Zapach:
Dla mnie bardzo miły, delikatny i subtelny. Nie jest drażniący a to już wielki plus.

Parę słów od producenta:


Jak widać powyżej producent zapewnia nas o samych zaletach produktu (trudno żeby było inaczej;))

Kształt:
Płatki mają okrągły kształt. Są duże przez co fajnie nadają się właśnie do demakijażu. Dodatkowo są niezwykle miękkie więc nawet kiedy ściągałam je z oczu po demakijażu nie podrażniły mojej mega wrażliwej skóry wokół oczu. Nie pozostawiały również żadnej tłustej powłoczki.



Moja opinia:
Skoro do tej pory podałam same zalety tego produktu dlaczego określiłam go mianem bubla?
A no właśnie.
Wszystko zapowiadało się świetnie. Płyn, którym nasączone są płatki o dziwo również mnie nie uczulił, więc co jest z nimi nie tak?
Nie dają sobie rady z jakimkolwiek makijażem. Zamiast go po prostu usunąć rozmazują go po całym oku. Nie ma mowy o usunięciu zwykłej maskary (nie wspomnę już o eyelinerze czy kredce) a producent obiecuje nam, że płatki potrafią zmyć nawet wodoodporną maskarę. Co za bzdura. Powiem więcej. Płatki nawet z cieniami sobie nie poradziły. Perłowe cienie (a dokładniej drobinki) były również rozmazane po całej twarzy. Koszmar pod każdym względem.
Nie pozostaje mi nic innego jak po prostu zużyć je do demakijażu buzi.
Na prawdę nie warto wydawać na nie nawet 1 funta a z tego co pamiętam ich regularna cena to ponad 3 funty. Dodatkowo nie jest to wydajny produkt. Na jeden demakijaż zużywałam 2 płatki więc takie jedno opakowanie starczy mi na 15 dni nieco ponad 2 tygodnie. 
Wolę pozostać przy swoich micelach.
Na pewno nigdy więcej do nich nie wrócę. 

Dla ciekawskich podam jeszcze skład:


Cena: 2 funty w promocji
Dostępność: praktycznie wszystkie drogerie
Ilość sztuk w opakowaniu: 30

Ku przestrodze.
Omijajcie je szerokim łukiem.

Pozdrawiam i ściskam 
Wasz
Kokos

poniedziałek, 4 lutego 2013

Czytaj dalej » 10