Witajcie Kochani.
Jak w tytule, dzisiaj przychodzę do Was z recenzją mojego pierwszego różu z Inglota w numerku 46.
Zawsze chciałam wypróbować jakikolwiek róż z tej firmy, a dokładniej róż właśnie w kamieniu. Za kremowymi nie przepadam i tak naprawde moje umiejętności w posługiwaniu się takimi nowościami pozostawiają wiele do życzenia;)
Róż dostałam w jednej z paczuszek od hoshi777. Za co jeszcze raz serdecznie dziekuję.
Z początku niepozorny teraz stał się moim ulubieńcem.
Opakowanie:
Róż zamknięty jest w czarnym kartoniku. Wszystkie informacje zamieszczone są na nim.
Sam róż natomiast znajduje się w plastikowym pojemniczku, który jest zakręcany. Za tego typu zakręcaniem nie przepadam niestety ale na to przymkne oko;)
Skład:
Moja opinia:
Pierwsze co zauważyłam przy jego użytkowaniu był fakt iż róż jest bardzo dobrze napigmentowany i na początku trzeba troszkę uważać, żeby nie narobić sobie plam na buzi.
Konsystencja jest aksamitna i przy nakładaniu łatwo się rozprowadza.
Przepięknie wyglądał w lecie na opalonej twarzy ale i teraz kiedy opalenizna już mi powoli znika świetnie się prezentuje. Niesamowicie ożywia buzie (nawet zmęczoną).
Na moich policzkach utrzymuje się 8 h. Po tym czasie zaczyna powoli schodzić ale równomiernie, nie tworząc brzydkich zacieków.
Niestety zdjęcie nie oddaje jego prawdziwego kolorku. Moim zdaniem to bardziej dojrzała morelka bez drobinek na czym najbardziej mi zależało.
Róż jest ważny 18 miesięcy od otwarcia a jego gramatura to 2,5g.
Podsumowując:
Jestem bardzo zadowolona z niego. Wszystkie dotychczasowe informacje na temat róży z Inglota potwierdziły się.
Jest to naprawde dobry produkt i jeżeli tylko będę miała kiedyś taką możliwość napewno wypróbuje inne kolorki ale już w wersji "do paletki" (freedem system) czyli wkładów.
Wszystkim bardzo gorąco polecam.
Jakie róże Inglota (odcienie) są Waszym zdaniem
godne polecenia?
Czytaj dalej »
Witajcie Kochani.
Dzisiaj będzie bardzo luźny wpis.
A mianowicie jak już po tytule można rozpoznać będę się chwalić swoimi zdobyczami, które udało mi się poczynić na przełomie paru dobrych miesięcy.
O firmie dowiedziałam się przypadkiem z youtube. Z racji tego, że świece zapachowe kocham i mam "małego" świra na ich punkcie od razu zapragnełam je mieć.
Ceny za te przyjemności są niestety dość wysokie ale raz na jakiś czas można sobie sprawić małą niespodziankę, tym bardziej, że mamy już jesień a w jesienne wieczorki najlepiej smakują z kubkiem gorącej herbatki, dobrą książką i świecą;)
Zanim jednak przejde do prezentacji muszę wspomnieć, że moja kolekcja nieco zubożała gdyż większość wosków oddałam swojej kochanej mamie, która podobnie jak ja lubi piękne zapachy a w szczególności kominki. Tak więc miłość do tego typu rzeczy odziedziczyłam po niej;)
Cztery wkładziki.
Najpiękniejszy zapach to midnight jasmin. Wystarczy palić kominek 15 minut a tym przepięknym zapachem pachnie cały dom.
Trzy najmniejsze (104g) świeczuszki ale za to jakie:)
Beach flowers niestety nie za bardzo przypadły mi do gustu. Zapach bardzo dziwny, słodki, ciężki i niestety duszący. Na szczęście już ją spaliłam i wyrzuciłam.
