Moja kolekcja pędzli do makijażu Samanty Chapman Real Techniques.

Witajcie Kochane!!!

Po paru miesiącach użytkowania w końcu przyszedł czas na bliższą recenzję.
Na wstępie już powiem, że postawiłam pędzlom wysoką poprzeczkę. 
Niestety.
Niektóre z nich tejże poprzeczki nie zdołały przeskoczyć.

A więc (zdania od a więc się nie zaczyna;)) zaczynajmy:


Zacznę może od pędzla do różu. O nim samym pisałam tutaj KLIK. Wszystkich chętnych zapraszam na jego recenzję. Zdanie nieco zmieniłam.
Tutaj tylko parę jego zdjęć po niecałym roku użytkowania.



Jak widać pędzel "trzyma" się dobrze. Niestety w swojej funkcji czyli jako pędzel do różu na dzień dzisiejszy już się nie sprawdza. Używam go do omiatania twarzy lub do pudru. Jak dla mnie do różu mimo wszystko jest za duży.





Powder Brush
Pędzel ten kupiłam w osobnym opakowaniu. Zawsze marzyłam o takim puchaczu.
Jak sama nazwa wskazuje pędzel przeznaczony jest do pudru i w tej funkcji świetnie się sprawuje. 
Odkąd go kupiłam nie zgubił jeszcze ani jednego włosa. Przy praniu nie odbarwił się i przede wszystkim jest łatwy w pielęgnacji. Mimo iż jest zbity bardzo szybko wysycha. 
Dzięki temu, że jego "nóżka" jest szeroka można go również postawić. W "ekstremalnych" warunkach zastępuje również pędzel do bronzera. Idealnie również nadaje się do rozcierania granic. Po prostu ideał;)
Tak na prawdę nie mam mu nic do zarzucenia. Jest to jeden z najlepszych pędzli Sam i z czystym sumieniem mogę go polecić każdemu.






Starter Set
Zestaw w którego skład wchodzą pędzle przeznaczone o makijażu oczu. Liczą sztuk 5. Są lekkie i idealnie leżą w dłoni. 
Zestaw jest zapakowany w plastikowe pudełko. Wszelkie dodatkowe informacje umieszczone są z obu stron i w łatwy sposób możemy się dowiedzieć który pędzel do czego służy. 
Czarne etui świetnie sprawdza się w podróży. Dzięki gumkom mamy pewność, że pędzle nie wysypią się nam podczas podróży.
Etui służyć nam może również na co dzień, ponieważ możemy z niego zrobić w prosty sposób stojak (widać to na pierwszym zdjęciu).
Dodam, że pędzle są wykonane z syntetycznego włosia co ułatwia ich pielęgnację.

Przechodząc do prezentacji:




Pixel- Point Eyeliner Brush
Czyli pędzel do eyelinera. 
Czy sprawdza się w tej roli?
Niestety nie.
Zobaczcie tylko jak grube kreski nim wychodzą;/ Jeżeli chcemy zrobić precyzyjną, cienką kreskę jest to prawie nie możliwe. Nawet gdybym nie naciskała nim mocno na powiekę i tak kreska jest po prostu za gruba. Nie wygląda to ciekawie na oku. Pędzel więc leży nie używany.



Base Shadow Brush
Pędzel języczkowy. Spisuję się na 5 zarówno podczas aplikacji cieni sypkich i/lub na mokro jak i kremowych. 
Wad nie zauważyłam.



Brow Brush
Najlepszy pędzel do brwi jaki miałam. Idealnie można nim wykonać makijaż brwi. Jest idealnie ścięty i perfekcyjnie można nim wypełnić brwi. Pojedyncze włoski po bokach nie odkształcają się ani nie wyginają co moim zdaniem jest wielką zaletą.



Accent Brush
Bardzo malutki i precyzyjny pędzel. Świetnie sprawdza się przy zaznaczaniu wewnętrznego kącika oka. Ja osobiście używałam go również do roztarcia kreski na górnej powiece.



Deluxe Crease Brush
Wielofunkcyjny pędzelek.
Do rozcierania cieni może być nieco za duży szczególnie w przypadku jeżeli ktoś ma bardzo małe oczy. Parę razy aplikowałam nim cienie na mokro lub w kremie. Przy zaznaczaniu załamania sprawdził się idealnie (tutaj zaznaczam, że moje oczy nie są szczególnie małe). Najczęściej używałam go jednak przy aplikowaniu korektora pod oczy. Nie robił smug. Dzięki swojemu kształtowi docierał w najmniejsze zakamarki. Teraz nieco o nim zapomniałam i korektor aplikuję palcem. Ta metoda chyba jednak jest mimo wszystko najlepsza.