Za to dwie pozostałe to już inna bajka.
Kwiaty bzu. Od teraz zapach jednych z moich ukochanych kwaitów mogę czuć przez 12 miesięcy w roku a nie tylko w maju. W zapasie mam jeszcze jedną i palę ją na szczególne okazję.
Róże to już klasyka. Nic dodać nic ująć.
W swej kolekcji mam jeszcze a raczej miałam mandarin cranberry, french lavender i midnight jasmin również w tej samej pojemności jednak ich czas już się "wypalił".
Wszystkie zasady bezpieczeństwa bardzo dobrze opisane są na spodzie każdej świeczki.
Bardzo lubię w tych świecach ich wieczka. Dzięki nim po zgaszeniu ze świeczki nie ulatnia się dym z knota.
Pozatym świeczki spalają się bardzo równomiernie tzn. nie ma czegoś takiego przy świeczkach np. z ikei gdzie podczas palenia topi sie tylko środek wosku a wokoło już nie. Marnuję się świeca. W Yankee Candle wszystko topi się równomiernie a co za tym idzie świeca starcza nam na dłuższy okres.
I na koniec chcę Wam pokazać jeden z moich kominków. Udało mi się go zdobyć za 2 funciaki na wyprzedaży. Jakie było moje zaskoczenie kiedy w domu zobaczyłam, że jest on właśnie z firmy Yankee Candle. Idealny na woski i olejki zapachowe. Biały kolor idealnie pasuje do mojego wnętrza a serduszka w blasku tea lihgt rzucają świetne cienie na ściany:)
Zapomniałabym jeszcze o 3 dyfuzorkach, kupionych również na promocji.
Będą idealne na nadchodzące święta szczególnie zapach przypominający choinkowy las.
Oto moje mała kolekcja w całej okazałości.
Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Z biegiem czasu napewno wzbogacę się o nowe nabytki o których Was napewno poinformuję:)
A czy Wy miałyście okazję je testować?
Jakie jest Wasze zdanie na ich temat?
Czytaj dalej »
Witajcie Kochane.
Dzisiaj będzie recenzja żelu peelingującego z Shisheido.
Produkt ten na tyle mnie zachwycił, że postanowiłam poświęcić mu odzielny post.
Dodam tylko na wstępie, że produkt jest świetny i sam jego opis stanowić będzie dla mnie mały problem bo trudno ubrać w słowa uczucie jakie towarzyszy przy jego używaniu:)
Informacje na temat żelu zaczerpnięte z wizaz.pl
Oczyszczający peeling do ciała, który zawiera olejek z nasion herbaty o działaniu silnie nawilżającym i delikatne granulki złuszczające. Usuwa zanieczyszczenia i martwy naskórek. Ma działanie wygładzające, odświeżające i nawilżające. Nie powoduje podrażnień, dobrze się zmywa, przynosi natychniastowe orzeźwienie.
Opakowanie:
Proste, klasyczne, bardzo wygodne. Kartonik w brzoskwiniowym kolorze od razu wpadł mi w oko. Tubka miękka, łatwo wydobyć z niej produkt.
Konsystencja:
Gęsta, bardzo treściwa. Kolor produkty w odcieniach dojrzałych brzoskwiń:) za to od razu podbił moje serce.
Zapach:
Zapach bardzo hmm...dziwny. Nie umiem go opisać w żaden sposób choć z opisem zapachów nigdy nie miałam problemu. Nie jest drażniący choć podejrzewam, że dla osób o wrażliwych nosach może nie przypaść do gustu. Ciepły, otulający jednak nie umiem wyróżnić poszczególnych nut. Mi bardzo dobrze się kojarzy i sam fakt, że moge go powąchać już pozytywnie nastraja.
Moja opinia:
Gdy pierwszy raz otworzyłam tubke i wycisnełam na ręke produkt od razu urzekły mnie dwie rzeczy. Pierwsza- gęsta konsystencja, druga- kolor żelu. Drobinki w nim zatopione są bardzo malutkie i delikatne, jednak po rozsmarowaniu na ciało czuć, że skóra jest peelingowana. Zapach (jak dla mnie) cudny. Żel nie pieni się wogóle, za to w bardzo przyjemny sposób możemy wykonać nim i peeling i masaż. Sama czynność peelingowania jest wspaniała. Ciepła woda w połączeniu z zapachem i delikatnym (choć dogłębnym) "zdzieraniem" wprawia mnie zawsze w pozytywny nastrój. Na jesienno- zimowe wieczory będzie jak znalazł:)
Przyznam szczerze, że tak naprawdę nie używam tego produktu jako żelu tylko właśnie jako peelingu i moim zdaniem do tego celu o wiele lepiej sie sprawdza.
Bardzo wydajny. Wystarczy niewielka ilość produktu aby dobrze wymasować całe ciało.
Ze zmyciem go nie ma żadnych problemów. Skóra jest niesamowicie delikatna i wygładzona. Żel pozostawia na skórze delikatne "coś". Nie jest to ani tłuste, ani klejące jak np. po peelingu Flake Awake z Soap& Glory. Poprostu aksamitna powłoczka, która daje uczucie dobrego nawilżenia.
Żel świetnie się sprawdza na wszystkie partie ciała łącznie z udami czy pupą jak i z delikatną skórą piersi i dekoltu. Nie zauważyłam wysypu żadnych nieprzyjaciół w okolicach dekoltu.
Po jego zastosowaniu nie używam nigdy balsamu ani innego specyfiku. Na drugi dzień czuć, że skóra nadal jest dobrze nawilżona.
Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jest to najlepszy żel/peeling jaki kiedykolwiek miałam przyjemność stosować.
Wady:
Niestety żel ma jedną wadę, którą niestety jest wysoka cena. Za 200ml musimy zapłacić około 160 zł (taka cena podana jest na stronie wizazu). Ja swój kupiłam za niewiarygodną cenę 5 funtów od przemiłej i sympatycznej pary japończyków za co serdecznie im dziękuje. Pani zapewniała mnie, że jak raz go użyję zawsze będe do niego wracała. Na początku byłam nieufna takim zapewnieniom ale teraz przyznaję jej w 100% rację. Jeżeli będe miała kiedykolwiek okazję kupienia go ponownie napewno to zrobię.
Podsumowując jestem z niego bardzo zadowolona. Świetny produkt, godny polecenia. Cena niestety może odstraszać ale jakyście miały okazję kupić go w jakiejś promocji gorąco go Wam polecam.
Czytaj dalej »
Witajcie Kochane.
Trzeci tydzień maseczkowy czas zacząć. Troszke spóźniona jednak myślę, że moja opinia na jej temat będzie Wam pomocna.
Dziś mowa będzie o maseczce z Lirene.
Cera tłusta i mieszana. Maseczka wygładzająca i zwęzająca pory. Wyciąg z arniki, lipy i kaolin.
Od producenta:
Maseczka szybko i w widoczny sposób ściąga rozszerzone pory oraz normalizuje gospodarkę tłuszczową skóry.
Maseczka zawiera:
- białą glinkę - usuwa zanieczyszczenia i nadmiar łoju, sprawiając, że skóra jest napięta i gładka,
- wyciąg z lipy i kwiatów arniki - działają oczyszczająco, ochronnie i łagodząco na skórę; kondycjonują i odpowiednio napinają skórę,
- glicerynę - poprawia elastyczność i miękkość naskórka.