Podsumowując zestaw Starter Set.
W całym tym zestawie mam tylko zastrzeżenia do pędzelka do eyelinera. Pozostałe są dobre i pełnią swoje funkcję jak należy. 
Dodam jeszcze, że odkąd mam ten zestaw z ani jednego pędzla nie wyleciał ani jeden włos. Pędzle świetnie się myją i szybko schną. 

Teraz kolej na zestaw numer 2 czyli:
Core Collection




W skład tego zestawu wchodzą już tylko 4 pędzle i są przeznaczone do makijażu twarzy i ust. Podobnie jak w przypadku Starter Set i ten zestaw posiada czarne etui (przydatne w podróży) z którego również można zrobić wygodny stojak. Osobiście swoje pędzle trzymam w  kubku więc nie korzystam z tego rozwiązania. Pędzle w tym zestawie mają złote rączki. Włosie jest równie syntetyczne co w zestawie powyżej. Pielęgnacja jest łatwa, prosta i przyjemna. Włosie syntetyczne schnie o wiele szybciej niż włosie naturalne. 
Podoba mi się to, że na plastikowym opakowaniu można znaleźć wszystkie niezbędne informacje dotyczące poszczególnych pędzli.
Dodam jeszcze, że daję wielki plus dla Sam i ludzi którzy tworzą te pędzle za to, że na każdym pędzlu znajduje się ich nazwa, która pomimo upływu czasu nie ściera się.

Na pierwszy ogień pójdzie?




Contour Brush
Wielofunkcyjny pędzel. Przeznaczony jest do konturowania twarzy więc sprawdza się dobrze podczas aplikowania różu, bronzera, rozświetlacza. Używałam go również do zagruntowania korektora. Przez precyzyjnie wyprofilowane włosie i mały kształt łatwo dociera w trudno dostępne miejsca np. skrzydełka nosa. Wieki plus dla niego.




Pointed Foundation Brush
Największa klapa tego zestawu. Dlaczego?
Po pierwsze. Jest bardzo mały i podczas aplikacji płynnego podkładu nieźle musimy się namachać aby pokryć całą twarz. 
Po drugie. Nie wiem czy tylko mi trafił się tak "wygięty" egzemplarz czy to standard;/
Pędzla więc do podkładu nie używam jednak sprawdził się jako pędzel do maseczek. Nie poszedł więc na straty. 



Buffing Brush
Mój faworyt i ulubieniec. Świetnie sprawdza się w aplikacji podkładu płynnego jak i np. mineralnego. Idealnie wyprofilowany. Niestety jak widać na załączonym zdjęciu nie chce się doprać. Nie wpływa to jednak na jego działanie. 



Detailer Brush
Wiele dziewczyn uznało ten pędzel jako najlepszy do aplikacji pomadki na usta. I ja dołączam się do tej opinii. Mały, precyzyjny. Świetnie sprawdza się do aplikacji czerwonych/ciemnych pomadek. 
Możemy nim również aplikować korektor (na zmiany trądzikowe lub pojedyncze niedoskonałości) dla wzmocnienia krycia. Ja jednak używam do tego celu swoich palców.

Podsumowując Core Collection.
Jak w każdym (chyba) zestawie zawsze pojawia się jakaś "czarna owca". Niestety i w tym taka się znalazła. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło;) Zawsze znajdzie się jakieś zastosowanie.
Zestaw oceniam na 5 z minusem i polecam go wszystkim którzy zaczynają swoją zabawę z makijażem i także profesjonalistom. Każdy na pewno znajdzie coś dla siebie.

Mi w mojej  kolekcji brakuje jeszcze paru egzemplarzy, które z czasem mam zamiar skompletować. 
Wszystkie pędzle oceniam bardzo dobrze. Nie polecam jedynie pędzla do różu i do eyelinera. Dla mnie to dwa największe buble.
Dodam jeszcze, że cena za zestawy to około 22 funty a za pojedyncze egzemplarze waha się w granicach 11- 15 funtów za sztukę. 

A czy Wy macie jakieś doświadczenia z tymi 
pędzlami? 
Jestem ciekawa Waszego zdania na 
ich temat.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Czytaj dalej » 20

Balea jedna z moich pierwszych perełek.

Witajcie Kochane!!!

W końcu doczekałam się i ja i za pomocą Niecierpka KLIK udało mi się zdobyć kilka perełek z niemieckiej drogerii DM. 
Dzisiaj zapraszam Was na pierwszą recenzję jednego z żeli pod prysznic.
Żel jest z limitowanej edycji i podejrzewam, że niestety nie jest już dostępny. 


Opakowanie:
Tradycyjna, plastikowa buteleczka o pojemności 300 ml. Jest wykonana z miękkiego plastiku więc nie ma problemu z wydobyciem produktu.


Konsystencja:
Moim zdaniem idealna. Nie za rzadka nie za gęsta. Żel jest raczej kremowy co osobiście bardzo mi odpowiada.