Skład: Aqua, Kaolin, Stearic Acid, Magnesium Aluminum Silicate, Glycerin. Ethoxydiglycol. Cellulose Gum, Propylene Glycol, Polyacrylamide, Butylene Glycol, C13 - 14 Isoparaffin, Linden (Tilla Cordata) Extract, Arnica Extract, Laureth - 7, Methylparaben, Phenoxyethanol, Methyldibromo Glutaronitrile, Parfum, Limonene, CI 77891 (Titanium Dioxide) CI 42090
Opakowanie:
Maseczka zamknięta jest w wygodnej tubce. Bardzo łatwo jest nam wydobyć ją ze środka. Tubka jest wykonana z dość miękkiego plastiku więc pod koniec opakowania nie będzie problemu z przecięciem jej w poprzek;)
Konsystencja:
Jak dla mnie idealna. Kolor maseczki też jak najbardziej na tak.
Moja opinia:
Maseczka ta jest kolejnym produktem marki Lirene, który okazał się produktem godnym polecenia.
Aplikacja jest łatwa i przyjemna. Zapach też bardzo przyjemny.
Jedynym minusem jakim muszę jej zarzucić jest fakt, że bardzo szybko zasycha na buzi i tworzy taka twardą skorupę. Bardzo nie lubię takiego uczucia i nawet gdy mam ją na buzi i spryskuję dodatkowo np. wodą termalną efekt skorupy nadal jest.
Producent zaleca nam trzymać ja na twarzy około 15 minut.
Wynagradza to jednak jej działanie gdyż po użyciu faktycznie można zauważyć znaczne oczyszczenie buzi i zwężone pory. Na początku kiedy zaczełam ją stosować po nałożeniu czyłam lekkie pieczenie w okolicach nosa i delikatne chłodzenie. Uczucie pieczenia znikało jednak po kilku minutach.
Całą maseczkę oceniam na 4 z plusem.
Za pojemność 75 ml (jak widać na pierwszym zdjęciu) zapłaciłam 15.80zł.
Cena + jakość = kolejny świetny produkt Lirene.
A czy którąś z Was miała okazję ją testować?
Jakie są Wasze opinie na jej temat?
Czytaj dalej »
Drugi tydzień czas zacząć. W tamtym tygodniu była mowa o maseczce z TBS więcej o niej znajdziecie TUTAJ.
Dziś o słynnej już maseczce z Clarins.
Mowa o Beauty Flash Balm.
Choć można ją używać na wiele sposobów ja używam ją tylko i wyłącznie jako maseczkę na noc.
Zaczynajmy.
Z wizażu:
Idealna kuracja ożywiająca cerę przed wielkim wyjściem i zawsze kiedy czujesz, że skóra potrzebuje zastrzyku energii. Natychmiast "rozpromienia" cerę, rozjaśnia ją, ożywia i wyrównuje naturalny koloryt, wygładza drobne zmarszczki, zmiękcza i nawilża. Lekko napina i kontur twarzy: skóra odzyskuje jędrność i gładkość, daje efekt mini-liftingu. Doskonale nadaje się pod makijaż, który wyjątkowo pięknie się trzyma. Można zmyć nadmiar po kilkunastu minutach, albo zostawić na twarzy, można też zastosować na noc. Do nakładania 2 - 3 razy w tygodniu, lub w zależności od potrzeb. Odpowiednia dla każdego rodzaju cery. Kremowa, gładka, pachnąca konsystencja, jednak doskonale się wchłania, bez pozostawiania tłustej warstewki.
Składniki aktywne:
Wyciąg z alg (rozjaśnia, dodaje blasku, ożywia)
Wyciąg z oliwek (wyrównuje, "lifuje", ma działanie anty-rodnikowe, tonuje, naprawia skórę)
Wyciąg z ryżu (działanie anty-rodnikowe)
Wyciąg z oczaru wirginjskiego (działa anty-rodnikowo, ściągająco, chroni cerę).
Skład:
Opakowanie jest bardzo charakterestyczne dla tej firmy. Czyste i schludne. Sama tubka też mi się podoba pod względem miękkości dzięki czemu z łatwością można dozować odpowiednią ilość produktu.
W chwili obecnej mam opakowanie 50 ml jednak wcześniej miałam 30. I tutaj pojawia się mały problem gdyż pod koniec tego 30 ml opakowania trzeba było się jednak namęczyć aby maseczke wycisnąć. Nie obyło się bez przecinania tubki (czego osobiście bardzo nielubie).
Pozatym mały szkopułem nie mam żadnych zastrzeżeń.
Tak jak na stronie wizażu jest napisane, maseczkę można używać na różne sposoby. Nakładać na 10-15 min, pod makijaż lub na noc. Ja wybieram zawsze opcję ostatnią.
Mimo iż maseczka jest dość gesta świetnie się wchłania i nie pozostawia na buzi lepkiej warstwy.
A co ja o niej tak naprawdę sądzę?
Przyznam się bez bicia. Gdy kupiłam pierwsze opakowanie nie byłam nią zachwycona. Nie rozumiałam ogólnego zachwytu nad nią. Wszyscy chwalili a ja pukałam się po głowie.
Odstawiłam ją na jakiś czas i zapomniałam o niej.
Kiedy ją ponownie odgrzebałam postanowiłam dać jej szanse.
Wtedy też przy okazji usłyszałam opinie na jej temat od Kasi Katosu, więc tym bardziej postanowiłam ją jeszcze raz przetestować. Kasia mówiła, że nakłada ją na noc jak krem, delikatnie ją wklepując.
Zastosowałam się do jej rad i efekt okazał się piorunujący.
Dzień wcześniej maiłam zaczerwienioną buzię po kolejnych moich "eksperymentach". Piekła, szczypała i nie była w zbyt dobrej kondycji.
Następnego dnia jak się obudziłam zaczerwienienia rozjaśniły się a buzia była wygładzona i promienna. Taka czynność powtarzałam przez kolejne 3 dni. Suche skórki znikneły a ogólny stan mojej buzi poprawił się o całe 180 stopni.
Maseczki nie stosuję codziennie tylko około 1-2 w tygodniu a czasami jeszcze rzadziej. Moja skleroza nie zna granic;)
Nie chcę też przyzwyczajać swojej buzi do takich dobroci;)
Jak widać na zdjęciu maseczka ma przepiękny, brzoskwioniowy kolor. Pięknie też pachnie, choć osoby, które nie lubią zbyt mocnych zapachów mogą mieć z zapachem problem.
Ja go bardzo lubię i w niczym mi on nie przeszkadza.
Konsystencja gęsta i treściwa, jednak tak jak już wspomniałam powyżej świetnie się wchłania.
Maseczka przeznaczona jest do każdego typu cery i nie ma ograniczonej grupy wiekowej.
Jedyną wadą jaką ma jest niestety wysoka cena. Za pojemność 50 ml musimy zapłacić około 120 zł. Wynagradza to jednak jej bardzo dobra wydajność gdyż wystarczy naprawdę niewielka ilość aby rozprowadzić ja na całej buzi.
Mi na szczęście zawsze udaje się ją kupić po ponad 50% przecenie.
Drugi tydzień za nami:)
Czy używałyście jej kiedyś? Jeśli tak jakie są Wasze wrażenia?
Czytaj dalej »
Wkońcu doczekałam się na swoją paczuche. Kurier zapukał do naszego domu punkt 8 rano. Jeszcze w piżamie popędziłam odebrać moje skarby.
Z tego miejsca też pragnę serdecznie podziękować wszystkim dziewczynom, które polecały mi różne produkty godne uwagi. Wiele z nich zakupiłam i już niemogę doczekać się testowania. Od dzisiaj zaczynam:)
Większość to kosmetyki pielęgnacyjne. Za kolorówką niestety nie miałam czasu biegać.
A więc zaczynajmy:
Produkty firmy Lirene. Wkońcu mogę je testować. Bardzo lubię tą firmę. Mam nadzieję, że wybrane przezemnie produkty sprawdzą się.