Zapach:
Obłędny. Cóż więcej mogę o nim napisać;) Uwielbiam w nim to, że czekolada pachnie jak czekolada a nie jak wyrób czekoladopodobny. Figa (o ile jest to figa;)) dodaje słodkości.

Dane ogólne:
Pojemność: 300 ml
Termin ważności: podejrzewam że około 12 miesięcy
Cena: około 1 euro
Dostępność: drogerie niemieckie DM, allegro, strony internetowe oraz życzliwe blogerki

Skład:


Moja opinia:
Ktoś mógłby napisać czemu wszystkie blogerki tak nagle zaczęły zachwycać się tak na prawdę zwykłymi żelami pod prysznic, które nie odbiegają od innych?
Zgodzić się muszę z tym pytaniem.
Żel jest jak najbardziej zwykłym żelem jednak mimo wszystko kryje się w nim również coś niezwykłego.
Na moim blogu rzadko zdarzają się recenzję tego typu kosmetyków. No bo i po co pisać w kółko o zwykłych żelach. Ja jestem tego zdania, że jeżeli jakiś kosmetyk (nawet zwykły/niezwykły) żel przypadnie mi do gustu, warto o nim napisać choćby i po to aby inne dziewczyny również go wypróbowały. A nóż odkryją coś interesującego również i dla siebie.
Tyle tematem wstępu. Przejdę do właściwości.
Tak jak już wspomniałam na początku posta żel dostał się w moje raciczki za pomocą Niecierpka. Czekałam na niego długo i nie mogłam doczekać się kiedy będę mogła go wypróbować.
Kiedy po raz pierwszy użyłam go pod prysznicem urzekł mnie jego niesamowity zapach. Zero sztuczności- to coś co lubię.
Żel bardzo dobrze się pieni tworząc dużą ilość piany. Nigdy sobie nie żałowałam żelu na gąbkę jednak w tym przypadku chciałam sprawdzić czy z niewielkiej ilości utworzy się duża piana. Mój "eksperyment" się powiódł;)
Dzięki swojej kremowej konsystencji nie wysuszył mojej skóry (dodam tylko, że moja skóra jest raczej normalna i nie ma tendencji do przesuszania się). 
Zapach może nie utrzymuję się na skórze długo jednak tak do godzinki daje radę.



Żel okazał się moim ulubieńcem. Żałuję tylko, że mam do nich tak ograniczony dostęp. Jednak przy najbliższej wizycie w PL na pewno zrobię sobie małe zakupy na allegro i zaopatrzę się w inne kosmetyki tej firmy.

                                                A czy Wy miałyście okazję testować żele Balei?
                                                      

Pozdrawiam serdecznie
Kokos

wtorek, 9 kwietnia 2013

Czytaj dalej » 26

Oliwkowe nawilżenie z TBS.

Witajcie!!!

Podczas mojego przed ostatniego haul-u zakupowego pokazywałam Wam masełko, które zakupiłam na promocji w TBS. Tym razem padło na oliwkowe. Cena była bardzo kusząca a i zapach przypadł mi do gustu.
Dziś przyszła kolej na szerszą recenzję.
Zapraszam do lektury.


Opakowanie:
Plastikowy słoiczek z którego łatwo wydobędziemy produkt do samego końca. Lubię takie opakowania.



Konsystencja:
Jest to masełko przeznaczone do skóry suchej więc konsystencja jest o wiele bardziej "zbita" niż jest to w przypadku np. maseł do skóry normalnej. Po wydobyciu odpowiedniej ilości masełko szybko roztapia się w dłoniach i z aplikacją nie ma żadnego problemu. 


Zapach:
Za zapachem oliwek nie przepadam jednak ten zapach przypadł mi do gustu. Do złudzenia przypomina mi zapach żelu pod prysznic z Palmolive. 

Dane ogólne:
Pojemność: 200 ml
Termin przydatności: 12 miesięcy od otwarcia
Dostępność: sklepy TBS, strony internetowe
Cena: Za swoje zapłaciłam 5 funtów w promocji, niestety ich regularna cena to około 12-13 funtów czyli bardzo dużo;/