(od lewej)
1. Żel do higieny intymnej.
2. Pianka do mycia twarzy.
3. Żel + oliwka pod prysznic. Miałam już dwie wersje niebieskie (tzn. oliwka z mango i bawełny) i postanowiłam spróbować kolejnych zapachów.
4. Żel nawilżający do mycia twarzy z wyciągiem z lipy.
5. Peelingujący żel z wyciagiem z cytryny.
6. Odżywiający krem do rąk.
7. Krem do stóp z 20% mocznikiem.
Jedyne produkty Alterra, które były dostępne w moim rossmanie:(
Słynne szampony i krem z wyciągiem z dzikiej róży były już dawno wyprzedane. Jak pech to pech ale i tak się cieszę.
8. Maska nawilżająca do włosów z aloesem i granatem.
9. Mydełka: nagietkowe, konwaliowe i cudowne lawendowe. Przepiękne zapachy mają.
Wszyscy mają Alverde. Mam i ja:)
10. Trzy olejki do ciała: porzeczka i paczula, arnika, i dzika róża.
Płyny micelarne, aby przypadkiem ich nie zabrakło.
11. Eveline. Dla mnie nowość.
12. Perfecta oczyszczanie płyny micelarne z wyciągiem z bawełny i płatków róży. Oba już miałam i dobrze się sprawowały więc zakupiłam je ponownie.
13. Słynna bioderma. Wkońcu ją mam. Wkońcu przetestuje i przekonam się czy jest faktycznie taka wspaniała.
Pharmaceris. Moje pierwsze produkty z tej firmy. Jestem ich bardzo ciekawa.
14. Aktywny szampon regenerujący do włosów suchych.
15. Kojący żel myjący do twarzy.
16. Szampon wzmacniający do włosów osłabionych. Sztuk 2.
Biochemia urody.
17. Olejek tamanu. Dla wypróbowania.
18. Hydrolat oczarowy. Apeluje do biochemi. Po jakiego czorta zminialiście ten zapach. Teraz śmierdzi i odrzuca:/
19. Ziaja. Mój ukochany krem do rąk.
20. Kamil. Kremik do rąk z 5% mocznikiem. Wielki plus za pompke.
21. Eveline. Chłodzący żel-krem.
22. AA Pielęgnacja Młodości. Krem matująco- normalizujący.
23. Oeparol Balance z wyciągiem z wiesiołka.
24. Oeparol Balance. Na zdjęciu widać 2 pomadki. W sumie korzystając z promocji, która była w biedronce kupiłam ich aż 3. Malina, mango i owoce leśne.
25. Vichy. Pianka do mycia twarzy oraz miniaturka wody termalnej.
26. Seboradin. Maska przeciw wypadaniu włosów sztuk 2.
27. Nivea soft. Dwa malutkie opakowania.
28. Crystal. Dezodorant w kulce.
29. Garnier ultra detox z kwiatem z lipy. Cudowny taki hmm...ziołowy zapach.
30. Yves Rocher octowa płukanka do włosów.
31. Balea woda termalna.
32. Eveline. Odżywka do paznokci. Dla mnie kultowy produkt, który ratuje moje paznokcie.
33. Nivea pomadka ochronna olivki z cytryną. Jedna z moich ulubionych pomadek.
34. Kolastyna. Maseczka oczyszczająca z glinką wulkaniczną 2x.
35. Calypso. Naturlna gąbka plus mały gratis.
To na tyle moich polskich zakupów. Zapasów mam na cały rok:)
Wielu rzeczy niestety nie udało mi się kupić. Wielu rzeczy nie mogłam wogóle dostać. Wiele było już wyprzedanych. Mimo wszystko i tak cieszę się.
Czy miałyście, któreś z wymienionych produktów? Jak Wam się sprawdziły?
Czytaj dalej »
Witajcie Dziewczyny.
Dzisiaj będzie kolejna recenzja.
Tym razem na tapetę poszedł cukrowy peeling Flake Away z Soap& Glory.
Od producenta:
Flake Away to kolejny produkt firmy Soap & Glory. Jest to peeling do ciała, który zawiera w sobie kombinacje masła shea, cukru i pestek brzoskwini, dzięki temu skóra staje się gładka i pięknie pachnie.
Tradycyjnie zacznę od opakowania.
Co do samego opakowania nie mam się do czego doczepić. Jeżeli chodzi o tego typu produkty taką formę opakowania lubię najbardziej. Łatwo można wydobyć odpowiednią ilość produktu. Zero zbędnego wyciskania i ściskania jak w przypadku tubki.
Pojemność 300ml. Produkt jest ważny 24 miesiące od otwarcia.
I teraz do rzeczy.
Przyznam się szczerze. Nie zrobił na mnie ten peeling wielkiego wrażenia.
Nie przepadam za jego zapachem. Przy nakładaniu i rozsmarowywaniu na skórze jest całkiem ok, jednak bardzo długo jego zapach pozostaje na ciele i przechodzi na ubrania. To już mi się całkiem nie podoba. Zapach jest dla mnie duszący i niestety nie do wytrzymania.
Sam peeling dobrze sobie radzi ze ścieraniem martwego naskórka. Po peelingu nie trzeba używać balsamu gdyż skóra dobrze nawilżona.
Konsystencja jest również jak najbardziej na tak jednak znów musze odjąć punkty za wydajność.
Po jego użyciu wanna jest tak śliska, że trzeba bardzo uważać, żeby nie zrobić sobie krzywdy.
Cieszę się, że nie dałam za niego regularnej ceny (około 6-8 funtów). Z tej firmy mam jeszcze jeden peeling o podobnych właściwościach, który czeka na swoją kolej. Mam nadzieję, że spisze się lepiej od tego i nie będzie tak śmierdział.
Na wizażu peeling ma wiele pozytywnych recenzji jednak ja już więcej napewno na niego się nie skuszę.
A czy Wy miałyście okazję go testować? Co o nim sądzicie?
Czytaj dalej »
Październik będzie mijał pod znakiem maseczek. Za otagowanie serdecznie dziekuję Malince.
Ona jest inicjatorką tagu.
Znajdziecie ją tutaj klik.
Na wstępie przejdźmy do formalności.
Tag: PAŹDZIERNIK miesiącem maseczek
Celem tagu jest:- zachęcenie do chwili relaksu, aby zrobić coś tylko dla siebie,
- zadbanie o swoją twarz bez względu na wszystkie obowiązki,
- poprawienie swojego wyglądu,
- wyrobienie sobie nawyku nakładania maseczki raz w tygodniu,
- radość i duma ze swojego wyglądu,
Zasady tagu:
- umieść baner z linkiem do inicjatora tagu (czyli mnie:)
- umieścić zasady tagu w poście na swoim blogu,
- napisz, kto Cię otagował,
- zamieść raz w tygodniu recenzję co najmniej jednej testowanej maseczki,
- otaguj minimum 5 osób.
Taguję następujące kobietki:
- hoshi777
-anne-mademoiselle
-4 PREMIERE
-bloGosia
-Paryska88
oraz wszystkie chętne blogerki.
Serdecznie Was zapraszam do zabawy.
A więc czas zacząć. Przy okazji miesiąca maseczek postaram się Wam przybliżyć za każdym razem omawianą maseczkę. Mam nadzieję, że recenzje okażą się pomocne.
Poniedziałek.
Pierwszy tydzień.
Na tapetę idzie pierwsza maseczka z TBS 3w 1 z płatkami owsianymi i miodem.