Moja opinia:
Masło tak jak już wcześniej wspomniałam jest bardzo treściwe przez co na początku możemy się do niego nieco zniechęcić. Ja się jednak zaparłam i postanowiłam codziennie się nim smarować. Dodam tylko, że jestem strasznym leniem jeżeli chodzi o wsmarowywanie w swoje ciało czegokolwiek.
Masełko po rozsmarowaniu pozostawia na skórze coś a'la tłustawą warstewkę. Nie jest to nic tłustego jednak da się wyczuć jakąś powłoczkę. Zapach o dziwo utrzymuję się dość długo. 
Najważniejszą jednak jego zaletą jest nawilżenie, które faktycznie jest wyczuwalne. Skóra po tygodniowym nawilżaniu stała się jedwabiście gładka i miękka w dotyku. Stała się również bardziej elastyczna co dało się zauważyć. Nawilżenie skóry szczególnie w okolicach brzucha jest wyczuwalne do następnego mycia. 
Masło jest wydajne i wystarczy doprawdy niewielka ilość aby nawilżyć całe ciało. 
W zapasie mam jeszcze podwójne masełko z orzeszkami macadamia. Jak tylko zużyję swoje oliwkowe od razu zabieram się za tamto;) 
W przyszłości na pewno do niego wrócę (zapewne w okresie zimowym) i jak będzie w równie okazyjnej cenie.


Gorąco polecam je posiadaczkom skóry suchej i nie tylko. Wiem jednak, że polskie ceny w TBS są wygórowane. Warto więc szukać promocji i wypróbować choćby mniejszą wersję. 

                                                             Miałyście może to masełko?
                                                                  Jakie jest Wasze zdanie na ich temat?
                        

Pozdrawiam 

Kokos

niedziela, 7 kwietnia 2013

Czytaj dalej » 4

Mega paka z Polski, wymiankowe perełki i inne niespodziewanki;)

Witajcie Kochane!!!

Ten post planowałam już od dawna. 
Na początku marca miałam przyjemność wymienić się z dwoma wspaniałymi dziewczynami a mianowicie z Agatką KLIK i Olą KLIK. Miały być to małe wymianki a skończyły się mega paczkami. Nasza wymianka miała miejsce na terenie PL więc większość kosmetyków musiałam sprowadzić do Anglii za pomocą przewoźnika. Dlatego też tak długo zwlekałam z tym postem.
Kiedy w końcu paczka do mnie doszła (po wielu kłopotach i nieporozumieniach wynikających z mojej nieuwagi) nie mogłam się nacieszyć nowymi zdobyczami.
Korzystając z nadarzającej się okazji do paczki wsadziłam jeszcze "parę" drobiazgów, które bardzo chciałam mieć. Pozostałe rzeczy nie zostały uwiecznione na zdjęciach bo są to rzeczy codziennego użytku więc uznałam, że nie będę ich pokazywać.
Zapraszam do obejrzenia moich perełek. Większość kosmetyków (wymiankowych) jest pomieszana ale dziewczyny i tak będą wiedziała co i jak;)


Roczny zapas żeli pod prysznic;) Nie wiem kiedy ja to wszystko zużyję a już po głowie chodzi mi kolejny o zapachu bzu ze starej mydlarni....


Moje perły z drogerii DM, które to udało mi się zdobyć za sprawą Niecierpka (jeden z żeli został w moim rodzinnym domu ale na pewno się nie zmarnuje:). Kochana dziękuję;* Używam ich z wielką oszczędnością:)


Produkty do pielęgnacji ciała.
Dwa płyny do higieny intymnej bo tutaj w UK jeżeli o nie chodzi jest kiepsko.
Pierwszy produkt z Pat& Rub, który już używam i jestem zachwycona. Więcej o nim na pewno już wkrótce na moim blogu.
Ukochane mydełko w płynie z biedry. Uwielbiam i nie mogłam się oprzeć żeby go nie kupić i sprowadzić tutaj;)


Pielęgnacja twarzy. 


Pielęgnacja włosów.
Niezwykle jestem ciekawa mgiełki z Seboradin. Inne produkty z tej serii są już ze mną od ponad roku i zostaną na kolejne lata. 
Szampon neutralny. Też słyszałam o nim wiele dobrego. Czeka grzecznie na swoją kolej;)


Mazidła do twarzy. Wielkie testowanie przede mną. 



Oraz parę rzeczy nie kosmetycznych:


Detangle Brush. Kupiłam ją z myślą o porównaniu do słynnego tangle teezer. Testy trwają.


Miód lipowy. Przydał mi się podczas mojej choroby. Nie ma nic lepszego na bolące gardło niż kubek ciepłego mleka z miodem.
Dwa młynki z biedronki. Zawsze chciałam takie mieć. Przydadzą się podczas kuchennych rewolucji;)


Cudowna, porcelanowa filiżanka w przepiękne wzorki. Aż herbata lepiej smakuje...


Świeża dostawa literatury na wiosenne wieczory. Niestety większość pozycji, które miałam na swojej wish liście nie było:( Pozostaje mi czekać na kolejny urlop w PL.

Teraz czas na testy i recenzję. Już wkrótce ukarzą się na moim blogu.
Tymczasem uciekam nadrabiać zaległości z całego tygodnia na waszych blogach a Wam życzę spokojnej nocki.
Kokos

sobota, 6 kwietnia 2013

Czytaj dalej » 27