Od producenta (wizaz.pl)
Potrójnie działająca maseczka do twarzy - oczyszcza, wygładza i nawilża skórę w tym samym czasie. Zmiękcza i odżywia skórę. Zawiera glinkę, płatki owsiane oraz miód. Przeznaczona do pielęgnacji cery normalnej oraz suchej.
Skład dla ciekawskich;)
Skład: Aqua (Water), Avena sativa, C12-15 Alkyl Benzoate, Kaolin, Mel (Honey (Mel), Glyceryl Stearate, Butylene Glycol, PEG-100 Stearate, Myristyl Myristate, Behenyl Alcohol, Glycerin, Hydrogenated Coco-Glycerides, Sodium Lactate, Benzyl Alcohol, Phenyl Trimethicone, Titanium Dioxide, Biosaccharide Gum-1, Phenoxyethanol, Hectorite, Sodium PCA, Saccharide Isomerate, Methylparaben, Parfum (Fragrance), Butylparaben, Hexyl Cinnamal, Ethylparaben, Benzyl Salicylate, Propylparaben, Linalool, Citronellol, Butylphenyl Methylpropional, Geraniol, Citric Acid, Limonene, Benzyl Benzoate, Hydroxycitronellal, Methyl 2-Octynoate, Isoeugenol, Eugenol, Amyl Cinnamal, Amylcinnamyl Alcohol, Anisyl Alcohol, Benzyl Cinnamate, Cinnamal, Cinnamyl Alcohol, Citral, Coumarin, Evernia furfuracea, Evernia prunastri (Oakmoss Extract), Farnesol, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Caramel.

Opakowanie proste. Maseczke bardzo łatwo "wygrzebać" ze środka. Dzięki temu mamy pewność, że produkt nam się nie zmarnuje.
A co ja o niej myślę.
Maseczka ma bardzo przyjemny zapach. Mi kojarzy sie ze śniadaniem;)
Konsystencja bardzo "puszysta". Widoczne są zmielone płatki owsiane. Świetnie się rozprowadza.
Maseczka jest przeznaczona do skóry normalnej i suchej ale ja mimo wszystko i tak ją używam. Producent zaleca trzymać ją na twarzy około 5-10 minut a następnie zmyć wodą. Ja trzymam ją około 10 minut a następnie podczas zmywania wykonuje masaż kolistymi ruchami. Płatki owsiane są tak rozmiękczone, że o żadnym mocnym zdzieraniu nie ma mowy. Jednak sam masaż buzi przy tym cudownym zapachu wynagradza wszystko a peeling zawsze można zrobić kiedy indziej;)
Buzia po zmyciu jest delikatna w dotyku i dobrze oczyszczona. Aż chce się ją dotykać.
Jednak maseczka ma i swoje minusy.
A dokładniej 2.
Po pierwsze. Zaraz po nałożeniu czuję na swojej buzi delikatne pieczenie, które najbardziej wyczuwalne jest w okolicach nosa i na policzkach. Myślałam, że to będzie tylko jednorazowy incydent jednak tak się dzieje za każdym razem gdy ją nakładam. Pieczenie jednak szybko mija i wszystko wraca do normy. Po zmyciu buzia nie jest podrażniona ani zaczerwieniona.
Drugim minusem jest fakt, że gdy nałożymy ją zbyt blisko linii włosów podczas zmywania płatki mogą nam powłazić we włosy a ich usunięcie nie jest łatwe.
Samą maseczkę oceniam jednak na 4 z minusem. Każdemu kto ma ochotę ją wypróbować mogę ją polecić.
Maseczka ma pojemność 100 ml i kosztuje 45 zł. Moim zdaniem cena jest adekwatna do jakości i wydajności.
Na ten tydzień koniec. Maseczki staram się robić 2 razy w tygodniu więc i pod koniec tego napewno jakąś jeszcze nałoże na swoją buźkę.
A już w następnym tygodniu czas na kolejną. Jaką? Tego dowiecie się za tydzień:)
Czytaj dalej »